Przez rozum do serca

W odnalezionym „Kazaniu na Areopagu” Karol Wojtyła mówi o najważniejszych prawdach naszej wiary i krok po kroku je objaśnia. Robi to w sposób bardzo logiczny i przejrzysty, trafiając najpierw do rozumu, a dopiero potem do serca.

Nieznane pisma Karola Wojtyły? Wydawać by się mogło, że przed kanonizacją wszystko, co napisał Jan Paweł II, zostało gruntownie przebadane i nie czeka nas tu już żadna większa niespodzianka. A tymczasem Wydawnictwo Literackie taką właśnie niespodziankę dla nas przygotowało. „Kazanie na Areopagu”, które właśnie pojawiło się na rynku księgarskim, to nie żadne kompilacje starych tekstów ani zestawienie fiszek po zmarłym papieżu, tylko oryginalna, przemyślana, skończona całość. Znajdujemy w niej wprawdzie wiele myśli, które pojawią się później w innych tekstach i wypowiedziach Jana Pawła II, jednak tutaj mamy do czynienia z taką ich kondensacją i uporządkowaniem, że nie sposób przejść obok „Kazania na Areopagu” obojętnie. Przeciwnie, wypadałoby je nawet potraktować jako tekst programowy. Ks. dr hab. Robert J. Woźniak, autor wprowadzenia teologicznego do książki, twierdzi wręcz, że „mamy tu do czynienia z jednym z najważniejszych dzieł biskupa z Krakowa”.

Misterny łańcuszek

Nie wiemy do końca, w jakich okolicznościach powstało to dzieło. Owszem, wiadomo, że pod koniec 1963 r. Karol Wojtyła, wraz z innymi uczestnikami Soboru Watykańskiego II, po zakończeniu drugiej sesji obrad odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Pielgrzymi odwiedzili wówczas po drodze Grecję, a jednym z przystanków był właśnie ateński Areopag. Jednak sam cykl 13 katechez powstał nieco później – w 1965 r. lub w latach następnych, co łatwo stwierdzić, ponieważ zawiera on odniesienia do dokumentów kościelnych wydanych w tym właśnie roku. Czy katechezy te zostały kiedykolwiek wygłoszone? Tego nie wiadomo. Możemy się natomiast domyślać że ich adresatem były środowiska inteligenckie lub akademickie. I to nie tylko ze względu na liczne odniesienia do filozofii, ojców Kościoła czy starożytnych pisarzy. „Kazanie na Areopagu” jest też tekstem niełatwym w odbiorze z powodu wspomnianej kondensacji myśli. Wyczuwa się, że przyszły papież pisze tu do osób zaznajomionych z podstawami naszej kultury, będącej owocem – jak czytamy w pierwszej katechezie – „spotkania duchowego dziedzictwa Izraela z dziedzictwem Grecji”. Do wielu wytworów tej kultury Karol Wojtyła odnosi się w tekście w sposób hasłowy, sygnalizując tylko źródło – jakby zakładał, że adresat dobrze je zna lub przynajmniej w każdej chwili może do niego sięgnąć.

Autor nie dryfuje jednak bynajmniej po jakichś odległych – teologicznych czy filozoficznych – meandrach. Przeciwnie – mówi o najważniejszych prawdach naszej wiary i krok po kroku je objaśnia. W zasadzie można powiedzieć, że ten tekst jest głoszeniem kerygmatu, tyle że ubranym w formę filozoficznego wywodu. Dodajmy: bardzo logicznego i przejrzystego, co zresztą w ogóle jest cechą stylu Karola Wojtyły. W „Kazaniu na Areopagu” papież mówi bardziej do naszego rozumu niż wprost do serca. Co nie znaczy oczywiście, że ten tekst serca nie dotyka. By jednak tak się stało, czytelnik musi być bardzo uważny, bo ów cykl kazań jest jak misternie wykonany łańcuszek, w którym każde kolejne ogniwo wynika z poprzedniego.

Nieznanemu Bogu

Punktem wyjścia do rozważań jest znana z Dziejów Apostolskich mowa św. Pawła wygłoszona do Ateńczyków (Dz 17,16-34). Paweł, mimo iż „burzył się wewnętrznie na widok miasta pełnego bożków”, swojego „kazania” nie rozpoczął od wyrazów oburzenia, ale przeciwnie – od podkreślenia religijności mieszkańców Aten. Pretekstem do takiego postawienia sprawy stał się znaleziony przez niego ołtarz z napisem „Nieznanemu Bogu”. Apostoł uchwycił się tego określenia i zaczął wypełniać je ewangeliczną treścią. „Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając” – mówił. Przyszły papież zwraca na to uwagę, nazywając Pawła „pionierem »inkulturacji«”. Podkreśla, że Platon i Arystoteles przygotowali grunt dla słuchaczy apostoła, wypracowując „rozumowe metody poznania Boga jako Absolutu”, dlatego, pomimo panującego jeszcze w Atenach politeizmu, „myśl o Bogu jedynym nie była im obca”. Karol Wojtyła odwołuje się tutaj do soborowej deklaracji na temat religii pozachrześcijańskich, która mówi, że nierzadko odbijają one „promień owej Prawdy, jaka oświeca wszystkich ludzi”.

Zarazem jednak przyszły papież wskazuje na to, co było źródłem sprzeciwu adresatów mowy św. Pawła, którzy słuchali go, dopóki nie zaczął mówić o zmartwychwstaniu. Wówczas, jak czytamy w Dziejach Apostolskich, „jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: »Posłuchamy cię o tym innym razem«”. Dlaczego tak się stało? „Myśli greckiej – wyjaśnia Karol Wojtyła – nieobca była prawda o nieśmiertelności duszy. Wedle nauki Platona sama duchowa dusza stanowi o człowieku, ciało jest tylko doczesnym jej więzieniem. Może właśnie dlatego tak przeciwne ich pojęciu człowieka wydało się »zmartwychwstanie ciała«. Antropologia platońska różni się od chrześcijańskiej. W centrum Ewangelii znajduje się prawda o zmartwychwstaniu (…), a prawda ta wskazuje, że ciało współtworzy z duszą osobową istotę człowieka. Można więc powiedzieć, że niepowodzenie Pawłowej kerygmy w Atenach zostało spowodowane rozumieniem natury człowieka”.

Najgorsze pojednanie

I tu dochodzimy do sedna sprawy i zarazem do serca chrześcijaństwa. Dla ateńskich słuchaczy bowiem – uczy przyszły papież – „nieznany – i niepojęty był Bóg, który miłuje. Miłość rozumiano jako dążenie do dobra, które odpowiada potrzebom człowieka. »Eros« to dążenie, które może przybrać (jak u Platona) charakter duchowy, stając się dążeniem do dobra, prawdy i piękna. Natomiast prawda o miłości, która stwarza dobro i obdarowuje nim, a przez to podnosi, uszlachetnia i uszczęśliwia, była obca”.

Można więc powiedzieć, że Ateńczykom – poza nielicznymi wyjątkami, o których wspominają Dzieje Apostolskie – trudno było przyjąć prawdę o Zmartwychwstaniu, bo nie mogli pojąć Wcielenia. Nie rozumieli, że ten „nieznany” Bóg, którego czcili, może być jednocześnie Bogiem bliskim. Byli trochę jak bohater wiersza Zbigniewa Herberta „Rozmyślania Pana Cogito o odkupieniu”, który mówił: „Nie powinien przysyłać syna// zbyt wielu widziało/ przebite dłonie syna/ jego zwykłą skórę// zapisane to było/ aby nas pojednać/ najgorszym pojednaniem// zbyt wiele nozdrzy/ chłonęło z lubością/ zapach jego strachu// nie wolno schodzić/ nisko/ bratać się krwią”.

Ale Bóg wybrał takie właśnie „najgorsze pojednanie”, które nas, noszących w sobie ludzkie pojęcie sprawiedliwości, musi wprawiać w zdumienie. „(…) stajemy wobec tajemnicy miłości, w której wszelka sprawiedliwość znajduje swoje doskonałe wypełnienie. Bóg sam jest owym »pojednaniem« sprawiedliwości z miłością” – pisze Karol Wojtyła. Takich zdań – perełek, ujmujących w skondensowanej formie największe tajemnice, jest w „Kazaniu na Areopagu” całkiem sporo. To są miejsca, w których słowo katechezy dotyka nie tylko rozumu, ale i serca.

Przyszły papież, pisząc o odkupieniu, pokazuje, że jest to tajemnica, która nas przemienia. „Chrystus »objawia człowieka samemu człowiekowi«” – brzmi tytuł jednej z katechez. Kolejne mówią o Eucharystii, otwarciu na Ducha Świętego, świadectwie, miłości i modlitwie. Karol Wojtyła w „Kazaniu na Areopagu” przekazuje więc nam nie tylko summę Dobrej Nowiny, ale i daje kurs życia chrześcijańskiego, które z niej wypływa. Ze względu na zwięzłość formy można powiedzieć, że jest to kurs przyspieszony, niemniej przeznaczony do niespiesznego czytania. Przy tej – obowiązkowej – lekturze zaleca się raczej uważność.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg