A to Polska właśnie...

Domy Kossaków były jak Soplicowo II Rzeczpospolitej. Dziś powraca moda na ich obrazy i książki.

Cały PRL, a nawet pierwsze dekady III RP to nie był dobry czas dla Kossaków. Ich styl życia, twórczość, książki i obrazy tworzyły kulturowy kanon międzywojennej Polski, a więc z definicji zostały skazane na zapomnienie. Sama rodzina też dołożyła swoje trzy grosze, bo pogrążyła się w sporach majątkowych utrudniających docenienie spuścizny Kossaków. Symbolem tych sporów jest dziś popadająca w coraz większą ruinę Kossakówka, niegdyś jeden z najsłynniejszych artystycznych salonów II RP, siedziba krakowskiej gałęzi rodu znajdująca się przy placu Juliusza Kossaka. Zapomniana, zamknięta od lat, zagubiona wśród wyrastających wokół budowli. Ale wreszcie dla Kossaków nastały dużo lepsze czasy. Tak przynajmniej uważa Joanna Jurgała-Jureczka, kierująca kiedyś jedynym w Polsce Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich, dziś biograf rodziny. Na spotkania autorskie związane z promocją jej najnowszej książki „Kossakowie. Biały mazur” przychodzą tłumy ludzi zafascynowanych historią sławnego rodu. Odkrywają, że jest w niej wszystko: bohaterstwo i zdrada, miłość i śmierć, sława i zapomnienie. Bo to przecież nie tylko historia Zofii, założycielki Żegoty, która cudem uniknęła śmierci na Pawiaku, ale i poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej czy królowej satyry Magdaleny Samozwaniec. W tej rodzinie jest i Witkacy (przez swą żonę Jadwigę), a wreszcie trzy generacje malarzy, którzy polskiemu patriotyzmowi nadali wizualną formę.

Panowie...

Wojciech i Tadeusz, synowie Juliusza, byli bliźniakami. Przyszli na świat w sylwestrową noc 1856 roku, w Paryżu. Pierwszy przed północą, drugi już w 1857 roku. Żeby było jeszcze bardziej filmowo czy też powieściowo – bracia zakochali się w pannach Kisielnickich, które były kuzynkami. Tadeusz, major WP, kawalerzysta, uczestnik i kronikarz wojny polsko-bolszewickiej, wziął za żonę Annę i został ziemianinem. Wojciech, malarz, ożenił się z Marią, późniejszą panią na krakowskiej Kossakówce. Choć podobni jak dwie krople wody, w rzeczywistości obaj Kossakowie całkowicie się różnili. Wojciech łamał kobiece serca, był charyzmatycznym artystą, dużo zarabiał i jeszcze więcej wydawał. Także spłacając długi Tadeusza, któremu w interesach wiodło się nieszczególnie. Z tego pomagania wzięło się potem sporo złej krwi. Zresztą obie linie rodowe z latami coraz bardziej się od siebie oddalały, choć i w Krakowie, i w Górkach Wielkich (na Śląsku Cieszyńskim) funkcjonowały ważne dla polskiej kultury salony.

Z pewnością najwybitniejszym malarzem był Julian, nestor rodu. Wojciech niewiele mu ustępował, niestety rozmieniał swoją sławę na drobne, ale jego syn, Jerzy, był już tylko cieniem swoich antenatów. Zresztą nie tylko pod względem talentu. Joanna Jurgała-Jureczka dotarła do mrocznych kart jego życiorysu, w którym znaleźć można nie tylko przypadkowe zastrzelenie jakiegoś dziecka podczas polowania, ale także współpracę z okupantem, a potem z UB. Jego ojciec pozostanie w pamięci jako jeden z twórców Panoramy Racławickiej, choć jest ona kojarzona głównie z Janem Styką. Ale to Kossak odpowiadał za blisko 70 proc. monumentalnego dzieła. Kochał kobiety, konie i samochody. W 1910 roku stał się jednym z pierwszych właścicieli samojazdu benzynowego w Krakowie, został też pierwszym prezesem Krakowskiego Klubu Automobilowego. Autorka „Białego mazura” na pierwszym miejscu stawia jednak jego talent epistolograficzny. Ponoć pisał takie listy… że nie sposób było się w nim nie zakochać.

... i panie

Mówimy o Kossakach, ale to panie grały w tej rodzinie pierwsze skrzypce. I to im Joanna Jurgała-Jureczka poświęciła całą wcześniejszą (wydaną w 2015 roku) książkę. Były nie tylko wszechstronnej uzdolnione, ale także zaradniejsze życiowo i… bogatsze. To ich posagi dwukrotnie ratowały Kossakówkę. Najpierw Marii Kisielnickiej, czyli żony Wojciecha, w 1884 roku, potem Ewy Kaplińskiej, żony Jerzego – w 1911 roku. Willę Wygoda (zwaną dziś Kossakówką) odkryła Zofia z Gałczyńskich, żona Juliusza. Chyba trafiła w dziesiątkę, skoro mąż napisał w jednym z listów, że gdy wszedł do swojego nowego domu, poczuł się jak w raju. Co do Marii, żony Wojciecha, to dziś jest chyba najbardziej niedoceniana. Stateczna, pobożna, gospodarna. To ona utrzymywała dom, gdy mąż hulał po świecie. Gościła i karmiła artystów, dbała o salon i ogród. Urodziła dwie genialne artystki, niejako swoje przeciwieństwa, obdarzone niezwykłym talentem literackim – Marię (Pawlikowską-Jasnorzewską) oraz Magdalenę (Samozwaniec). Skandalistki i buntowniczki. Całkowicie też odmienne od swojej kuzynki.

O Zofii Kossak-Szczuckiej mówi się jak o posągu czy wręcz pomniku. No bo najpierw Wołyń, „Pożoga”, potem Auschwitz, Pawiak, Żegota… Praca na angielskiej farmie, spektakularny powrót do kraju, wreszcie „list 34” przeciw cenzurze. Życiorys nie na film, ale serial. W „Białym mazurze” udało się ten pomnik „uczłowieczyć”. Bo dopiero w świetle błędów i potknięć prawdziwy blask zyskują zasługi. Na przykład pani Zofia na pewno dała się uwieść środowisku PAX-u, czym wprawiała w konsternację kardynała Wyszyńskiego. Ale też potrafiła się stosunkowo szybko z tego fatalnego zauroczenia otrząsnąć. Ciekawy jest też świeży trop związany z Magdaleną Samozwaniec, nie zawsze tak odległej od konserwatywnych wartości, jak się powszechnie uważa. Joanna Jurgała-Jureczka zdradza, że trop okazał się tak ciekawy, iż w kolejnej książce o Kossakach to Magdalena pojawi się w roli głównej. Zresztą nic nie było w tej rodzinie takie proste i oczywiste, jak można wyczytać w Wikipedii. Szczególnie ciekawe są w „Białym mazurze” relacje Zofii Kossak-Szczuckiej – matki Polki – i Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – eterycznej poetki, ponoć bliższej motylom niż ludziom. Lektura ich korespondencji, prześledzenie amplitudy wzajemnych emocji dostarcza bardzo ciekawych obserwacji.

Dom polski

Autorka „Pocałunków” miała trzech mężów, dopiero w wieku 40 lat spotkała w Londynie Stefana Jasnorzewskiego, oficera lotnictwa, któremu pozostała wierna już do śmierci. Zmarła w 1945 roku w Anglii. Nie chodziła do szkół, przeszła edukację domową, podobnie jak jej siostra. Ale co to była za edukacja! Kossakowie uczyli się malarstwa także w domu, terminując u swoich ojców. Podobnie jak córki, jednak one właściwie oceniły swoje możliwości w tej dziedzinie. U Kossaków można (i trzeba) było uczyć się nie tylko historii literatury, ale i kilku języków obcych. Ten dom był szkołą, kościołem, galerią, biblioteką, kawiarnią i salą koncertową.

Dlaczego Kossakówka jest ważna dla polskiej kultury? Sprawdźmy listę bywalców tego domu na przestrzeni ostatnich stu lat: Wincenty Pol, Adam Asnyk, Helena Modrzejewska, Józef Chełmoński, Henryk Sienkiewicz, Adam Chmielowski, Jacek Malczewski, Stanisław Witkiewicz, Ignacy Paderewski… To tylko kilka wybranych nazwisk. Do Górek Wielkich, czyli drugiego salonu Kossaków, na Śląsku Cieszyńskim, przyjeżdżali regularnie Jan Parandowski, Maria Dąbrowska, Jan Sztaudynger czy Melchior Wańkowicz. Oba adresy przypominały Soplicowo II RP. To nie przypadek, że właśnie Zofia Kossak-Szczucka, której patriotyzm kształtował się w atmosferze dworu w Górkach, jest autorką „Dekalogu Polaka”. Swoją drogą – niezwykła jest popularność tego prostego tekstu napisanego w 1940 roku, uznanego przez Jana Karskiego za jeden z najistotniejszych dla podtrzymywania ducha walki z okupantem. Kopiowanego i kolportowanego w latach 40., 50., 60… a i teraz przywoływanego w kontekście obrony interesu narodowego. Joanna Jurgała-Jureczka z pewnym niepokojem tropiła jego współczesną recepcję, by ostatecznie uznać, że „Dekalog Polaka” nie jest przeciw, ale za. Sprawia, że ludzie czują się bardziej zobowiązani niż pyszni.

Piękne to, co ułomne

Obrazy Kossaków nie są uważane za arcydzieła. Wojciech i Jerzy namalowali ich setki, do tego dochodzą kopie i falsyfikaty. Ale ich ogromna popularność skądś się brała. Widocznie potrafili uchwycić na płótnie tęsknoty i wyobrażenia tamtych czasów. Sceny ważnych bitew, postaci bohaterów. Podobnie jest z książkami Zofii Kossak-Szczuckiej. Okazuje się, że te emocje wciąż są żywe. Joanna Jurgała-Jureczka przywołuje swoje niedawne spotkanie autorskie w Monachium. Dla tamtejszej Polonii Kossakowie także dziś są kwintesencją polskości. Zatrzymanym w kapsule czasu, nieistniejącym dziś światem.

A może piękne w Kossakach jest właśnie to, co ułomne? Gdy czyta się „Białego mazura”, nikomu nie przychodzi do głowy padać na kolana, nawet przy rozdziałach poświęconych Zofii Kossak-Szczuckiej. To historia do bólu prawdziwa, bardzo polska. Pełna wzlotów i upadków, świętych i grzeszników. W dodatku ich losy są niebywale zsynchronizowane z losami Polski. I może wcale nie ma w tym czegoś wyjątkowego. Wpływ okupacji i stalinizmu na indywidualne biografie jest naszym wspólnym doświadczeniem. Jedni wyszli z tego obronną ręką, inni upadali, ale wszyscy zostali zranieni. Zofia, okrzyknięta antysemitką, ratowała Żydów, aresztowano ją zaś na skutek donosu zięcia Magdaleny Samozwaniec. Wojciech Kossak odmówił namalowania portretu Hansa Franka, a jego syn współpracował z Niemcami... Taka jest historia Kossaków. I historia Polski. •

 

Kossakom poświęcony będzie także odcinek cyklu „Marzyciele” w TVP Historia, 2 marca o 17.20.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg