Gitarą i kierpcem

W twórczości ludowej szukamy przede wszystkim autentyczności, której brakuje wielu współczesnym produkcjom muzycznym.

Na tegorocznej Eurowizji Polskę reprezentować będzie zespół Tulia – cztery dziewczyny łączące ludowy, biały śpiew z nowoczesną, pop-rockową muzyką. Jeszcze ćwierć wieku temu taki wybór budziłby zdziwienie. Jednak dziś twórcy polskiej muzyki rozrywkowej coraz chętniej sięgają do folkloru. W jakim stopniu jest to autentyczne poszukiwanie inspiracji, a na ile tylko powierzchowne, komercyjne działanie?

Węgierski folklor polski

„Chwyć gitarę, załóż kierpce, będziesz miał pieniędzy więcej” – śpiewał już w 2000 roku zespół Big Cyc, wyśmiewając mariaż rodzimej muzyki popularnej z folklorem. Słuchając piosenki „Kumple Janosika”, można było wyciągnąć wniosek, że polscy artyści wykombinowali sobie taki image po sukcesie duetu Kayah & Bregović. To właśnie wtedy, jak wynika z tekstu, „polskie miasta poszły w tany, zamieniając się w Bałkany”:

Mój menager – tęga głowa Nieźle to wykombinował Polak, Węgier dwa Brathanki I do skrzypiec, i do szklanki Kocham góry, kocham owce Bo zrobili mnie folkowcem Dudnią kłamstwem wszystkie wioski To węgierski folklor polski

Choć wysyp ludowych inspiracji w tamtym czasie miał w dużym stopniu podłoże komercyjne, nie jest do końca prawdą, że wszystko zaczęło się od Bregovicia. Wymienione na przykład w piosence Brathanki powstały o rok wcześniej niż płyta wspomnianego duetu. W drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku moda na ludowość trwała już w Polsce w najlepsze. Triumfy święciły nie tylko Brathanki, ale także Golec uOrkiestra czy Arka Noego, której muzyka też przecież cechuje się silnymi wpływami folkowymi.

Ówczesną popularność tych grup w dużej mierze można powiązać ze zmęczeniem muzyką anglosaską. Po początkowym zachłyśnięciu się kulturą zachodnią nastąpiło w końcu przesilenie. Pomału kończył się dyktat MTV, Polacy zaczęli szukać tego, co bardziej swojskie.

Krywań, czyli szczyt szczytów

To zainteresowanie folklorem nie było oczywiście czymś nowym. W latach 60. ubiegłego wieku elementy muzyki ludowej wplatały w swoje utwory takie zespoły jak Trubadurzy czy No To Co. W 1973 roku zaskakującą płytę „Russische Lieder”, z rosyjskimi piosenkami ludowymi, nagrał Czesław Niemen. Czastuszki łączą się na niej z beatowymi rytmami, a cerkiewne klimaty – z jazzem i gospel. Co ciekawe, album nie ukazał się wcale w Związku Radzieckim, ale przeznaczony był na rynek niemiecki.

Pierwszym polskim zespołem rockowym, który wyniósł folkowe inspiracje na najwyższy poziom artystyczny, byli Skaldowie. A szczytowym osiągnięciem połączenia rocka z folklorem okazał się album „Krywań, Krywań” z 1972 roku, na którym folk spotykał się z muzyką klasyczną i elementami rocka progresywnego. Całą pierwszą stronę tego krążka wypełnia 18-minutowa suita Andrzeja Zielińskiego „Krywaniu, Krywaniu”, czerpiąca z autentycznych tematów góralskich, napisana do słów wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Ludowa pieśń przeplata się tutaj z organowymi i skrzypcowymi improwizacjami. „Szczyt szczytów polskiego art-rocka” – napisał kiedyś o tej płycie dziennikarz muzyczny Daniel Wyszogrodzki.

Na kontynuację tak ambitnego podejścia do folku trzeba było czekać długo. W latach 80. i wczesnych 90. po motywy folklorystyczne sięgali głównie artyści z kręgu punk rocka i szeroko pojętej muzyki alternatywnej. Zapożyczenia miały tam jednak często charakter żartobliwy, parodystyczny.

Nie tylko Podhale

Najciekawszym owocem punkowo-folkowego mariażu z tamtego okresu są nagrania polsko-norweskich grup De Press i Holy Toy. Oba zespoły założył ten sam człowiek: Andrzej Dziubek-Nebb – muzyk urodzony w Jabłonce na Orawie, który jako nastolatek wyjechał do Norwegii. W jego przypadku folklor góralski nie jest ozdobnikiem, ale muzyką serca, która w połączeniu z mocnym, rockowym brzmieniem nabiera wyjątkowej ekspresji. Choć twórczość Dziubka jest w dużej mierze awangardowa, grupa De Press ma na koncie przebój, który przebił się także do szerokiego grona odbiorców. Chodzi o słynną piosenkę „Bo jo cie kochom”, która niedawno doczekała się nawet covera, nagranego przez Stanisława Karpiela-Bułeckę z zespołem Future Folk.

Do pewnego momentu atrakcyjny dla popowych i rockowych wykonawców wydawał się niemal wyłącznie folklor góralski. Przełomem okazała się płyta „OjDADAna”, nagrana w 1996 roku przez Grzegorza Ciechowskiego, wokalistę słynnej Republiki, pod pseudonimem Grzegorz z Ciechowa. Artysta wykorzystał tam oryginalne głosy solistów z różnych stron Polski, wplatając je we własne, nowoczesne aranżacje. Album ten, zawierający m.in. znany przebój „Piejo kury piejo”, wywołał spore kontrowersje, bo takie cytaty muzyczne należały wtedy do rzadkości. Z całą pewnością jednak zwrócił uwagę na bogactwo polskiego folkloru, przybliżając słuchaczom kulturę innych niż Podhale regionów.

Dziś takie poszukiwanie inspiracji w kulturze ludowej, także tej mniej znanej, nikogo nie dziwi. Co więcej, pojawiły się zespoły, które starają się odtwarzać autentyczną muzykę ludową, pozostając jak najbliżej oryginału. W tym celu sięgają do archiwów i docierają do żyjących jeszcze wiejskich muzykantów. Do takich zespołów należą m.in. Tęgie Chłopy – grupa wykonująca muzykę ludową z Kielecczyzny. Nagle okazuje się, że prawdziwy folklor ma zupełnie inną twarz niż ta, którą znamy z twórczości popularnych zespołów pieśni i tańca. Nieuszminkowaną.

Z własnego podwórka

– Myślę, że polski świat muzyczny jest już zmęczony kliszami i muzyką napływową. Dlatego zaczynamy szukać u siebie, na własnym podwórku – podobnie jak robią to na przykład w Ameryce, gdzie poszukuje się prawdziwego, korzennego bluesa znad Missisipi. Ludzie z naszych wsi przestają się wreszcie wstydzić tego, że ich ojciec czy dziadek grał takie nuty. Mogę nawet powiedzieć, że powoli staje się to modne, atrakcyjne – twierdzi Michał Żak, muzyk Tęgich Chłopów. Prezentowana przez zespół twórczość ludowa ciągle pozostaje mało znana, a jest niezwykła – zarówno ze względu na specyficzny, „połamany” rytm, jak i nietypowe instrumentarium: skrzypce spotykają się tam w jednym repertuarze z instrumentami dętymi. Na szczęście młodzi ludzie odkrywają tę sztukę na nowo. Doceniają nie tylko mądrość ludowych przyśpiewek i dowiadują się o dawnych zwyczajach, ale też poznają taneczne walory kompozycji. Nagle okazuje się, że nie trzeba szukać daleko – na Bałkanach czy w Irlandii – bo skarb w postaci ciągle żywej tradycji muzycznej mamy u siebie.

W twórczości ludowej szukamy jednak przede wszystkim autentyczności, której brakuje wielu odhumanizowanym współczesnym produkcjom muzycznym, generowanym głównie za pomocą komputerów. Tym właśnie m.in. można wytłumaczyć niesłabnącą popularność takich zespołów jak Kapela ze Wsi Warszawa, Dagadana, Carrantuohill czy Beltaine. Choć czerpią one z dorobku różnych kultur (polskiej, ukraińskiej, celtyckiej), łączy je radość wspólnego grania, która udziela się słuchaczom. Oczywiście komercyjny potencjał folkowych nawiązań nadal jest silnie wykorzystywany – wystarczy wymienić twórczość zespołu Enej, jarmarczno-bałkańskie oblicze zespołu Piersi po odejściu Pawła Kukiza czy kontrowersyjną produkcję „My, Słowianie” tandemu Donatan & Cleo, która reprezentowała Polskę na Eurowizji przed czterema laty. Jednak obecne zainteresowanie ludowością wydaje się o wiele mniej powierzchowne niż chociażby to sprzed dwóch dekad. W ten nieco poważniejszy pop-folkowy nurt wpisuje się także twórczość zespołu Tulia. Dlatego na scenie w Tel Awiwie-Jafie życzę mu powodzenia. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.