Jakbym narodził się na nowo

O piszącej ręce, cudzie ojcostwa i nowej płycie opowiada Igor Herbut.

Szymon Babuchowski: Pierwszą solową płytą artysta zwykle przedstawia się słuchaczom. Pana poznaliśmy już wcześniej – w zespole LemON. Teraz jednak pokazuje nam się Pan z zupełnie innej strony...

Igor Herbut: Na pewno LemON jest czymś innym niż Igor Herbut solo. LemON zawsze był zbiorem wrażliwości i myśli kilku osób, a tutaj jestem ja, podany na tacy – bardzo otwarty, intymny, ze wszystkimi moimi wadami i zaletami. Odpowiadam za płytę „Chrust” w pełni – od warstwy tekstowej po muzyczną, w tym także za produkcję i zamysł całości. To jest moja historia po prostu.

Gdybym miał znaleźć słowo klucz, które najlepiej określa tę płytę, to byłaby to chyba „czułość”. Słowo trochę niemodne; coś, co zwłaszcza nam, facetom, trudno jest odsłonić. Co takiego się zdarzyło, że zdecydował się Pan na taką odsłonę?

Najważniejszą chwilą w moim życiu, która spowodowała, że ta płyta w ogóle powstała i że jest taka „jasna”, był moment, kiedy dowiedziałem się, że zostanę ojcem. Gdy pojawił się mój syn Kai, przyniósł ze sobą totalną jasność, której nigdy wcześniej nie miałem. Zawsze inspirowałem się ciemniejszymi odcieniami, a teraz odkryłem, że mogę inspirować się radością i miłością w czystej formie. I gdy usiadłem do mojego stuletniego pianina, zacząłem pisać jaśniej. Te nowe harmonie, nowe myśli wyniknęły z tego. Nigdy wcześniej nie napisałbym: „Byłem, będę dobrej myśli”, a teraz jestem gotów tego bronić totalnie.

Śpiewa Pan: „Jeszcze nigdy dotąd nie czułem się tak jak wtedy/ Tak kochanym”. Ojcostwo jest tu nie tylko dawaniem miłości, ale przede wszystkim doświadczeniem, z którego samemu się czerpie. Co w Panu zmieniło, otworzyło przyjście na świat syna?

To jest zupełnie nowy świat. Najkrócej mogę powiedzieć, że dostałem wszystko. Otrzymałem świadomość miłości. Ta płyta jest takim notatnikiem, który czytamy od końca, od ostatniej strony. Widzimy tam, że człowiek, który śpiewa, jest otoczony miłością i pięknem. Jest w dobrym miejscu – tam, gdzie chce być. Zamknęły się za nim furtki i bramy do tamtych krain, do których nie chce się wracać. Ale kartkując ten notatnik wstecz, zauważamy przebytą drogę. W tej opowieści mówię szczerze o rzeczach, o których nigdy wcześniej nie mówiłem. Teraz postarałem się je nie tylko wyśpiewać, ale też zagrać. Jest na tej płycie wiele elementów instrumentalno-ilustracyjnych, w których nie ma tekstu, a jednak jest treść. Za pomocą dźwięków zabieram słuchacza do tych miejsc, o których opowiadam. Bez tekstu jest to trudne zadanie, ale wydaje mi się, że udało mi się mu sprostać. Na przykład w utworze „Nie” słyszymy, że jesteśmy na łodzi, która się buja. Czujemy niepokój, w oddali słychać grzmot – oczywiście bez wykorzystania dosłownego efektu samego grzmotu. To z muzyki ma wynikać emocja, którą chciałbym przekazać słuchaczowi – istotna i prawdziwa.

Ta „ciemniejsza” przeszłość to także grzechy, nałogi, o których opowiada Pan m.in. w piosence „Corda”?

Tak. Syn dał mi dużo odwagi, abym o tym mówił. Jest mi łatwiej, ponieważ to zamknięta księga. Mogę stanąć twarzą w twarz z tymi moimi, nazwijmy to, demonami.

Wpisuje Pan swoją opowieść w historię całych pokoleń. W utworze „Ro” słyszymy: „I kiedy teraz jesteś, całuję każdy mój błąd/ I każdy błąd każdego z moich przodków/ (...) Wszystkie one doprowadziły nas tu”. Czy dzięki ojcostwu poczuł się Pan silniej częścią tej ponadpokoleniowej wspólnoty, jaką jest rodzina?

Zdecydowanie tak. Ale też wzrosła we mnie świadomość tego, że nie wzięliśmy się tutaj z magicznego pyłu. Że we wszystkim jest plan i że istnieje ręka, która go pisze. Jest Bóg. Ta ścieżka, którą podążamy, z czegoś wynika. Mam świadomość tego, gdzie jestem i skąd pochodzę. Wiem, kim był mój pradziadek i kim jest mój dziadek. A wiedząc, gdzie jest korzeń, możemy się dowiedzieć, dokąd idziemy. Może będziemy tędy wracać, więc musimy mieć pewność, że wrócimy w bezpieczne miejsce. Takie miejsce chcę teraz stworzyć mojemu synowi i przekazać dalej to wszystko, czego się nauczyłem: pokonywanie błędów, rozumienie ich. Po prostu przeistoczyłem się – to naprawdę się wydarzyło. Znajomi mówili, że moje życie się zmieni. Ale ja nie wiedziałem, że to jest totalna zmiana! Jakby człowiek narodził się na nowo. To jest po prostu cud. Patrząc na tego małego człowieka, nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby wątpić w siłę nadprzyrodzoną.

O Bogu zwykle nie śpiewa Pan wprost, ale da się znaleźć Jego ślady między wierszami. Miał Pan poczucie Jego obecności podczas pisania tych utworów?

Oczywiście. Zresztą przy upadkach, o których opowiadam na płycie – też. Jestem prawosławny, więc dla mnie zawsze tworzenie było czynnością duchową, mistyczną. Kierowałem się Jego słowem, rozmawiałem z Nim bardzo często. Przez tę muzykę również. To jest bardzo ważny temat i bardzo ważna siła w moim życiu. Myślę, że da się odczytać, w których miejscach na płycie śpiewam o Nim. Zresztą jeśli mówimy o Bogu jako o miłości, to tych miejsc jest tu mnóstwo. Na przykład w utworze „Corda” pojawia się słowo „sursum”, które staje się dopełnieniem tytułu. „Sursum corda” to przecież wezwanie: „W górę serca”. Słuchacze zaczynają odkrywać te elementy, co mnie bardzo cieszy.

Pierwsze słowa tej płyty śpiewa Pan po łemkowsku. To Pana język serca?

Tak, to język, w którym się wychowałem, więc swoją pierwszą solową płytę, która jest dla mnie bardzo, bardzo ważna, chciałem zacząć w ten sposób. To także rodzaj testu dla słuchacza. Jeżeli przebrnie przez ten fragment, pewnie będzie chciał dowiedzieć się, kim jestem, posłuchać mojej historii. To zaproszenie, aby wejść w nią całym sobą, spróbować nią oddychać.

Te posunięcia wydają się zupełnie niekomercyjne. Dzisiaj płyty zaczyna się z reguły mocnym bitem, który ma się wbić słuchaczowi w głowę. Pan zdaje się tymi regułami nie przejmować. Niektóre utwory trwają nawet po siedem, osiem minut...

Tak, tutaj mam pełną swobodę działania i mogę pokazać, kim jestem; jakim jestem wokalistą, muzykiem, aranżerem, człowiekiem wreszcie. To rzeczywiście nie jest komercyjna płyta, choć wiele osób, które do mnie wracają, by prowadzić dialog na jej temat, bardzo cieszy. Oczywiście nie będzie to płyta radiowa, niestety, więc docieram do słuchacza inaczej, chociażby przez rozmowy takie jak nasza. Zależy mi na człowieku, który chciałby otworzyć głowę i serce, by posłuchać mojej opowieści. Tym bardziej w tej wyjątkowej sytuacji, budzącej wiele trosk i pytań, w której teraz wszyscy się znaleźliśmy.

Jak Pan sobie wyobraża słuchaczy tej płyty? Kim są ci, którzy już się nią zachwycili i do kogo chciałby Pan z nią najbardziej dotrzeć?

To są wyjątkowi ludzie. Bardzo wrażliwi, emocjonalni, mądrzy. I jest to też w dużej części nowa publiczność, ponieważ LemON ma nieco inne kanały komunikacji. Zauważyłem to na koncertach solowych, gdzie na scenie byłem sam z moim pianem. To były ponaddwugodzinne występy, które musiałem unieść emocjonalnie i warsztatowo. Widziałem, jak to w ludziach rezonowało. Teraz spotykamy się przez internet i rozmawiamy o tej płycie. Dostaję niesamowite interpretacje poszczególnych utworów – trafiające w sedno tekstów, choć czasem nawet przekraczające to, co sam mógłbym o nich pomyśleć. To jest bardzo inspirujące, dlatego nie mógłbym żyć bez słuchaczy.•

Igor Herbut

Rocznik 1990. Muzyk pochodzenia łemkowskiego, kompozytor, wokalista, autor tekstów, lider grupy LemON. Niedawno ukazał się jego pierwszy album solowy zatytułowany „Chrust”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg