Wspomnienia na tapecie

Bogusław Lustyk miał zaledwie cztery lata, kiedy wybuchło powstanie warszawskie. Jednak to wydarzenie znacząco wpłynęło na jego późniejszą twórczość artystyczną.

Na Krakowskim Przedmieściu przed kościołem sióstr wizytek, na zbudowanej z drewnianych palet symbolicznej barykadzie, zawieszono rysunki przedstawiające kobiety walczące o wolną Warszawę. Jedna z nich ma na głowie hełm, druga czepek pielęgniarski, pozostałe różnią się od siebie właściwie tylko fryzurą. Na ich twarzach maluje się zawziętość, upór w dążeniu do celu. Portretom towarzyszy krótki cytat z wiersza Józefa Szczepańskiego: „Dziś idę walczyć, Mamo”.

– Już po raz siódmy przygotowałem instalację upamiętniającą powstanie warszawskie, nadałem jej tytuł „Gehenna Warszawy 1944”. Wspomnienia z tamtego czasu są we mnie cały czas żywe, pojawiają się w mojej twórczości, począwszy od czasów liceum plastycznego – mówi Bogusław Lustyk, autor dzieła.

Ty Niemcu niedobry!

W pracowni plastycznej na warszawskim Ursynowie panuje artystyczny nieład. Na ścianach wiszą szkice, grafiki i obrazy, a na zajmujących niemal całe mieszkanie stołach leżą pędzle, tubki z farbą i zapasy papieru. Z małego pomieszczenia w głębi pracowni Bogusław Lustyk przynosi kilkadziesiąt rysunków wykonanych tuszem na chropowatym materiale. – Kiedy zobaczyłem tę tapetę w sklepie z materiałami budowlanymi w Berlinie, stwierdziłem, że muszę ją mieć. Kupiłem chyba z pięćdziesiąt rolek, ledwo zmieściłem wszystkie do samochodu. (śmiech) Jako narzędzie do rysowania posłużył mi zakraplacz do oczu – opowiada mój rozmówca.

Ułożone chronologicznie prace odkrywają wspomnienia artysty z okresu powstania warszawskiego. W tamtym czasie jako czterolatek wraz z rodzicami, bratem i babcią przebywał w schronie w kamienicy na ul. Żelaznej. Nie wiedział, co działo się na zewnątrz, nie potrafi określić, ile dni spędził pod ziemią. Zapadł mu jednak w pamięć widok tego, co zobaczył po wyjściu na zewnątrz. – Kościół przy ul. Chłodnej płonął, a gdy przeszliśmy dalej, widziałem mnóstwo zniszczonej pościeli i martwe, zwęglone ciała zwisające z jakiegoś muru. Później dowiedziałem się od mamy, że to byli lekarze i pacjenci Szpitala Wolskiego – mówi artysta.

Po długiej wędrówce Lustykowie trafili do obozu przejściowego Dulag 121 w Pruszkowie. Tam dowiedzieli się, że Niemcy wywożą na roboty małżeństwa z jednym dzieckiem, a jeżeli rodzina składa się z większej liczby osób, do transportu trafia tylko mężczyzna. Aby nie dopuścić do rozłąki, rodzice postanowili wziąć na ręce po jednym synu i udawać, że się nie znają. Żołnierze szybko ich jednak przejrzeli: wyrwali Bogusława z rąk ojca i załadowali głowę rodziny do transportu. – Stanąłem wtedy między torami i podniosłem z ziemi podkładkę pod śrubę kolejową. Rzuciłem nią w strażnika, krzycząc „Ty Niemcu niedobry!”. Tata zniknął za drzwiami wagonu – wspomina B. Lustyk.

Konie i koniki

Rodzina znalazła schronienie u krewnych w Żarnowie. Mama i babcia zajęły się handlem: kupowały m.in. cukier w Końskich, a sprzedawały w Opocznie. Zarobione pieniądze musiały wystarczyć nie tylko na bieżące potrzeby, ale także na paczki dla ojca. Na robotach w Niemczech dostawał do jedzenia głównie zupę z zepsutej brukwi. Chleb i cebula przesyłane z Polski pomogły mu przetrwać.

We wspomnieniach Bogusława Lustyka z dzieciństwa nieustannie przewijają się konie. Jeszcze przed opuszczeniem Warszawy miał w mieszkaniu dwa koniki na biegunach, a w drodze do Żarnowa w jednym z gospodarstw jego uwagę przykuł stojący na środku podwórka wypchany kucyk. Szczególnie zapadł mu jednak w pamięć obraz martwego zwierzęcia, leżącego w bramie budynku, w którym mieszkali. Koń stracił życie w wyniku nocnej strzelaniny, która miała miejsce już po „wyzwoleniu” Polski przez Armię Czerwoną. – Nosząc w sobie te wspomnienia, układałem obrazy koni z polan drewna. Później zacząłem rysować kawalerię na papierze pakowym. Z czasem te zwierzęta stały się głównym motywem mojej twórczości – tłumaczy mój rozmówca.

Po powrocie ojca z robót Bogusław mógł bliżej obcować ze swoimi ulubionymi zwierzętami. Rodzina przeprowadziła się do Kozienic, gdzie dziadek i stryj przyszłego artysty mieli w gospodarstwie własne konie. Jako nastolatek pędził galopem po tamtejszych łąkach, a po maturze zapisał się na zajęcia z jeździectwa w miejscowej stadninie. W latach 70. zdecydował się na zakup własnych koni. – W pewnym momencie miałem ich aż 14. Poświęcałem im tak dużo czasu, że musiałem zrezygnować ze stałych zleceń. Przestałem pracować jako grafik, wybrałem drogę artysty malarza – mówi B. Lustyk.

Sto palet

Zainteresowanie końmi zaprowadziło absolwenta warszawskiej ASP do Stanów Zjednoczonych. W latach 90. zaprojektował tam oprawę plastyczną Kentucky Derby. Jako drugi w 125-letniej historii tej gonitwy konnej rozgrywanej w Louisville został uhonorowany tytułem oficjalnego artysty tego wydarzenia. W kolejnych latach zdobył wiele nagród w dziedzinie plakatu i malarstwa, m.in. w konkursach organizowanych przez Polski Komitet Olimpijski. Jego prace były wystawiane na olimpiadach w Barcelonie, Atlancie i Londynie.

W 2002 r. Bogusław Lustyk nawiązał współpracę z Teatrem Wielkim Operą Narodową w Warszawie. Z okazji 150. rocznicy urodzin Fryderyka Chopina przygotował cykl obrazów pt. „Malowanie muzyki”. Zaprojektował także oprawę promocyjną 8. Międzynarodowego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki. Gdy w 2010 r. na stałe powrócił do Polski, odżyły w nim wspomnienia związane z powstaniem warszawskim. Podzielił się nimi z dyrektorem Teatru Wielkiego. – Waldemar Dąbrowski zachęcał mnie do opowiedzenia tej historii światu. Zadzwonił do dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego Jana Ołdakowskiego. Dzięki niemu moja opowieść trafiła do Archiwum Historii Mówionej, największego w kraju zbioru relacji świadków historii XX wieku – opowiada B. Lustyk.

Artysta poczuł, że powinien zaangażować się w upamiętnienie okrągłej rocznicy wybuchu powstania. W tym celu wykonał grafiki poświęcone tej tematyce. Kiedy zastanawiał się, w jaki sposób zaprezentować je w przestrzeni publicznej, jego uwagę zwróciły wysokie na dwa metry drewniane palety. Od razu kupił sto sztuk. – W działalności artystycznej lubię rozmach, zależało mi na tym, aby powstańcze barykady stanęły w każdej dzielnicy miasta. Ostatecznie musiałem ograniczyć się do Śródmieścia – mówi mój rozmówca.

Szacunek i pamięć

W 2014 r. w centrum miasta stanęły dwie barykady: przed kościołem sióstr wizytek oraz przed Biblioteką Rolniczą. Na pierwszej zawisły zdjęcia wspomnianych już grafik, które Bogusław Lustyk wykonał na chropowatej tapecie. Na drugiej pojawiły się przyniesione przez warszawiaków fotografie ich krewnych, którzy wzięli udział w tamtym zrywie. W obydwu miejscach odbyły się koncerty i recytacje powstańczej poezji. W ciągu dwóch miesięcy instalacje obejrzały tysiące warszawiaków i turystów. W kolejnych latach, pomimo braku wsparcia finansowego ze strony miasta i konieczności ograniczenia się do jednej barykady, artysta postanowił nie rezygnować z projektu. – Mam wątpliwości, czy decyzja o rozpoczęciu powstania była dobra: wiele osób poniosło śmierć, a miasto zostało zrównane z ziemią. To wydarzenie jest jednak faktem historycznym, a ludziom, którzy walczyli, należy się nasz szacunek i pamięć – podkreśla mój rozmówca.

W tym roku Bogusław Lustyk obchodzi 55-lecie pracy twórczej. Kiedy pytam go o to, czy jest zadowolony ze swojego dorobku, odpowiada, że chciałby osiągnąć jeszcze więcej. – Mam nadal dużo energii do działania, cały czas szukam nowych problemów artystycznych. Od jakiegoś czasu myślę o międzynarodowym projekcie, któremu nadałem roboczy tytuł „Pieta”. W nawiązaniu do rzeźby Michała Anioła chciałbym w różnych kontekstach pokazać matkę cierpiącą z powodu losu swojego dziecka. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować ten pomysł, jak zawsze potrzebne są jednak środki finansowe – podsumowuje artysta.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama