Aktor, który znał się na duszy

Mówił mi, że nie umiał zagrać Chrystusa. Teraz niepotrzebna mu gra, żeby widzieć Boga. 19 października rano zmarł Wojciech Pszoniak, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów. Miał 78 lat.

Po latach stwierdził, że mama była jego pierwszą nauczycielką aktorstwa. Kiedy mówił, że źle się czuje i nie pójdzie do szkoły, nie wierzyła mu, więc żeby ją przekonać, musiał odgrywać chorowanie. Uczył się grać na skrzypcach, klarnecie, a w średniej szkole muzycznej w Bytomiu także na oboju. W ostatniej klasie podstawówki chciał popełnić samobójstwo, po tym jak nie zdał do następnej klasy: – Położyłem się na torach, ale pociąg przejechał po tych obok – mówił. – Człowiek rzadko uczy się życia przez przeżywanie szczęścia, częściej przez cierpienie. Nie ma innej możliwości. Ono rozwija człowieka. Ale buntujemy się przeciw temu.

Postanowił, że nigdy nie pojedzie do Lwowa. Oglądał go tylko na olejnych pejzażach. Jeden z nich podarował Adamowi Hanuszkiewiczowi, też lwowiakowi. Przedstawiał widok fragmentu miasta, gdzie ojciec kupił ziemię, żeby zbudować dom. Robotnicy mieli przyjść 1 września 1939 roku…

Normalna wielkość

W 1968 r. ukończył Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie. Podczas studiów występował w Teatrze STU. W latach 1968–1974 grał w krakowskim Starym Teatrze, w spektaklach m.in. Konrada Swinarskiego. A potem stał się gwiazdą Teatru Narodowego i Powszechnego w Warszawie i w 1990 r. został uznany za jednego z trzech najlepszych polskich aktorów dramatycznych, obok Seweryna i Fronczewskiego. Stale wykładał też w PWST w Warszawie. Od 1978 zaczął występować w teatrach francuskich, m.in. w Nanterre, Montparnasse i Chaillot, a także na scenach londyńskich. W latach 80. zamieszkał na stałe w Paryżu w burżuazyjnej szesnastej dzielnicy. – Teraz Paryż jest moim miastem – mówił mi. – Każda jego dzielnica to takie małe miasteczko. Starzy mieszkańcy nie muszą wychodzić poza obręb swoich dzielnic, bo jak pani ma wszystko, aptekę, szewca, rzeźnika, bank, lekarza, adwokata, teatr, to czego szukać więcej?

W 2008 r. otrzymał francuski Order Zasługi za „wkład w rozwój stosunków polsko-francuskich w dziedzinie kultury”. W Paryżu w słynnym Centre du Dialogue Ojców Pallotynów spotykał się z Józefem Czapskim, Jerzym Giedroyciem, Konstantym „Kotem” Jeleńskim, Jankiem Lebensteinem, Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Występował ze sławami – Depardieu, Ullmann, Piccoli. Kiedy go zapytałam, jacy byli, stwierdził, że normalni, nie odgrywający wielkości. – Takim przykładem na normalną wielkość był nasz papież Jan Paweł II, jeden z największych, których wydała nasza planeta – powiedział mi. – Urzekały jego prostota, ogromne poczucie humoru, pomimo że na plecach dźwigał cały świat. Wiedział, że najlepszym kołem ratunkowym jest poczucie humoru. Umiał śmiać się z siebie i nie obrażał się, gdy inni śmiali się z niego. „Poczucie humoru to przejaw inteligencji” – mówił. „Ludzie, którzy potrafią się śmiać, są wolni. Ci groźni dla świata są śmiertelnie poważni”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Więcej nowości

Reklama