„Bella” czyli dobry film

Film "Bella" wnosi trochę światła w mroczną atmosferę współczesnego kina. Daje nadzieję i udowadnia, że dobro jest fotogeniczne.

Metanoia, czyli Nawrócenie
Doświadczyli tego uczestnicy Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Toronto, gdzie „Bella” otrzymała nagrodę publiczności. Później jak z rogu obfitości posypały się inne nagrody. Wyróżnienie na jednym z najważniejszych festiwali filmowych sprawiło, że zrealizowanym za 3 mln dolarów filmem zainteresowali się dystrybutorzy w USA. Niezwykłe są również okoliczności, w jakich powstawał film. To, że doszło do jego realizacji, było przede wszystkim zasługą dwóch osób. Alejandro Monteverdi, reżyser filmu, i Eduardo Verástegui, odtwórca jednej z głównych ról są katolikami, wraz z przyjaciółmi, założyli wytwórnię, w której film powstał. Nazywa się ona Metanoia, czyli Nawrócenie. Ma realizować filmy o pozytywnym przesłaniu. Zanim zagrał w „Belli”, Verástegui był już wielką gwiazdą. Nazywano go latynoamerykańskim Bradem Pittem. Ogromną popularność zyskał w rodzinnym Meksyku, grając w tasiemcowych telenowelach. Później zaczął robić karierę w Hollywood. – Spełniły się wszystkie moje marzenia, powinienem czuć się szczęśliwy, ale ku mojemu zaskoczeniu nie byłem – wspominał ten okres swojego życia w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”. – Czułem, że moje życie jest puste.

Owoce Belli
I wtedy spotkał Jasmine, młodą nauczycielkę angielskiego. – Nauczyła mnie nie tylko angielskiego. Zmieniła moje życie – mówi o tym spotkaniu aktor. – Zadawała mi trudne pytania. Kim jest Bóg? – pytała – Jaki jest sens naszego życia? Pytania Jasmine nie pozwalały mu spokojnie zasnąć. Jednak nadszedł dzień, w którym znalazł odpowiedź. – Obiecałem Bogu, że nie będę pracował przy żadnym projekcie, który obrażałby moją wiarę czy moją rodzinę. Obiecałem też, że do ślubu będę żył w czystości. Sprzedałem wszystko. Codziennie uczestniczę we Mszy św. i odmawiam Różaniec. Moi przyjaciele z Hollywood myślą, że zwariowałem. Verástegui mocno wspiera ruchy pro-life. Niewątpliwe postaci, którą zagrał w „Belli”, dał wiele z siebie samego. Film trafił do polskich kin dopiero cztery lata po premierze. Dlaczego?

Widocznie polscy dystrybutorzy uznali, w przeciwieństwie do amerykańskich, że skromny film o pozytywnym przesłaniu nie ma szans u polskiego widza. Może gdyby optował za aborcją, miałby większe. To, że ostatecznie obejrzymy go w wybranych kinach w Polsce, jest zasługą grupy osób ze Słowacji i Węgier, zaangażowanych, podobnie jak Verástegui i jego koledzy z Metanoi, w ruch obrony życia. Uwierzyli, że film, który nie ma w sobie niczego z propagandowej agitki, wyda owoce, o jakich pisał Tim Drake, znany amerykański dziennikarz, w swojej książce „Za kulisami »Belli«”. Przytaczał w niej niezwykłe historie, jakie wydarzyły się po obejrzeniu filmu przez matki planujące aborcję. Kobiety zmieniały decyzję, ocalając życie swoim nienarodzonym dzieciom.

Więcej na www.bellamoviesite.com

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama