Garderobiany

Czyli aktorska Liga Mistrzów. Bo jak inaczej określić ten nakręcony w 2015 roku film.

Film będący ekranizacją sztuki teatralnej Ronalda Harwooda. Niepierwszą, bo przecież w 1983 roku na ekranach kin pojawił się „Garderobiany” w reżyserii Petera Yatesa z Albertem Finney’em w roli głównej. Tamten obraz nagrodzono na Berlinale i w aż pięciu kategoriach nominowano do Oscara. Ten, choć „tylko” telewizyjny, w niczym mu jednak nie ustępuje.

Przede wszystkim, za sprawą obsady. Anthony Hopkins, Ian McKellen, Emily Watson, Vanessa Kirby… - mierzyć się z wojną, Szekspirem, sensem życia, starością, czy śmiercią, z takimi artystami, to właściwie żaden problem. A właśnie te tematy dominują w „Garderobianym”.

Wciela się w niego McKellen, który, w zależności od sytuacji, niańczy, motywuje, ratuje, obgaduje wielkiego szekspirowskiego aktora, który jednak najlepsze lata ma już za sobą. Obecnie grywa głównie w prowincjonalnych teatrach, zaś ze względu na zaawansowany wiek, przychodzi mu to z coraz większym trudem. Zdarza się na przykład, że zapomina kwestii lub myli postacie. Wychodzi na scenę jako król Lear, a z jego ust padają słowa… Otella lub Makbeta.

Całą sytuację dodatkowo komplikuje wojna. Akcja filmu toczy się w Anglii podczas II wojny światowej, więc bywa i tak, że gdy na scenie aktorzy odgrywają szekspirowską „Burzę”, widzowie lepiej słyszą prawdziwe wybuchy bombardowanego w tym czasie brytyjskiego miasta, niż sztucznie wytwarzane za kulisami odgłosy grzmotów. Zresztą najczęściej i tak nie ma ich kto wytwarzać, bo większość ludzi z obsługi technicznej albo nie żyje, albo została powołana do wojska.  

Absurd. Tragedia. Ale i sztuka, która… ocala? Z pewnością próbuje pomóc widzom i aktorom, uporać się z całą tą sytuacją. Bo w teatrze, jak słyszymy (nomen omen w filmie), jest „moc i tajemnica”.

No właśnie. Film i teatr. Wciąż się tu ze sobą „krzyżują”, przenikają, ścierają. Oglądamy ekranizację sztuki, ale tak naprawdę najczęściej zaglądamy w niej za teatralne kulisy, gdzie aktorzy dyskutują o… rolach w filmach.

Niezły cyrk. Tzn. film. Choć o teatrze. Z pewnością jednak nie teatr telewizji.

Jeśli już do czegoś można porównać „Garderobianego”, to chyba tylko do „Birdmana”. Podobna stylistyka, tematyka, choć, rzecz jasna, nieco inne realia. Ale frajda z seansu podobna.

*

Film jest dostępny on-line. W iTunes i na pl.chili.com

Tekst z cyklu Filmy wszech czasów

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama