Dusza pacjenta

Szpital nie jest tylko od tego, żeby leczyć ciało. Trzeba widzieć całego człowieka, który ma i ciało, i duszę. Siostry boromeuszki ze śląskiego Mikołowa już od 120 lat praktykują w swoim szpitalu takie podejście do pacjenta.

Szpital św. Józefa – ratuje, leczy i wspiera. Taką dewizę przyjęła placówka prowadzona przez mikołowskie boromeuszki. Tylko z pozoru oczywistą. Dziś większość szpitali nastawiona jest przecież głównie na ratowanie i leczenie ciała. Ze wsparciem natomiast bywa różnie. W niejednym szpitalu pacjenci czują się samotni, nie mogą doczekać się nie tylko rzetelnej informacji o stanie własnego zdrowia, ale także zwykłej rozmowy, wysłuchania, zrozumienia ich problemów. Brakuje troski o to, co będzie działo się z nimi, gdy opuszczą szpitalne mury. I o to, czy zostały zaspokojone ich potrzeby duchowe. W Mikołowie jest inaczej.

Dzwońcie do kapelana

„Nad cierpieniem bliźnich naucz się pochylać…” – głosi napis nad wejściem do szpitalnej kaplicy, w której siostra Wojciecha właśnie prowadzi Różaniec. Dźwięk modlitwy dochodzi przed budynek zakładu opiekuńczo-leczniczego, gdzie na wózkach siedzą dwie jego podopieczne. – Dzisiaj ciepły dzień, więc wolimy posiedzieć tutaj, ale zazwyczaj chodzimy do kaplicy – mówi Janina Rychlik.

– Codziennie możemy się razem pomodlić. Ksiądz też, jak przychodzi, zawsze stara się z nami porozmawiać – dodaje jej koleżanka Małgorzata Bobla.

Ksiądz Łukasz Michoń, kapelan Szpitala św. Józefa, gdzie tylko może, zostawia swój numer telefonu. – Apelujemy: dzwońcie, dzwońcie, jestem dostępny 24 godziny na dobę – zaznacza. – Zachęcam każdego, kto sobie tego życzy, do kontaktu ze mną. I proszę siostry, by dawały mi znać, jeśli ktoś takiego kontaktu potrzebuje.

Siostra Natana, która zajmuje się historią zgromadzenia, podkreśla, że takie podejście towarzyszy ich zakonowi od samego początku. Troska zarówno o ciało, jak i o duszę chorych wpisana jest w konstytucję zakonu. Również w dokumentach związanych z usamodzielnieniem śląskiej gałęzi sióstr boromeuszek ks. Ferdynand Neumann, proboszcz z Nysy, pisał w 1857 r.: „Chwała Wam, które tutaj pierwsze jako Kongregacja obejmująca różne formy miłosierdzia, rozpoczynacie działanie i z uczynkami miłosierdzia co do ciała wiążecie też uczynki co do duszy”. A dyrektorium zakonne, spisane w 1933 r. w Rybniku, zwraca uwagę, aby siostra w niebezpieczeństwie śmierci chorego w porę pamiętała o przyjęciu przez niego sakramentów. Podkreśla nawet, że odpowiadają za to w swoim sumieniu, gdyby z ich winy do tego nie doszło. – Bywa, że siostry, dzwoniąc po mnie, określają czas, w którym powinienem przybyć. Mówią np.: „Niech ksiądz przyjdzie do godziny”, bo widzą, że stan pacjenta jest już bardzo ciężki – mówi kapelan.

Szpital wraca do sióstr

Starania o budowę szpitala w Mikołowie siostry boromeuszki rozpoczęły z chwilą przybycia do tego miasta w 1896 r. – W mieście, które stanowiło zaplecze dla okolicznych zakładów przemysłowych, zetknęły się z dużą biedą. Postanowiły dotrzeć do mieszkańców, niosąc zarówno pomoc fizyczną, jak i duchową – opowiada Iwona Łobejko, prezes zarządu i dyrektor szpitala.

Uwieńczeniem starań sióstr było otwarcie w 1901 r. szpitala pod nazwą Dom św. Józefa. Dwanaście lat później oddano do użytku drugi obiekt, tzw. pawilon, dla zakaźnie chorych. W kolejnym, trzypiętrowym budynku, przekazanym pacjentom w 1932 r., znajdowały się pracownie i ambulatoria z nowoczesnymi jak na tamte czasy urządzeniami, a także kaplica. Niestety wojna, a potem komunizm zahamowały ten rozwój na wiele lat. Po wojnie kompleks szpitalny znalazł się w strukturach państwowej służby zdrowia. – Zabrano siostrom ich własność, pozostały natomiast z nakazem pracy w szpitalu – zaznacza pani prezes. – Polityczne nastawienie było wówczas takie, żeby nie dawać tej placówce niczego. Jej historia nie była lubiana w PRL-u.

Dopiero przemiany ustrojowe lat 90. pozwoliły na powrót szpitala do prawowitego właściciela. Ostatecznie stało się to w 1998 r. Kolejne dziesięciolecia przyniosły nowe inwestycje. Powstały nowy blok operacyjny, centralna sterylizatornia i pracownia endoskopii. Przebudowano też izbę przyjęć. Obecnie placówka podzielona jest na część „ostrą”, która przez 24 godziny na dobę przyjmuje osoby wymagające pomocy chirurgicznej i ortopedycznej, oraz nowoczesny Zakład Opiekuńczo-Leczniczy, gdzie pacjenci mocno zdegradowani zdrowotnie korzystają z opieki długoterminowej. Szpital świadczy usługi zarówno w ramach NFZ, jak i komercyjnie. Ta podwójność, przy niedoszacowanych kontraktach, bywa jednak obciążeniem. – Jesteśmy placówką, od której wiele się wymaga, a jednocześnie, prosząc o darowiznę, często spotykamy się z odmową, bo jesteśmy szpitalem prywatnym – tłumaczy Iwona Łobejko.

We współpracy jest łatwiej

Mimo to siostry wraz z zarządem ciągle zastanawiają się, jak jeszcze podnieść jakość świadczonej pomocy. Zwłaszcza że w XXI wieku wymagania co do jakości są bardzo wysokie. – Wiele potrzeb ujawniło się podczas obostrzeń związanych z pandemią, gdy nie były możliwe żadne odwiedziny – opowiada siostra Janina, przełożona. – Wcześniej niektóre rodziny przychodziły do swoich bliskich codziennie, a potem nagle nie widziały się z nimi przez cały rok. To musiało być bardzo trudne – zarówno dla chorych, którzy czekali choćby na to, by ktoś bliski ich pogłaskał czy uczesał, jak i dla rodzin, które po roku zastawały daną osobę np. ze znacznie pogorszoną pamięcią.

– Pandemia pokazała też, że przejście na kontakt telefoniczny czy esemesowy może i ułatwia życie ludziom młodym, ale już starszym niekoniecznie – dodaje Iwona Łobejko. – Oni często czują się zagubieni. Po wyjściu ze szpitala nie wiedzą, co mają dalej zrobić, do kogo się udać. W większości placówek dbanie o ciągłość opieki jest zadaniem pielęgniarek, ale one przecież obciążone są wieloma innymi obowiązkami i zwykle nie mają na to zbyt wiele czasu. Dlatego zatrudniliśmy osobę, która sprawdza, czy nasz pacjent ma po powrocie zapewnione odpowiednie warunki socjalne. Jeśli trzeba, dzwoni np. do MOPS-u. Cały czas myślimy, jak to jeszcze usprawnić. Przy dzisiejszej technice można zastosować np. specjalne opaski, które monitorują ruch pacjenta albo przypominają o zażyciu leku. Chcemy też stworzyć ośrodek dzienny pobytu dla chorych na alzheimera, by byli objęci stałą opieką, terapią, profilaktyką, tak by wracali do domu wyciszeni. Byłoby to dużym odciążeniem także dla rodzin, które najczęściej, nie mając odpowiedniego przygotowania, nie wiedzą, jak postępować z takim chorym. We współpracy jest dużo łatwiej.

Fantazja i wytrwałość

Zarówno siostrom, jak i ks. Łukaszowi Michoniowi bardzo zależy, by wspomniana ciągłość dotyczyła również opieki duchowej. W szpitalu w niedzielnej Eucharystii mogą uczestniczyć wszyscy (ci, którzy nie wstają, mają możliwość wysłuchania transmisji przez głośnik przy łóżku), jednak ks. Łukasz chętnie poszerzyłby swoją aktywność np. o rekolekcje. Kapelan zaznacza, że jest do dyspozycji pacjentów także wtedy, gdy już opuszczą szpital. – Ważną wskazówką jest dla nas fakt, że papież Franciszek powołał Dykasterię ds. Integralnego Rozwoju Człowieka – przypomina ks. Łukasz. – W lutym wydała ona dokument „Starość: nasza przyszłość. Warunki życia starszych ludzi po pandemii”. Wzywa w nim do zainicjowania nowego modelu opieki nad osobami w podeszłym wieku i do wprowadzenia w tej dziedzinie prawdziwej zmiany kulturowej. Chcemy tę zmianę wprowadzać także w naszym szpitalu. Dziś często wartość życia osoby ocenia się przez pryzmat tego, na ile jest użyteczna. Chrześcijaństwo przynosi zupełnie inną perspektywę. Nasza godność wynika z tego, że jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga.

Czego więc szpitalowi potrzeba, by jeszcze mocniej wcielić w życie postulaty watykańskiego dokumentu? – Ludzi dobrej woli, chętnych do pomocy – twierdzi ks. Łukasz Michoń. – Dodałabym jeszcze: fantazji i wytrwałości – mówi Iwona Łobejko. – A przede wszystkim podmiotowego podejścia do pacjenta. Jeśli każdy będzie w ten sposób wykonywał swoją pracę, to już będzie to wielki sukces. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama