Wielka w Górkach Wielkich

„Gdyby nie Górki, nie byłabym chyba wróciła. Tu przeżyłam najtragiczniejsze i najszczęśliwsze chwile mego życia” – napisała o swoim ukochanym miejscu na ziemi Zofia Kossak-Szczucka.

Kiedy w 1957 r. wróciła z emigracji w Anglii, mimo że otrzymała od władz państwowych mieszkanie w Warszawie, przyjechała do naszych Górek Wielkich – opowiada Diana Pieczonka-Giec, od czterech lat kierownik Muzeum Zofii Kossak-Szczuckiej. – Tu przeżyła najszczęśliwsze lata, bo po debiutanckiej „Pożodze” właśnie w tym miejscu na serio rozpoczęła się jej kariera literacka. Tu wyszła ponownie za mąż za Zygmunta Szatkowskiego i urodziło im się dwoje dzieci. Niestety, tutaj spotkała ją największa matczyna tragedia, jaką była śmierć dziewięcioletniego syna Julka. Zofia Kossak-Szczucka to pisarka zakazana przez długie lata PRL-u i aż cud, że przetrwał dom i pamiątki po niej.

– Dla mnie to niezwykła osoba, która przeżyła trudne życie, nie mając nigdy do świata pretensji – opowiada Joanna Jurgała-Jureczka, znawczyni Kossaków, autorka wielu książek o nich, przez kilka lat kierownik tutejszego muzeum, stale zafascynowana postacią twórczyni „Szaleńców Bożych”. – Była bliska Nagrody Nobla i ekranizacji swojej powieści w Hollywood. Zawsze o krok od pełni szczęścia, które nagle coś burzyło. A jednak pogodna, pełna zaufania i wiary odchodziła w Górkach Wielkich bez gorzkiej refleksji, że ominęły ją zaszczyty, że skazywano ją na śmierć i zapomnienie – dodaje. Jurgała-Jureczka podkreśla, że zajmuje się Kossakami, odkąd Zofia „przedstawiła” jej stopniowo całą swoją rodzinę. To nieplanowana życiowa przygoda, która wciąż trwa.

Pyłki

W „Roku polskim” Kossak-Szczucka napisała: „My, pyłki na pyłku globu, wirujemy wewnątrz czarodziejskiej bani, porwani w jej bieg, bombardowani, przeszywani tysiącem promieni krzyżujących się w kosmosie”. Te słowa przychodzą na myśl na widok tzw. domku ogrodnika, w którym mieszkała przez ostatnie 10 lat, aż do śmierci w 1968 r. W zatrzęsieniu kwiatów sierpniowego ogrodu widać pracę owadów i okno jej gabinetu, w którym pracowała jak pszczoła do końca swoich dni. Doświadczona życiem starsza kobieta, posiadająca umiejętność utrwalania wielkich wydarzeń historycznych, które z perspektywy mogą wydawać się nieznaczącymi „pyłkami wirującymi w bani”. Jak każde miejsce prawdziwie twórczej pracy „Kossakówka” jest też terenem mistycznym, odwiedzanym kiedyś przez jej natchnienie. – To jedyne miejsce w Polsce, gdzie instytucjonalnie pielęgnuje się pamięć o rodzinie Kossaków – opowiada D. Pieczonka-Giec. – Z Górkami Kossakowie byli związani 100 lat. Rodzice pisarki Anna i Tadeusz po stracie mienia na Wołyniu w czasie rewolucji bolszewickiej szukali nowego miejsca do osiedlenia się. Dostali skądś wiadomość, że na Śląsku Cieszyńskim można wydzierżawić dwór z folwarkiem, i w 1922 r. przeprowadzili się tutaj. Rok później, już po śmierci pierwszego męża Stefana Szczuckiego, dołączyła do nich Zofia z dwoma synkami. Cała rodzina aż do II wojny światowej mieszkała we dworze, z którego po pożarze pozostały tylko mury.

– Kiedy po powrocie Zofia zobaczyła ruiny, powiedziała, że wydaje jej się, jakby leżał tutaj drogi, niepogrzebany człowiek – opowiada Jurgała-Jureczka. – Po jakimś czasie nadarzyła się znakomita okazja, żeby dwór odbudować, ponieważ otrzymała Nagrodę Państwową I stopnia, ale nie przyjęła jej w proteście przeciw „zaaresztowaniu” peregrynującego po Polsce obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. To był piękny gest wpisany w historię tego miejsca.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama