Życie tryska ze śmierci

Autor składa propozycję: spójrzmy na życie jako na „śmiertelną chorobę”.

Ksiądz profesor Muszala, bioetyk towarzyszący osobom, które stoją przed decyzjami ważącymi o życiu i śmierci, posługuje się w tej książce modelem Elisabeth Kübler-Ross, która opisała etapy reakcji osoby na informację o nieuleczalnej śmiertelnej chorobie: zaprzeczenie i izolację, gniew, targowanie się, depresję, wreszcie – pogodzenie się. Cechą charakterystyczną ostatniego etapu jest to, że ludzie zdobywają się na czyny szlachetne, proszą o przebaczenie, stają się hojni. Ich życie jest bardziej życiem dla innych.

Autor składa propozycję: spójrzmy na życie jako na „śmiertelną chorobę”. Bo przecież tak jest w istocie – żyjąc, z każdą kolejną chwilą zbliżamy się do śmierci. Co by było, gdyby przyjąć to do wiadomości nie pod koniec życia, ale np. w wieku 25–30 lat, i już wtedy zacząć żyć nie dla siebie, lecz dla Boga i bliźnich? Wówczas życie człowieka byłoby szlachetniejsze nie przez parę dni, ale przez dziesiątki lat. Czy nie o tym mówi Biblia, gdy czytamy o potrzebie zaparcia się siebie? Więcej, mówi nawet, że „przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy [już! – przyp. J.D.] razem z Nim (Chrystusem) pogrzebani”.

Co to znaczy praktycznie? Na zewnątrz nie widać wielkich zmian – człowiek nadal śpi, je, pracuje... A jednak wewnętrznie zmienia się wszystko. Jak powiedział św. Paweł: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”. A także: „Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć – to zysk”. Do mnie ta myśl dotarła jasno i ostro, gdy miałem niespełna 52 lata. A do Ciebie?

Jarosław Dudała

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama