Duch Majdanu zamieszkał w Polsce

O tym, co łączy Polaków i Ukraińców, mówią Daga Gregorowicz i Dana Vynnytska z zespołu Dagadana.

Szymon Babuchowski: Waszą muzyką na co dzień przypominacie o wzajemnej bliskości narodów polskiego i ukraińskiego. Czy w ostatnich tygodniach odczuwacie szczególnie tę bliskość?

Dana Vynnytska: Zawsze lubiłam Polskę i Polaków, uwielbiałam polski humor. Ale ostatnio zaszły w moim sercu kolosalne zmiany. Teraz mogę powiedzieć, że nie tylko lubię, ale na maksa, namiętnie kocham Polskę i Polaków! Przez ostatnie dni poczułam tutaj tę samą atmosferę, którą pamiętam z kijowskiego Majdanu, kiedy cały naród stał się jedną rodziną. Te otwarte ludzkie serca, empatia, pomoc, chęć zrozumienia i głębokiego współczucia wobec bliźniego w potrzebie – przeniosły się do Polski.

Doświadczyłyście tego osobiście?

Dana: I to bardzo mocno! Od 2013 r. mieszkam na stałe w Polsce i wielu ludzi utożsamia mnie z Ukrainą. Odkąd tylko zaczął się rosyjski atak, jestem zasypywana wiadomościami z propozycjami zorganizowania pomocy, ofertami mieszkań, transportu, pracy. Czuję w tym namacalnie, fizycznie obecność Boga.

Daga Gregorowicz: A ja się cieszę, że my, Polacy, strząsnęliśmy wreszcie z siebie ten pył, który przyprószył nas w czasie dobrobytu, kiedy zaniedbaliśmy nieco swoją empatię i chęć komunikacji z drugim człowiekiem. Teraz ta skorupa odpadła i pojawiło się to, co w nas, Polakach, lśni, promienieje. Nagle okazało się, że jesteśmy ludźmi, którzy potrafią wskazywać drogę innym.

Na co dzień łączycie muzykę ludową obu naszych narodów z wieloma innymi gatunkami, m.in. jazzem czy elektroniką. Jak udaje się Wam znaleźć równowagę pomiędzy tym, co w muzyce uniwersalne, a wiernością własnym korzeniom?

Dana: Robimy to nie dlatego, że czujemy jakąś misję, tylko z potrzeby naszych serc. Zaczęło się od tego, że opowiadałyśmy sobie wzajemnie o kulturze naszych narodów. Przynosiłam na próby ukraińskie pieśni, a Daga – polskie i szukałyśmy ich współczesnego brzmienia. Ta twórcza zabawa z muzyką naszych korzeni sprawiała nam niebywałą radość.

Co w kulturze naszych narodów jest wspólne, a co odrębnego wnosi każda z Was do zespołu z racji swego pochodzenia?

Dana: W obu naszych krajach kultura ludowa jest przeróżnorodna w poszczególnych regionach pod względem stroju, dialektu czy melodyki. Z pewnością wspólne elementy mają górale z Hucułami. Ludzie, którzy mieszkają na pewnych wysokościach, są do siebie podobni pod wieloma względami. Nasi Huculi zawsze żartują, że są bliżej Boga, i coś w tym rzeczywiście jest. Mamy też wiele wspólnych tradycji związanych z obchodzeniem świąt, np. u mnie w domu śpiewamy i polskie, i ukraińskie kolędy – często nawet zaczyna się to plątać. Osobiście uwielbiam muzykę kurpiowskich pieśni i jestem zakochana w sposobie śpiewania i szczerości górali. Poza tym bardzo egzotyczna jest dla mnie muzyka Śląska Opolskiego i zaskakuje mnie fenomen kultury kaszubskiej. Ukraińska kultura też jest bardzo kolorowa, wręcz pstrokata. Pieśni stepowe czy leśne pieśni Polesia są bardzo popularne w Polsce, ale np. muzyka krymskich Tatarów to coś zupełnie innego – dotknięcie kultury Wschodu. Egzotycznym i ciekawym dla polskiego słuchacza zjawiskiem jest też polifonia, wielogłosowość w naszej muzyce ludowej. To element, z którego jesteśmy dumni jako Ukraińcy.

Daga: Za każdym razem niesamowite wrażenie robiło na mnie to, jak podczas wieczornych rozmów w mojej ukochanej knajpie Dzyga we Lwowie ktoś intonował piosenkę. Nagle wszyscy dołączali i rozbrzmiewały pieśni na kilka głosów. Ta łatwość publicznego śpiewania u ludzi, którzy nie robią tego na scenie, pokazuje pewien luz, który człowiek ma w sobie. Myśmy to w Polsce zatracili, a jest to jedna z największych sił kultury ukraińskiej – oni są razem w sprawach codziennych. Myślę, że straszny, zbotoksowany pan z Moskwy nie jest tego świadom, że na każdym kroku słychać ich jedność.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama