Zapytany o to, czy szukał Boga, powiedział, że to Bóg znalazł jego

Bóg, który jest dla niego jak dobry ojciec, cierpliwy i kochający. Ojciec, który nie musi nic mówić. Wystarczy, że przygarnie.

Katarzyna Borowska: Wierzysz?

Gabriel: W Boga, bezdyskusyjnie. Duchowość to jest szeroki temat. Ja ją pojmuję również jako bycie ojcem, przyjacielem. To pewnego rodzaju oddanie siebie.

K. B.: Masz przyjaciela?

G.: To moja psina, prawdziwa, sprawdzona. Wśród ludzi sprawdzonego nie mam. Sytuacyjnie tak. Wiem, że w pewnych okolicznościach mogę na kogoś liczyć. Może przyczyna tkwi w tym, że odsunąłem się od ludzi. Zresztą ja zawsze byłem typem samotnika. Był ze mnie bejsbol do wynajęcia. Byłem z kimś, bujałem się z kimś, a potem odrywałem się od towarzystwa, musiałem być sam.

K. B.: Bóg jest twoim przyjacielem?

G.: Przyjacielem na pewno tak. To, że On jest, chyba wiedziałem przez całe życie. Szkoda, że tak późno zrozumiałem, że bez Niego nie ma nic. W czasie, kiedy byłem bandziorem, wydawało mi się, że prawdziwej wiary nie ma. Ciągle czegoś szukałem, a jednocześnie byłem zbuntowany przeciwko wszystkiemu.

K. B.: Kiedy po raz pierwszy zacząłeś szukać Boga?

G.: To On mnie znalazł. Dostałem niezasłużony akt łaski wiary.

K. B.: Gdzie cię znalazł?

G.: Zaczęło się w 1999 roku. Był czerwiec, pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Moje małżeństwo się rozpierdoliło, zawisła nade mną groźba, że opieka społeczna zabierze mi dzieci. Siedziałem w fotelu z piweczkiem, podchmielony. Oglądałem właśnie transmisję z tej wizyty. W pewnym momencie… to wszystko jakoś mnie złamało. Pobeczałem się jak baran. Nawet teraz nadal wzrusza mnie ta historia. (Cisza) To był przełom w moim życiu. Bóg przemówił, przyszedł do mnie poprzez Jana Pawła II. Nie pamiętam, co papież wtedy powiedział, w jakim mieście akurat był. Pamiętam tylko, że to mną wstrząsnęło. Wywaliła się ze mnie cała rozpacz. Wtedy pierwszy raz poczułem działanie Boga.

K. B.: Wiesz, czego od ciebie chciał?

G.: W sumie to żyję dzięki Bogu. On ma jakiś plan dla mnie. Już dwa razy próbowałem odejść i mi nie pozwolił. Teraz staram się tylko odczytać Jego wolę. Już nie dyskutuję. Choć natura ludzka, a szczególnie moja, bo zawsze wydaje mi się, że wiem lepiej, wcale nie pomaga. Myślę jednak, że jest mi łatwiej, bo jak powiedziałem, otrzymałem niezasłużony akt łaski wiary. Ja nie potrzebuję dyskusji, śledzenia, sprawdzania.

K. B.: Po prostu wierzysz.

G.: Dosłownie. Na przykład kiedy są nagłaśniane nowe fakty historyczne, czytam, sprawdzam… a tu nie. Ja po prostu wierzę. Oczywiście sięgam po Pismo Święte. Teraz mam Biblię motocyklisty (uśmiech), wcześniej korzystałem z Nowego Testamentu dla sportowców. Tam są proste wskazówki, jak żyć.

K. B.: Jak żyć?

G.: Są dwa przykazania, o których musimy pamiętać. Mamy całym sobą kochać Boga i szanować bliźniego jak siebie samego. Te dwa przykazania są najważniejsze. Miłość do Boga i zadbanie o osoby potrzebujące to jest to, co dziś robię zawodowo.

K. B.: Mówisz o pracy z bezdomnymi. Faktycznie jest bardzo wymagająca.

G.: Jezus fajnie powiedział, żeby uczyć się od niego łagodności i pokory jego serca. Te cechy są niezbędne w mojej pracy. Z łagodnością jest u mnie okej, gorzej z pokorą...

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki Katarzyny Borowskiej "Wiara skazanych", w której autorka rozmawia z osobami skazanymi na karę pozbawienia wolności. Publikacja ukazała się nakładem Świata Książki.

Zapytany o to, czy szukał Boga, powiedział, że to Bóg znalazł jego

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama