Noblista przeciw modom

Nagrodę Nobla dostał poeta uciekający od zgiełku współczesnego świata. Szukający schronienia we własnym wnętrzu, w sztuce, w kościele. Zupełnie niemodny.

Tomas Tranströmer jest twórcą w Polsce niemal nieznanym. Co prawda ukazało się u nas kilka tomików jego wierszy, jednak ich nakłady były tak niskie, że już dawno się wyczerpały. Do grona nielicznych szczęściarzy, którzy poznali twórczość Tranströmera, a nawet gościli u niego w domu, należy krakowski poeta Józef Baran.

Przez gęstwinę poezji

– Po raz pierwszy zetknąłem się z jego poezją podczas pobytu w Sztokholmie w 1991 r. – wspomina Baran. – Dostałem wtedy tomik od Leonarda Neugera, który jest tłumaczem wierszy Tranströmera, jego przyjacielem i, można powiedzieć, ambasadorem na Polskę. Wszystkie książki noblisty, które zostały wydane u nas, to jego zasługa.

Przyznaje, że twórczość Tranströmera nie od razu do niego trafiła. – Kiedy pierwszy raz czytałem jego wiersze w metrze, wydały mi się oschłe, zimne. To trudna poezja, trzeba się przez nią przedzierać jak przez gęstwinę – twierdzi Józef Baran. – Czy da się ją porównać z wierszami kogokolwiek z polskich poetów? Może coś podobnego jest u Norwida czy Przybosia, ale teksty Tranströmera mają też piętno poezji szwedzkiej, zafascynowanej nieskażoną naturą. Ogrody, lasy, morze – to wszystko znajduje w niej swoje odbicie.

Kolejne podejścia Józefa Barana do lektury wierszy Tomasa Tranströmera zaowocowały prawdziwą fascynacją. W 1993 roku Neuger zabrał go do domu poety w miejscowości Västerås, oddalonej ponad 100 km od Sztokholmu. – Tranströmer był już wtedy po udarze mózgu – opowiada Baran. – To się wydarzyło trzy lata wcześniej, kiedy stał się, jak na poetę oczywiście, człowiekiem popularnym. Wszędzie go zapraszano, domagano się jego wystąpień, a on nigdy nie potrafił odmówić. Jego żona opowiadała, że tego dnia, mimo ostrego kaszlu i bólu głowy, wybierał się do Sztokholmu. Skarżył się na zły sen i podwójne widzenie, dlatego prosiła go, żeby został. On poszedł do łazienki i tam się przewrócił.

Ciemna iluminacja

Wskutek udaru Tranströmer całkowicie stracił mowę. Jego żona Monica nie poddawała się jednak. Czytając mu „Klub Pickwicka” Dickensa, zauważyła, że mąż wyłapuje wszystkie humorystyczne niuanse. Od tego czasu stała się jego ustami. Wspólnie wypracowali system znaków, dzięki któremu mogą się porozumiewać. Używali go także tego dnia, kiedy Józef Baran przeprowadzał z Tranströmerem wywiad, który później ukazał się w polskim wydaniu prozy noblisty „Muzeum motyli”.

– To był bardzo dziwny wywiad, częściowo na migi. Zadawałem po polsku pytanie, Neuger tłumaczył je na szwedzki, później on i pani Monica mówili po szwedzku, a Tranströmer słuchał i albo się zgadzał, albo nie. Wypowiadał tylko pojedyncze słowa. Czasem coś rysował. Mieli z żoną swój tajemny szyfr, który tylko oni oboje rozumieli. Na koniec ona mówiła za niego, a Leonard tłumaczył to na polski.

Józef Baran pamięta, że Tranströmer wyraźnie potwierdził, że jest człowiekiem wierzącym. Był wychowany w rodzinie protestanckiej, ale dość liberalnej. Przemiany, którą nazwał w prozie „ciemną iluminacją”, doświadczył w wieku 15 lat. „Dopadł mnie reflektor wysyłający ciemność zamiast światła. Dopadał mnie każdego popołudnia, kiedy zaczęło się zmierzchać, i lęk nie opuszczał mnie wcześniej niż nazajutrz o świcie” – napisał w jednym z esejów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg