Kulturalny pies ogrodnika

Organizacje zarządzające prawami autorskimi zachowują się jak pies ogrodnika. Pilnują skarbca polskiej kultury tak skutecznie, że zostaliśmy odcięci od sporej części naszego dziedzictwa.

Zgodnie z ustawą z 1994 r. o interesy autorów dba 15 organizacji zbiorowego zarządzania (OZZ). Są to związki i stowarzyszenia twórców, wydawców, aktorów, architektów, programistów, muzyków, fotografików. Pieniądze z tytułu praw płacą nie tylko stacje radiowe i telewizyjne, portale i redakcje. Ustawa zobowiązuje do tego także właścicieli lokali gastronomicznych i handlowych, hoteli i punktów usługowych, kin, stacji benzynowych i parkingów. Klientami OZZ są operatorzy zbiorowego transportu, organizatorzy widowisk czy imprez sportowych. Płacić powinien także fryzjer i prywatny dentysta, jeśli ma włączone radio w poczekalni. Jeśli tego nie zrobi, nie ujdzie mu to na sucho, jak w przypadku nieuiszczenia abonamentu RTV. Pewnego fryzjera z Gdyni właśnie namierzyli policjanci z tamtejszego Wydziału Przestępstw Gospodarczych. Grozi mu od 6 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Płacz i płać

Wkrótce może się okazać, że na celowniku OZZ znajdą się także biblioteki i wypożyczalnie. Dyrektywa unijna z 2006 r. nakazuje bowiem, by autorzy książek i filmów chronionych prawem autorskim mogli otrzymywać wynagrodzenie za ich wypożyczanie z bibliotek. Polska nie dostosowała do tej dyrektywy swojej ustawy o prawie autorskim, więc wszystkie biblioteki na razie mogą udostępniać książki nieodpłatnie.

Najbardziej znana organizacja zarządzająca prawami, czyli ZAiKS ma szczegółowe tabele, przygotowane na każdą ewentualność i sytuację. W przypadku orkiestry weselnej trzeba się liczyć z wydatkiem od 250 zł do 500 zł. Więcej płacą restauratorzy. Płacą i płaczą, bo nawet jeśli mają wątpliwości co do wyliczeń, ustawa

nie daje im prawa odwołania się do sądu. Na branżowych portalach kwitnie więc poradnictwo na temat tego, co zrobić, by mniej płacić. W cenie są zestawy z muzyką wolną od praw. Trzeba jednak uważać, korzystając z utworów niezgłoszonych jeszcze do ochrony przez ich twórców i wykonawców. Tomasz Bielski, prezes Rady Naczelnej Stowarzyszenia Niezależna Fonografia Polska, ostrzega, że organizacje zarządzające prawami od takich utworów też inkasują haracz, bo zakładają, że „autorzy w przyszłości zdecydują się zgłosić pod ochronę”. Co ciekawe, autorom, którzy przypomnieli sobie o swoich prawach, ten sam ZAiKS płaci tylko za okres po zgłoszeniu do ochrony.

Fryzjer może radio wyłączyć, restaurator zrezygnować z żywej muzyki, ale telewizja czy stacja radiowa nie mają wyjścia. Są skazane na codzienną buchalterię związaną z opłacaniem bogatego zestawu licznych praw, praktycznie od wszystkiego, co jest nadawane i wyprodukowane. To samo dotyczy portali i stron internetowych, choć nie wszystkie przyjmują swoje zobowiązania do wiadomości.

Cena zaporowa

Może być też tak, że komuś się tylko wydaje, że ma prawa do danego utworu. Jeśli nabył je w czasach, kiedy jeszcze nie było internetu, musi zawrzeć z właścicielem praw nową umowę, uwzględniającą to pole eksploatacji. TVP i PR nie mogą w sieci swobodnie dysponować nawet audycjami, które same przed laty wyprodukowały. O swoją dolę może np. upomnieć się realizator, który wówczas z telewizją był związany.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.