Doświadczenie szaleństwa

O pozytywnej anarchii z Bartoszem Konopką, reżyserem „Lęku wysokości”, rozmawia Edward Kabiesz.

Edward Kabiesz: Zaskoczył Pan widzów swoim debiutem fabularnym. „Królik po berlińsku” i inne filmy dokumentalne nie zapowiadały, że nakręci Pan przejmujący dramat psychologiczny.

Bartosz Konopka: – To może rzeczywiście dziwnie wyglądać, ale każdy ma różne strony swojej osobowości. „Lęk wysokości” to szczera osobista wypowiedź.

W czołówce znajduje się dedykacja „Mojemu tacie”. Czy to znaczy, że wykorzystał Pan własne doświadczenia?

– Tak, to temat autobiograficzny. W życiu ta historia wyglądała inaczej. Nie była tak dramatyczna i skondensowana. W filmie rozgrywa się w ciągu roku, a ojciec borykał się z chorobą 12 lat. W 2001 roku, kiedy miałem robić film dyplomowy, poczułem, że musi być o czymś naprawdę ważnym. Postanowiłem zmierzyć się z tą historią, chociaż wtedy była otwartą raną. Zrobiłem krótki film. Pomogło to mnie i naszej rodzinie. Później napisałem dłuższy scenariusz, zapisywałem sceny, była to dla mnie forma autoterapii. W 2005 roku, kiedy ojciec zmarł, myślałem o realizacji filmu dokumentalnego, by cokolwiek po nim ocalić. Jednak byłoby to zbyt głębokie wchodzenie w intymność. Ale ten temat mnie dręczył. Nie chodziło mi o film, bardziej chciałem opowiedzieć tę historię, wyrzucić ją z siebie. Chciałem to zrobić także dla setek ludzi, których spotykałem w związku z chorobą ojca. Film o ludziach, którzy zostali z tyłu, na marginesie życia, a o których my, młode pokolenie, zapominamy.

Czy film można potraktować jako wariację na temat czwartego przykazania?

– Oczywiście, że tak. Relacja między ojcem i synem jest najbardziej archetypiczna z tych, z którymi człowiek spotyka się w życiu. Bo można to odnieść do relacji Bóg Ojciec i człowiek. Jest o tyle trudna, że zakłada na początku pewną nierównowagę. Jest autorytet, ktoś, kto wychowuje, i jest ktoś, kto za nim podąża, a później syn chce się wyzwolić spod tej władzy czy opieki. Ta relacja nie kończy się w momencie, kiedy na przykład wyjeżdżamy na studia.

Trwa cały czas. Bardzo nam zależało na tym, by pokazać, że dopóki człowiek nie skonfrontuje się z problemami, jakie tkwią w tej relacji, nie może zacząć tak naprawdę dorosłego życia. Wiem, że nie jest to tak atrakcyjne dla widza jak „Królik po berlińsku”, ale staram się szukać oryginalnych, zaskakujących pomysłów. Filmy na podobny temat ciągle się pojawiają. Chociażby obraz „Drzewo życia”, podchodzący do relacji ojciec–syn jeszcze prościej, bardziej archetypicznie. Myśmy próbowali to pokazać z różnych stron.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |