Bardowie wracają?

Na koncertach piosenki autorskiej publiczność zna teksty na pamięć i śpiewa je wraz z wykonawcami. Dlaczego więc media i wydawcy traktują tę twórczość jako „produkt wysokiego ryzyka”?

Wrocławski kościół Najświętszej Maryi Panny na Piasku, wieczór poświęcony pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Świątynię wypełniają głównie osoby starsze, ale wśród wykonawców dominują młodzi ludzie z gitarą. Dużo ich. Śpiewają z zaangażowaniem, mocnymi głosami. Wykonują własne utwory, ale też teksty klasyków: Kaczmarskiego, Trznadla, Wencla… Chwilami można odnieść wrażenie, że wróciły lata 80., a my jesteśmy na jakimś podziemnym spotkaniu. Renesans bardów? – Bardzo chciałbym, żeby tak było – zwierza się Donat Kamiński, organizator spotkania.

Wyszarpane z siebie

Piosenka autorska jest jedną z największych pasji Donata. Od kilku lat organizuje on we Wrocławiu jej przeglądy. Najpierw pod szyldem „Musica Poetica”, a ostatnio – „Pieśniarze”. – Moja fascynacja bardami zaczęła się w stanie wojennym – opowiada. – Już wcześniej słuchałem Stachury, ale na początku lat 80. poruszyła mnie ekspresja Kaczmarskiego, jego śpiew na granicy krzyku, z którego przebijało pragnienie wolności. Do tego doszła twórczość innych wykonawców: Cohena, Grechuty, Młynarskiego czy Demarczyk. Nie wszyscy oni są bardami, ale wszyscy przywiązują wielką wagę do tekstu. Bard ma dodatkowo to coś, co wyszarpuje z siebie. Nie zawsze musimy się z nim zgadzać, ale czujemy, że to, co pisze, nie jest na zamówienie. Że jest w tym szczerość.

Donat stara się wyszukiwać takie osoby z całej Polski. Remigiusz Szuman, Antoni Gustowski, Przemek Bogusz, Marcin Skrzypczak – to tylko niektóre z młodych postaci tej sceny. A przecież ciągle śpiewają ci starsi: Jacek Kleyff, Zbyszek Stefański, Antonina Krzysztoń czy Jacek Kowalski. Choć niekoniecznie lubią, gdy nazywa się ich bardami. – Słowo „bard” kojarzy się zwykle z protestsongami – twierdzi Kowalski. – To powierzchowna definicja. W tym sensie bardem nie jestem. Zawsze chciałem śpiewać nie „przeciw”, ale o sprawach ważnych i pięknych: więc pieśni wypraw krzyżowych, trubadurów i własne, zanurzone w historii. A Kaczmarski? Miał jakże wiele do powiedzenia poza protestem. Dziś widzę, że stał się bardem prawicy – jego piosenki śpiewają młodzi tradycjonaliści. Przypadkowo – ale jakże symbolicznie! – zabrzmiał też ostatnio pod pałacem prezydenckim: 10 kwietnia odtworzono tam sławną „konfederatkę” w jego wykonaniu sprzed lat.

Płyną pod prąd

Remigiusz Szuman, niewidomy poeta, kompozytor i wokalista, występuje z zespołem, ale na wiele imprez przyjeżdża tylko z gitarą. – Po debiucie w 2008 r. zacząłem jeździć po festiwalach piosenki autorskiej – opowiada. – Startowałem w konkursach, bo taki miałem pomysł na siebie. I zobaczyłem, że tych imprez jest w naszym kraju bardzo dużo. Na każdej z nich występowało po kilkanaście „podmiotów wykonawczych”, wśród których 90 proc. stanowili pojedynczy ludzie z gitarami. Tak, to jest pewien nurt.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg