Kaznodzieja 
z guzem 
mózgu

W bijących rekordy oglądalności amerykańskich serialach duchowni czy ludzie wierzący, zarówno protestanci, jak i katolicy, przedstawiani są najczęściej w jak najgorszym świetle. 


Amerykańskie seriale oglądane są na całym świecie i dlatego trudno przecenić ich wpływ na kształtowanie świadomości odbiorcy. Charakterystyczne, że te najbardziej kontrowersyjne powstają dla płatnych telewizji kablowych. Dlaczego? Bo te mogą sobie pozwolić na więcej niż stacje otwarte, które emitując program, przestrzegać muszą pewnych ustalonych zasad i w tzw. prime time nie mogą nadawać pewnych treści. 
Twórcy tych filmów bez ogródek przedstawiają najciemniejsze strony rzeczywistości i ludzkich zachowań. Zapominają natomiast całkowicie o duchowym wymiarze życia człowieka albo też prezentują je, łagodnie mówiąc, w krzywym zwierciadle. W serialach o tematyce współczesnej rzadko widzimy, by na przykład ich bohaterowie w niedzielę chodzili do kościoła czy traktowali poważnie swoją wiarę. Najczęściej jest to obraz wykoślawiony. I nie chodzi tu tylko o historyczne sagi telewizyjne w rodzaju „Rodziny Borgiów” czy angielskich „Tudorów”, w których Kościół katolicki stał się chłopcem do bicia, ale zupełnie odmienne gatunkowo. Przykładowo „Piekło na kołach” („Hell on Wheels”), „Zakazane imperium” czy nieco starszy „Deadwood”, realizowany w latach 2004–2006. Wszystkie trzy odniosły komercyjny sukces.


Uliczny don Kichot


Zacznijmy od tego ostatniego, wyświetlanego w telewizji przez trzy sezony. Akcja została osadzona w scenerii Dzikiego Zachodu, jednak mamy tu swego rodzaju novum w jego przedstawianiu. Bohaterowie starszych klasycznych telewizyjnych produkcji byli wyidealizowani, rządziły się one sztywnymi regułami, w których istniał jeszcze wstydliwy obecnie podział na dobro i zło, z czasem coraz częściej zacierany. Jednak abstrahując od szczegółowej analizy telewizyjnych westernów, w większości z nich czynnikiem integrującym rodzącą się w bólach społeczność był kościół albo duchowny, najczęściej pastor, kaznodzieja czy z rzadka katolicki ksiądz, przedstawiany zwykle w pozytywnym świetle, chociaż zdarzały się wyjątki. „Deadwood” opowiada historię rozwoju tytułowego miasta od czasu, kiedy było tylko założonym wbrew traktatom na terytorium indiańskim obozowiskiem, aż do wcielenia do Południowej Dakoty. W Deadwood osiedlali się poszukiwacze złota w Górach Czarnych. Było to jedno z wielu miast bezprawia, a kodeks karny USA zaczął obowiązywać tam dopiero po przyłączeniu do Południowej Dakoty. Film oparty został częściowo na faktach; występują w nim zarówno bohaterowie fikcyjni, jak i postacie, które w historii miasta odegrały ważną rolę. Wśród nich znajdziemy m.in. Wilda Billa Hickoka, Setha Bullocka czy Calamity’ego Jane. W swoim filmie twórcy poszli na całego i przedstawili, jak twierdzą, bardziej realistyczną wizję tworzenia się amerykańskiej społeczności na tych terenach, nasyconą okrucieństwem, przemocą i seksem. Wśród zaludniających serial postaci znajdujemy też wielebnego Smitha. To kaznodzieja nieokreślonego wyznania, który jako jedyny modli się, odprawia pogrzeby i mówi o Bogu. Najczęściej do siebie, bo mieszkańcy osiedla traktują go, jeżeli nie pogardliwie, to z pobłażaniem i ironią, niektórzy okazują mu współczucie. To postać w rodzaju jakiegoś don Kichota czy nawiedzonego wiejskiego wariata. Smith w pewnym momencie zaczyna słyszeć głosy. Jest przekonany, że przemówił do niego Bóg, ale lekarz stwierdza, że dopadła go choroba.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama