Wstyd nie do wytrzymania

Nowość DVD. „Wstyd” Steve’a McQueena to jeden z najlepszych filmów ostatnich lat, absolutne arcydzieło. Widzi niebezpieczeństwo upadku tam, gdzie wszyscy – na razie – widzimy szanse na wolność i samorealizację.

Brandonowi wiedzie się dobrze, jest cenionym pracownikiem swojej firmy. Do tego jest przystojny, dobrze zbudowany, modnie ubrany, pewny siebie. Kobiety nie potrafią mu się oprzeć. Nie musi nic mówić. Jest w stanie uwieść zaręczoną (nie z nim bynajmniej), a więc pewnie zakochaną kobietę spojrzeniem. Gdy na imprezie filmowej jego szef uwodzi kobietę dowcipem, uśmiechem, on czyni to samą swoją obecnością. Jest skuteczniejszy.

Główny bohater jest jednak również niewolnikiem prowadzonego trybu życia. Bycie singlem w wielkim mieście daje mu wszelkie możliwości nowych podbojów. Na spotkane raz kobiety może już nigdy nie trafić, nie musi więc odbierać od nich telefonów. Może iść ciągle do przodu, rozwijać się, jak głosi napis w metrze. Gdzieś jednak istnieją granice możliwości owego rozwoju.

Brandon musi zdobywać kolejne kobiety by udowadniać sobie swoją męskość. Jeśli nie ma okazji działać swoim urokiem, robi to pieniędzmi, zamawiając wizytę prostytutki. Jest zawsze gotowy. Czasem do tego stopnia, że swoje napięcie musi kanalizować sam.

Życie współczesnej metropolii przebiega wśród luster, okien, szkła. Przedmiotów pozwalających potwierdzić przed samym sobą swoją doskonałość, podejrzeć doskonałość innych. Lustrem może być jednak także drugi człowiek. Lustro nie kłamie, odbija stan rzeczywisty.

Zwierciadłem, w którym przegląda się główny bohater jest jego siostra – Sissy. W przeciwieństwie do Brandona słaba, nieporadna, potrzebuje bliskości i miłości, rzuca się na każdy znak zainteresowania udowodniony zbliżeniem. Nawet jeśli partnerem jest mężczyzna obarczony rodziną, a potem cierpi przy odrzuceniu. Brat nienawidzi siostry, nienawidzi prawdy o sobie, którą w niej widzi.

Choć tyle różni rodzeństwo, są tacy sami. Pochodzą z tego samego miejsca (złego, jak dowiadujemy się z jednej z ich rozmów). Oboje marzyli o Nowym Jorku (metaforze świata, cywilizacji, sukcesu w tym filmie). Wyrazem tej tęsknoty jest piosenka „New York, New York” śpiewana przez Sissy – hymn na cześć niewinności i wiary w możliwość realizacji snów. Brat i siostra zdobywają to wielkie miasto. Dla niego to prawdziwa szansa. Dla niej – porażka.

Ale życie Brandona jest puste, małe, słabe. Kobiety może tylko zdobywać (jak zwierzę pożywienie, jego zachowanie wobec umykającej kobiety w metrze jest drapieżne), nie może się do nich zbliżyć. Gdy jedna z sekretarek, potencjalnych kochanek, na pierwszej randce zapyta go o związki, zaangażowanie małżeństwo, plany wejdzie w ten sposób do strefy, w której czuje się bezpieczny. Nie będzie mogło dojść między nimi do realizacji pożądania. Chwilę później nie będzie problemu z prostytutką.

Spotkanie z siostrą i sekretarką wywołują w głównym bohaterze tytułowy wstyd. Próba zagłuszenia go w kolejnych zdobyczach i udowodnieniu sobie, że to nie siostra jest jego lustrzanym odbiciem (stąd spotkanie z innym mężczyzną), przyniosą cierpienie, a nie przyjemność, spełnienie, realizację.

Maska, którą na co dzień nosi główny bohater miała dawać mu bezpieczeństwo. Bycie singlem – wolność. Zostaje reakcja, wyraz twarzy z przedostatniej sceny filmu. Jako, że widzimy kogoś reprezentatywnego dla dzisiejszego społeczeństwa, w mieście-miniaturze współczesnego świata, jest to ostrzeżenie. Tyle może pozostać po dzisiejszej cywilizacji.

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg