Cała Polska… nie czyta

Biblioteki nam pięknieją. Coraz więcej w nich komputerów, niestety, coraz mniej książek. I to jest problem.

Kto wie, czy w pogoni za nowoczesnością nie popełniliśmy błędu. W 2011 roku siedem na dziesięć polskich gospodarstw domowych miało przynajmniej jeden komputer. W dodatku ten współczynnik według GUS rośnie w oczach, czego nie można powiedzieć o czytelnictwie. Tymczasem z wielkim zapałem kupujemy do bibliotek komputery, kosztem książkowych nowości. Mury pną się do góry, czytelnicy młodnieją, ale księgozbiory przestają ich przyciągać.

Nie czytam i się nie wstydzę

Podcinamy gałąź, na której siedzimy. Tak uważają pisarze i publicyści, którzy wystosowali list otwarty do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, domagając się zwiększenia wydatków na zakup nowych książek do bibliotek. „56 proc. Polaków nie ma w ciągu roku żadnego kontaktu z książką. Nawet wśród ludzi z wyższym wykształceniem aż 25 proc. osób nie przeczytało ani nie przejrzało ani jednej książki, nawet albumu ani książki kucharskiej.

Czytanie nie jest w Polsce modne i Polacy w ogóle nie wstydzą się przyznać do tego, że nie czytają” – piszą autorzy listu. Faktycznie, wstyd dotyczy dziś zupełnie innych kwestii. Minister w odpowiedzi broni się, że podlega mu dziś tylko jedna biblioteka. Narodowa. Mimo to w 2012 roku przeznaczył 12 mln zł na zakup książek dla placówek podlegających samorządom. Tyle że budżet, jakim dysponuje, to ponad 3 mld zł. A samorządy mają inne priorytety. Jeśli już w biblioteki inwestują, to po to, by zmienić je w coś innego, bardziej atrakcyjnego. Albo połączyć z domem kultury. Ostatni pomysł na obniżenie kosztów, zgłoszony przez samorządy, to powierzenie funkcji bibliotek szkolnych bibliotekom publicznym. Czyli likwidacja tych pierwszych. Pęd do oszczędzania na wypożyczalniach książek był w minionej dekadzie tak duży, że w 2012 roku trzeba było wprowadzić prawną blokadę. W tej chwili na połączenie gminnej biblioteki z inną placówką kultury potrzebna jest zgoda ministra i pozytywna opinia biblioteki wojewódzkiej, o którą bardzo trudno.

Obywatelska zrzutka

Ilu Polaków czyta wypożyczone książki? Podobno około 40 proc. Liczba korzystających z bibliotek wcale nie spada, mimo że atrakcyjność księgozbiorów słabnie. Na bestsellery czeka się wiele miesięcy, ich deficyt bierze się z faktu, że poszczególne pozycje zamawiane są po jednym egzemplarzu. Inaczej nie można, bo np. Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie ma na cały rok do dyspozycji ok. 40 tys. zł na zakupy, co wystarcza na mniej więcej 7 tys. książek. Więcej, bo ok. 9 tys. przynoszą czytelnicy. Nie wszyscy dobrowolnie, często jest to forma kary za przetrzymywane lub zagubione tomy. – Ale przyjmujemy wyłącznie wartościowe pozycje i takie też do nas trafiają – zapewnia Jerzy Woźniakiewicz, dyrektor krakowskiej WBP. Obywatelski ruch uzupełniania księgozbiorów sprawdza się nieźle. Akcja „Książka za książkę”, w ramach której organizowana jest zbiórka dla bibliotek publicznych, przyniosła w trakcie ostatnich krakowskich targów aż 6 tys. wolumenów. – Byliśmy zaskoczeni, jak dobre książki ludzie oddawali – mówi dyrektor. Wszystkie zostały rozdzielone między gminne i powiatowe placówki. A państwo? W 2011 roku średnia zakupu nowości wyniosła 7,2 wolumina na 100 mieszkańców, podczas gdy średnia w Europie to 25 książek, w Danii – ponad 30, a w Estonii – 36. Z tych siedmiu książek MKiDN i tak jest bardzo dumne, bo w 2005 roku było to zaledwie 5 egzemplarzy. Postęp? Jeśli tak, to niewielki. Zakupy w tej skali po prostu uzupełniają ubytki.

Trzecie miejsce

– Byłem niedawno w bibliotece w Dąbrowie Górniczej. Imponująca. Jest tam wiele stanowisk komputerowych, na których szkoli się ludzi w cennej umiejętności poszukiwania tekstów w internecie – opowiada Piotr Marciszuk, szefujący Polskiej Izbie Książki. – Ale potem zaraz przypomniałem sobie, że są biblioteki, w których na wypożyczenie ulubionego tytułu czeka się nawet rok. I zastanowiłem się, czy nie zapomnieliśmy, do czego przede wszystkim biblioteka powinna służyć – dodaje. Inwestycji w mury i w stanowiska komputerowe broni Jerzy Woźniakiewicz. – Z naszych danych widać, że w odnowionych bibliotekach od razu wzrasta frekwencja. Ludzie chcą tu po prostu przychodzić – argumentuje. A że nie pożyczają książek? – Połowa przychodzących do naszej placówki wpada tu, żeby posiedzieć, delektować się atmosferą. Młodzi Norwedzy studiujący w Krakowie medycynę spędzają tu mnóstwo czasu towarzysko, bo tego nauczyli się w swoim kraju. Tam biblioteki traktuje się jak „trzecie miejsce”, obok domu i pracy, gdzie spędza się czas – mówi dyrektor. Co kraj, to obyczaj. W USA biblioteki mają charakter usługowy, wręcz użytkowy do bólu. Można tu nie tylko stworzyć drzewo genealogiczne, ale dowiedzieć się, jak ćwiartować krowę czy wybudować altanę. W Polsce to jednak dla wielu ludzi jedyne miejsce, gdzie ma się kontakt z literaturą.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg