Pan od absurdu

Mówił, że pisanie to nie jest sprawa inteligencji, tylko przeżywania. Gryzło go, że na krótko, ale dał się zwieść komunistom. Jego „Dzienniki” dowodzą, że szukał Boga i sprawiało mu to duże trudności.

Zmarł nad ranem w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Nicei, na południu Francji. We wrześniu chciał przylecieć do Polski. W księdze parafialnej w Borzęcinie koło Tarnowa, gdzie się urodził, odmłodzono go o trzy dni, wpisując datę 29 września 1930 r. – Już podczas narodzin wszystko było jak z Mrożka – żartował często później pisarz i rysownik.

Sprawy najważniejsze
Gdy ponad rok temu pisarz odbierał na Wawelu Order Ecce Homo, przyznająca go kapituła uzasadniała: „za to, co napisał; za to, jak opisał kondycję ludzką, pełną absurdów, ale i horyzontów nadziei”. To dobre podsumowanie nie tylko twórczości autora „Emigrantów”, ale jego całego życia. Dał się uwieść komunistom, i nie ukrywał tego. Gdy to zauroczenie minęło, nie próbował wybielać swoich decyzji. – Prawie nigdy nie wypowiadał się w sprawach zasadniczych, omijał te tematy, zostawiając je dla sztuki – zauważa poetka Julia Hartwig. Trochę do spraw najważniejszych dopuścił czytelników w „Dziennikach”. W III tomie osobistych zapisów, obejmujących lata 1980–1989, odnajdujemy ślady jego wadzenia się z Bogiem. W wywiadach, których czasami udzielał, nie mówił o tym. Ale też trzeba przyznać, że nikt go o to nie pytał.
Boga pojmował jako stronę Dobra, dlatego trudno było mu przyjąć tajemnicę krzyża i odnaleźć Stwórcę w umęczeniu, cierpieniu, szaleństwie czy złym samopoczuciu. „Dlaczego cierpienie ma odkupywać inne cierpienie? Dlaczego cierpienie ma mieć wartość? Jeżeli ono jest czymkolwiek, jest złem w ostateczności. I można, trzeba je tylko znosić. Nie przeklinając, bo przeklinanie jest już wchodzeniem w obręb zła”, zapisał Mrożek. Nawet tak poważne sprawy jak kwestie ostateczne przykrywał maską ironii. „Być może moja dusza będzie zbawiona. A co wtedy ze mną?”, pytał. „Czy w życiu pozagrobowym też trzeba będzie zarabiać na życie?”, zapisał innego dnia.

Debiut i socjalizm
Zaczynał od rysowania i pisania w gazetach. Wcześniej studiował architekturę, sztuki plastyczne i orientalistykę. Żadnego z tych kierunków nie skończył. W 1950 r. wygrał konkurs tygodnika „Szpilki” na żart rysunkowy. Niedługo potem poeta Adam Włodek, mąż Wisławy Szymborskiej, który nie ukrywał komunistycznych sympatii (trzy lata później złożył w Urzędzie Bezpieczeństwa donos na innego znanego literata, swojego przyjaciela Macieja Słomczyńskiego), zaproponował mu napisanie reportażu z budowy Nowej Huty. Tekst zatytułowany „Młode miasto” ukazał się pod koniec lipca 1950 r. w „Przekroju”.

Mrożek zdecydował się na wstąpienie do partii. Zaczął pracować w „Dzienniku Polskim”. Publikował rysunki satyryczne w „Przekroju”. W tym samym roku wydał pierwsze opowiadania. To wtedy, razem z innymi członkami oddziału Związku Literatów Polskich, podpisał list przeciwko „zdrajcom Ojczyzny, którzy, wykorzystując swe duchowe stanowisko, działali wrogo wobec narodu i państwa ludowego, uprawiali – za amerykańskie pieniądze – szpiegostwo i dywersję”. Oświadczenie literatów było ważną propagandową częścią sfingowanego przez komunistów „procesu kurii krakowskiej”.

W połowie lat 50. ub. wieku publikował recenzje teatralne. Zaczął współpracować z krakowską Piwnicą pod Baranami, warszawskim Teatrem Syrena i gdańskim Teatrem Bim-Bom. W autobiografii przyznał, że wzięcie udziału – ze skeczem „Profesor” – w programie Bim-Bom w 1956 r. miało bardzo duży wpływ na to, że spróbował swoich sił jako dramaturg. Stopniowo nabierał dystansu do socjalizmu, ale demonstracyjnie się nie sprzeciwiał. ZLP wysłało go razem z Szymborską na stypendium do Paryża. Przebywał też na stypendium Uniwersytetu Harvarda w USA. Zanim pod koniec 1959 r. przeniósł się z Krakowa do Warszawy i oddał partyjną legitymację.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg