Filmy uprzywilejowane

Szczególnymi względami jury tegorocznego festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni cieszył się film „W imię…”. Został obsypany nagrodami pewnie dlatego, że wykazuje głęboką empatię w stosunku do „ofiar” Kościoła, jakimi są homoseksualni księża.

Film „W imię…” Małgorzaty, a raczej Małgośki Szumowskiej zawitał na festiwal w Gdyni owiany aurą zagranicznych nagród. W tym największą, na festiwalu w Berlinie, gdzie otrzymał Teddy Awards, czyli nagrodę przyznawaną przez nieheteroseksualne jury dla filmów poruszających tematykę LGBT.

Ksiądz w łóżku

Szumowska, która ma w swoim dorobku kilka interesujących filmów nakręconych na początku swojej reżyserskiej kariery, podejmuje tematy trudne, kontrowersyjne, czego przykładem chociażby „Sponsoring”. Teraz również postanowiła przełamać tabu, przynajmniej w Polsce, filmem o księdzu, który zmaga się ze swoją seksualnością. Temat na czasie, a rezultat łatwy do przewidzenia w sytuacji, gdy Kościół stał się jedyną chyba w cywilizowanym świecie instytucją, która czarnego nie nazywa białym, a aberracji normalnością. Kościół z problemem homoseksualizmu musiał zmierzyć się również we własnych szeregach. Związki homoseksualne cieszą się coraz większym wsparciem państwa w wielu krajach. Jednak w świetle nauki Kościoła katolickiego chociaż sama orientacja homoseksualna nie jest grzechem, to grzechem są czyny homoseksualne. I zdaje sobie z tego sprawę, podobnie jak z konieczności zachowania celibatu, każdy, kto wstępuje do seminarium duchownego i je kończy. Również ks. Adam, bohater filmu Małgośki Szumowskiej, który prowadzi gdzieś na głuchej wsi ośrodek dla nieprzystosowanej społecznie młodzieży. O przeszłości Adama dowiadujemy się tylko tyle, że w poprzedniej parafii miał jakieś problemy z ministrantem. Energiczny, wysportowany ksiądz doskonale radzi sobie z młodymi ludźmi, ale nie potrafi poradzić sobie z sobą. Kusi go znudzona codziennością wiejskiego życia Ewa, jednak ksiądz stanowczo odrzuca jej zaloty. Dopiero później okazuje się, że fascynują go mężczyźni, w tym Dynia, miejscowy outsider, gej. Ksiądz stara się walczyć ze swoją skłonnością, ale ta bohaterska walka skazana jest już po raz kolejny na porażkę. Przynajmniej w oczach zwykłego widza, któremu trudno zaakceptować ulegającego swoim żądzom kapłana.

Ksiądz, wybierając między Bogiem a sobą, pogrąża się w upadku, a w oczach widza, staraniem reżyserki, staje się ofiarą. Ofiarą wiary i Kościoła, gdzie nie może zachować swojej tożsamości. Kościoła jako instytucji opresywnej i niemającej racji bytu we współczesnym świecie. Ostatnie sceny filmu nie pozostawiają złudzeń. Szykują się kolejne dobrowolne ofiary kościelnej opresji. Nie brakuje też w filmie Szumowskiej wyraziście przedstawionych odrażających aktów homoseksualnych stosunków i masturbacji. Podobnie jak w filmie Tomasza Wasilewskiego, którego bohater, niepewny swojej seksualnej tożsamości, nawiązuje romans z chłopakiem. Sprawa jest bardziej złożona niż w „W imię…”, bo Michał jest biseksualistą. W tym filmie to „zacofana” rodzina i środowisko uniemożliwiają bohaterowi realizację tożsamości seksualnej. Jeszcze nie wszyscy doszli do etapu ogłaszania na billboardach radości z faktu, że ich dziecko jest homoseksualne, ale jest szansa, że po paru podobnych filmach tak będzie. Dla wielu jest to przeżywanym wspólnie dramatem. Dodatkowo w filmie Wasilewskiego gej staje się ofiarą w dosłownym tego słowa znaczeniu. Filmy Wasilewskiego i Szumowskiej zostały uznane za odważne. Ale czy rzeczywiście tak jest, skoro płyną z prądem, a nie wbrew realizowanej w polityce społecznej wielu krajów i popieranej przez mainstreamowe media obyczajowej rewolucji mającej na celu destrukcję tradycyjnej rodziny?

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg