Filmy uprzywilejowane

Szczególnymi względami jury tegorocznego festiwalu polskich filmów fabularnych w Gdyni cieszył się film „W imię…”. Został obsypany nagrodami pewnie dlatego, że wykazuje głęboką empatię w stosunku do „ofiar” Kościoła, jakimi są homoseksualni księża.

Historyczne kino drogi

W konkursie głównym festiwalu znalazły się również filmy sięgające do najnowszej historii Polski, do czasów PRL-u. Nagrodzona główną nagrodą „Ida” Pawła Pawlikowskiego to ascetyczna, czarno-biała opowieść o nowicjuszce Annie, sierocie wychowanej w klasztorze i mającej wkrótce złożyć śluby, rozgrywająca się w latach 50. Anna zostaje wysłana przez przełożoną do Wandy, swojej jedynej żyjącej krewnej, byłej prominentnej funkcjonariuszki stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Trudno o bardziej niedobraną parę, która wybiera się w podróż, by poznać tragiczną historię swojej rodziny. Pawlikowski podejmuje wątek Holocaustu i stosunków polsko-żydowskich, ale robi to w sposób bardziej wyważony niż reżyser „Pokłosia”. Również akcja „Papuszy” – filmu Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauzego przedstawiającego dramat pierwszej cygańskiej poetki, która zapisywała swoje wiersze – rozgrywa się w znacznej części w czasach PRL-u. Chociaż film jest impresyjną próbą biografii bohaterki, jego ważnym elementem jest staranne odtworzenie realiów powojennej Polski, bo w tamtym czasie rozgrywają się decydujące o losie Papuszy wydarzenia. Jacek Bromski swoim „Biletem na Księżyc” po raz kolejny udowodnił, że potrafi robić kino popularne. Bohaterami filmu są dwaj bracia, którzy w czasie kilkudniowej podróży po Polsce pod koniec lat 60., kiedy Amerykanie przygotowują się do lotu na Księżyc, odwiedzają starych znajomych i poznają nowych. Adam otrzymał powołanie do służby w marynarce wojennej, w formacji łodzi podwodnych. Antoni, starszy i bardziej doświadczony, wyruszył z bratem, mając nadzieję, że wspólna wyprawa przygotuje młodszego do tego, co czeka go w jednostce. Smutny i szary świat PRL-u przedstawiony w filmie Bromskiego daleki jest od tego oswojonego w filmach Barei. Prócz tych historycznych odskoczni do czasów sprzed pół wieku nie zabrakło na festiwalu filmów rozliczających się z Polską współczesną. Zarówno „Drogówka” Smarzowskiego i „Układ zamknięty” Bugajskiego, które już wcześniej znalazły się na ekranach, nie pozostawiają złudzeń co do kondycji, w jakiej się ona znajduje.

Chce się oglądać

Jednak na szczęście w czasie festiwalu obejrzeliśmy kilka filmów, które rozjaśniają ten czarny obraz naszej rzeczywistości. Są bardzo różne, ale łączy je jedno. Niosą nadzieję i podkreślają, a nie deprecjonują funkcję rodziny. W głośnym już i nagrodzonym w Montrealu filmie „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy bohater zdiagnozowany przez lekarzy jako upośledzony umysłowo znajduje oparcie w kochającej rodzinie, która otacza go troską i czułością. Chociaż ojciec i matka nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, co czuje i czego pragnie Mateusz, nie poddają się. Wierzą, że chłopak, a później dorosły już mężczyzna czuje i myśli, że nie jest rośliną, jak stwierdza na początku filmu lekarka. Pieprzycy udało się wbrew tematowi nakręcić film pełen energii, w którym nie brakuje momentów dramatycznych, ale także zabawnych. To film o sile ducha i możliwościach wyjściach poza wydawałoby się nieprzekraczalne granice.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama