Bardzo silny wróbelek

Choć jej życie wydawać się może jednym wielkim pasmem cierpień, miała w sobie tyle siły, by swoim śpiewem nieść nadzieję innym. 50 lat temu zmarła Édith Piaf.

Zbyt szybko dojrzała

Nim jednak stanęła na prawdziwej scenie, występowała na ulicy, w spektaklach przygotowywanych przez jej własnego ojca. Występy zaczęły się, gdy dziewczynka miała dziewięć lat, i trwały pół dekady. Od ojca nie zaznała czułości, Louis nie troszczył się też o jej wychowanie ani nawet o higienę. Kiedy wpływy z tego przedsięwzięcia nie były dość wysokie, na Édith spadały policzki i ciosy. „Zbyt szybko dojrzała, kiwająca się na swych chudych nogach w rytm refrenów, z twarzą, w której widać tylko wielkie, smutne oczy. Édith już teraz wzbudza niespokojne uczucia. (…) nauczyła się wybierać spośród przechodniów jednego mężczyznę i patrzeć mu w oczy tak, żeby myślał, że to wyłącznie dla niego śpiewa” – piszą o niej Philippe Crocq i Jean Mareska. W końcu ucieka od ojca, jego pijaństwa, od lubieżnych spojrzeń nieznanych mężczyzn. Jest kelnerką, sprzedawczynią, gra na bandżo w ulicznym trio. W wieku siedemnastu lat zachodzi w ciążę z pracującym w budownictwie Louisem Dupontem. Nie był to udany związek. On ją bił, ona – z zemsty – go zdradzała. Jej jedyna córka umarła w wieku dwóch lat. Mimo niepowodzeń w życiu prywatnym Édith, jej artystyczna kariera zaczyna się rozwijać. W 1935 roku odkrywa ją impresario Louis Leplée. W kabarecie „Le Gerny’s” przy Champs-Élysées młoda pieśniarka występuje jako „La Môme Piaf” (mały wróbelek). Rok później ma już za sobą pierwsze nagranie dla wytwórni Polydor. Słuchacze pokochali jej chropowaty i niski głos, który wydawał się nieprzystający do tej drobnej, mierzącej zaledwie 147 cm postaci. Operowała nim jednak z niespotykaną ekspresją. Dlatego najlepsi autorzy pisali piosenki specjalnie dla niej. „Milord”, „Non, je ne regrette rien”, „La vie en rose”, „L’hymne à l’amour” czy „Padam... Padam...” – to tylko niektóre z jej wielkich przebojów.

Nie trać w Bogu nadziei

Legendę tworzyły także jej nieudane romanse. Szukała prawdziwej miłości, ale – jak wyznała – nigdy jej nie znalazła. Pierwsze małżeństwo z Jacquesem Pillsem przetrwało zaledwie cztery lata. Dopiero drugi mąż, młodszy od niej o 21 lat Theophanis Lamboukas, okazał się prawdziwym przyjacielem, który troskliwie opiekował się nią do końca. Wzięła z nim ślub w Kościele prawosławnym na rok przed własną śmiercią, chcąc pomóc mu u progu piosenkarskiej kariery. Wcześniej pomagała zresztą wielu młodym piosenkarzom – to m.in. dzięki niej wypłynęły takie sceniczne osobowości jak Yves Montand (z którym miała romans), Gilbert Bécaud czy Charles Aznavour. Mimo doznanych krzywd nigdy nie zapomniała też o swoich rodzicach, których wspierała finansowo do końca ich życia. Jej piosenki poruszają do dziś, bo wkładała w nie całą siebie. Słychać w nich dramat kogoś, kto gorąco pragnie miłości, a jednocześnie toczy wewnętrzną walkę. Édith po dziesięciu latach straszliwych zmagań udało się wyjść z alkoholizmu. Przeszła też cztery mordercze, wielotygodniowe odwyki od narkotyków. Dwa wypadki samochodowe, które przeżyła w 1951 roku, spowodowały jej uzależnienie od środków przeciwbólowych. Ratowała się nimi, bo inaczej ból nie pozwoliłby jej śpiewać. Mimo to najbliżsi zapamiętali ją jako osobę niezwykle pogodną, skorą do zabawy i żartów. Zawsze podkreślała: „Nie trać w Bogu nadziei. Zaczynaj od początku”. Choć jej życie wydawać się może jednym wielkim pasmem cierpień, miała w sobie tyle siły, by swoim śpiewem nieść nadzieję innym.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama