Bardzo silny wróbelek

Choć jej życie wydawać się może jednym wielkim pasmem cierpień, miała w sobie tyle siły, by swoim śpiewem nieść nadzieję innym. 50 lat temu zmarła Édith Piaf.

Czy Pani nie zwątpiła w Boga? Po tylu nieszczęściach, które na Panią zesłał? – docieka dziennikarz. – Ależ proszę Pana, jak Pan może tak powiedzieć? – odpowiada Édith, a na jej twarzy wyraźnie widać zmartwienie. – Przecież Pan Bóg nieszczęść nie zsyła. To jest sama Miłość! Jakże Miłość mogłaby zesłać nieszczęścia? Proszę Pana, to, co Bóg na mnie zesłał, a Pan nazwał nieszczęściem, jest dla mnie największym skarbem. I tylko to zabiorę ze sobą do nieba.

Urodzona na chodniku

To był ostatni wywiad, jakiego udzieliła. Niedługo potem, 10 października 1963 r., zmarła na raka wątroby. Na pogrzeb przyszło 40 tysięcy ludzi. Do dziś na jej grobie na paryskim Père Lachaise składane są kwiaty. Édith Giovanna Gassion, bo tak brzmiało jej prawdziwe nazwisko, stała się dla wielu artystów niedoścignionym wzorem, bo osobisty dramat umiała przekuć w prawdziwą sztukę. Miała trudne życie. „Ona nie urodziła się jak wszyscy” – mawiał jej ojciec Louis Gassion. Legenda głosi, że narodziny miały miejsce na chodniku przy rue de Belleville, ale biografowie pieśniarki biorą też pod uwagę inną interpretację tych słów. Być może pan Gassion chciał po prostu podkreślić fakt, że Édith przyszła na świat „w rodzinie, w której babka jest treserką pcheł, ojciec artystą jarmarcznym, matka zaś uliczną piosenkarką”. „Jedno jest pewne, ci ludzie pili do dna!” – podsumowują Philippe Crocq i Jean Mareska, autorzy książki „Niczego nie żałuję. Życie Édith Piaf”. Dalej było jeszcze bardziej dramatycznie. Matka porzuciła dziewczynkę, zostawiając ją pod opieką babki. Édith żyje odtąd w brudzie i ubóstwie, a do snu raczona jest winem. Kiedy Louis Gassion, walczący na froncie, przyjeżdża na przepustkę, mała jest tak brudna, że ojciec z trudem ją rozpoznaje. Gassion zabiera wówczas Édith do swojej matki. Problem w tym, że jest ona kucharką w jednym z normandzkich domów publicznych...

Święta i grzesznica

Biografowie dość łagodnie przedstawiają ten okres w życiu Édith Piaf. Miała być „maskotką” placówki, obdarzaną czułością przez jej pracownice. Trudno jednak uwierzyć, by doświadczenia z tamtego czasu i sam fakt, że wychowywały ją prostytutki, nie pozostały bez konsekwencji w jej późniejszym życiu. Dzieciństwo Édith naznaczone było jeszcze jednym trudnym doświadczeniem. Lata spędzone w nędzy zaowocowały zapaleniem rogówki, które mogło doprowadzić do całkowitej ślepoty. Uzdrowienie z tej choroby niektórzy przypisują po prostu działaniu lekarza. Inni jednak dostrzegają w tym zdarzeniu cud. Dziewczynka odzyskała bowiem wzrok po tym, jak babcia zawiozła ją do grobu świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Édith modliła się tam słowami: „Będziemy jeszcze na siebie patrzyły”. Wkrótce po powrocie z pielgrzymki Édith mogła już uczęszczać do podstawówki. Wdzięczność do świętej pozostała w sercu artystki do końca życia. Wielokrotnie odwiedzała Lisieux. Nigdy nie rozstawała się z fotografią Małej Tereski, a na koncerty woziła mały kuferek z jej relikwiami. Stawiała go pod kurtyną i mówiła: „Tereso, pilnuj mnie, ja dla Ciebie śpiewam!”. Potwierdzenie tego faktu znajdujemy w książce „Święta i grzesznica”, której współautorem jest Hugues Vassal – przyjaciel i akredytowany fotograf Édith Piaf podczas ostatnich sześciu lat jej życia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg