Tajemnice z baniek na mleko

Nikt nie przypuszczał, że tajne akta sowieckiego wywiadu mają swoje kopie, ukryte w bańkach na mleko i zakopane na daczy pod Moskwą.

Może filiżankę herbaty?

Na młodej urzędniczce brytyjskiej ambasady w Rydze, odpowiadającej za sprawy wizowe, Rosjanin, który zasiadł przy jej biurku w marcu 1992 r., chyba nie zrobił specjalnego wrażenia. Starszy nieogolony pan, w kiepskim, tandetnym swetrze, taszczący mocno podniszczoną walizkę, nie wyglądał na powiernika sekretów, które mogły wstrząsnąć światem. Gdyby postąpiła jak urzędnik w ambasadzie USA w Tallinie, gdzie Mitrochin zjawił się wcześniej i został odprawiony z kwitkiem, jego historia mogłaby nie mieć szczęśliwego zakończenia. Przez grzeczność pozwoliła mu dalej mówić. Po chwili Mitrochin zaproponował jej, aby rzuciła okiem na niektóre z przywiezionych przez niego rękopisów. Leżały na dnie walizki, między pieczywem, kiełbasą i wódką, standardowym wyposażeniem sowieckiego człowieka, wybierającego się w długą podróż. Rzut oka na zapiski upewnił urzędniczkę, że jej rozmówca nie jest szaleńcem czy prowokatorem, ale człowiekiem, który rzeczywiście mógł mieć dostęp do akt sowieckiego wywiadu. Zaproponowała mu filiżankę herbaty, a sama poszła z dokumentami do kolegi, o którym wszyscy wiedzieli, że pracuje na podwójnym etacie. Jego opinia była jednoznaczna: skromny emeryt przyniósł dokumentację, o jakiej nikomu się nie śniło. Kolejne spotkania odbywały się nadal w Rydze, tym razem z udziałem funkcjonariuszy brytyjskiego wywiadu. Nie znamy okoliczności, w jakich materiał z daczy Mitrochina trafił do Londynu, ale udało się wywieźć wszystko, czyli, jak się szacuje, ok. 25 tys. stron rękopisów i maszynopisów. 7 listopada 1992 r. Brytyjczycy wywieźli na wyspy Mitrochina i jego rodzinę. Rosyjskie służby specjalne były w tym czasie w kompletnej rozsypce. O ich tajemnicach i sekretach nieomal codziennie pisały gazety, a wielu zachodnich dyplomatów, za stosunkowo skromną opłatą, otrzymywało dostęp do materiałów, na których ciągle widniał napis „Ściśle tajne”. W tej atmosferze w Moskwie nikt się nie przejmował niezbyt legalnym wyjazdem z kraju byłego archiwisty. Tym bardziej że Brytyjczycy bardzo długo całą operację trzymali w ścisłej tajemnicy.

Największy skarb

O tym, co zawiera „archiwum Mitrochina”, świat dowiedział się dopiero w 1999 r., kiedy na podstawie jego dokumentacji opublikowana została książka pt. „Archiwum Mitrochina. KGB w Europie i na Zachodzie”. Jej głównym autorem był wybitny brytyjski specjalista od służb specjalnych, prof. Christopher Andrew z Uniwersytetu Cambridge. Wcześniej dokumenty analizowali funkcjonariusze wywiadów brytyjskiego oraz amerykańskiego. Kilka lat później ukazał się drugi tom pt. „Archiwum Mitrochina. KGB i świat”. Dla każdego interesującego się historią XX wieku jest oczywiste, że przepisane przez Mitrochina dokumenty są jednym z najważniejszych źródeł dla zrozumienia istoty i funkcjonowania sowieckiego imperializmu. Mitrochin miał dostęp nie tylko do dokumentacji wielu operacji wywiadowczych, ale dotarł do samego jądra tajnych operacji, czyli dokumentacji Zarządu „S”, prowadzącego tzw. nielegałów. Chodziło o prawdziwą tożsamość ludzi przerzucanych z fałszywymi biografiami na Zachód, gdzie wtapiali się w miejscowe społeczeństwo, aby w pewnym momencie podejmować działania wywiadowcze. Bez nich Związek Sowiecki nie zdobyłby tajemnic broni atomowej oraz nie poznał wielu sekretów NATO. Dokumenty Mitrochina kompromitowały sporą część zachodnich elit, polityków, dziennikarzy, naukowców, działaczy związkowych oraz członków organizacji pacyfistycznych, którzy okazali się po prostu płatną sowiecką agenturą, a w najlepszym dla nich wypadku bezmyślnymi idealistami, sprytnie manipulowanymi przez sowiecki wywiad.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg