Polski Wallenberg

Kiedy w roku 1990 w Jerozolimie uhonorowano Henryka Sławika tytułem i medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, w polskich mediach tego wydarzenia nie zauważono.

Henryka Sławika i jego przyjaciela Józsefa Antalla, bohaterów dokumentu „Życie na krawędzi” Grzegorza Łubczyka, dzięki rewelacyjnym materiałom filmowym, odkrytym w węgierskich archiwach, możemy obejrzeć na ekranie. Podobnie jak szwedzki dyplomata Raoul Wallenberg, Sławik działał na Węgrzech, ratując życie wielu Żydom. Wallenberga zna cały świat. O Sławiku do niedawna słyszeli tylko nieliczni.

Lista Sławika

– A przecież lista Sławika jest cztery razy dłuższa niż Schindlera – mówi Grzegorz Łubczyk, reżyser „Życia na krawędzi”. Bez przesady można powiedzieć, że Łubczyk, dziennikarz i były ambasador Polski na Węgrzech, zrobił dla Sławika tyle, co Spielberg dla Schindlera. Jeszcze na początku XXI wieku nazwisko i czyny Henryka Sławika znane były tylko garstce wtajemniczonych. Henryk Łubczyk sprawą polskiego uchodźstwa na Węgrzech zainteresował się w latach 70. ub. wieku. – Tak się złożyło, że mój teść, żołnierz września, znalazł się na Węgrzech i dzięki pomocy Węgrów przeżył tam całą wojnę. Będąc korespondentem różnych gazet, wielokrotnie pisałem o polskich uchodźcach na Węgrzech. Czasem w tych korespondencjach pojawiało się nazwisko Sławik, ale w kontekście pomocy polskim uchodźcom. Natomiast kwestia ratowania Żydów była w tych latach pewnym tabu – wyjaśnia reżyser „Życia na krawędzi”. Przełomem w odkrywaniu historii polskiego Wallenberga okazało się pewne spotkanie w Warszawie w 2001 roku. – Pan Bóg sprawił, że znalazłem się na spotkaniu z Henrykiem Zimmermanem.

Był to polski Żyd, który w czasie okupacji znalazł się najpierw w krakowskim getcie, później w obozie pracy w Bieżanowie, skąd udało mu się uciec w 1943 roku. Polscy kurierzy przeprowadzili go na Węgry – wspomina Grzegorz Łubczyk. – Zimmerman od jesieni 1943 roku do marca 1944 był prawą ręką Sławika w sprawie ratowania Żydów. Kiedy przyjechał do Warszawy, miał już prawie 90 lat. To było po Jedwabnem i wiadomo, jak wówczas mówiono o Polakach. A on powiedział, że nikomu nie oddał polskiego paszportu. „Ja się czuję Polakiem. Tak źle o nas mówią, a mamy przecież polskiego Wallenberga. Nie znacie? Nie wiecie? Henryk Sławik”. To nazwisko nikogo z nas nie zaskoczyło. Wiedzieliśmy, że był prezesem Komitetu Obywatelskiego Opieki nad Uchodźcami Polskimi na Węgrzech, będącego agendą Rządu RP, i niezwykle sprawnym organizatorem. Ale Zimmerman zaczął opowiadać o tym, jak Sławik ratował Żydów. To, co opowiadał, wydawało się niewiarygodne.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg