Muzyka jest z miłości

Sztuce przestaje smakować piękno; pragnie ona ostrzejszych smaków: prowokacji, transgresji, flirtu ze złem.

Smutek jest ich znakiem rozpoznawczym. One, najdalej wysunięte przyczółki (po)nowoczesności, noszą jego ciemne znamię. A jest on jedynie czubkiem lodowej góry, której na imię rozpacz. To opowieścią o nich – o smutku i rozpaczy – są dziś hojnie nagradzane filmy i najświetniejsza, przesmutna literatura naszego czasu, także muzyka: pop i „poważna”, awangardowa zwłaszcza. „Poznacie ich po ich owocach”, mówił Jezus. Erozja wiary niechybnie prowadzi do utraty nadziei na miłość; do paraliżu ich obu. Do rozpaczy.

Według św. Tomasza, przyczyną rozpaczy jest acedia – metafizyczne lenistwo, tożsame ze „smutkiem tego świata”, smutkiem, który, zdaniem św. Pawła, „sprawia śmierć” (2 Kor 7,10), zabija. Czym jest „smutek tego świata?”. Tym, co czeka człowieka „na końcu”, to znaczy tam, gdzie obietnice nieograniczonej wolności zostały „do końca” sprawdzone i przetestowane na człowieku. Oto dlaczego milknie śpiew, oto dlaczego tak wielka i tak czarna dziura po wielkiej sztuce: bo umiera nadzieja na miłość. Oto sepsa niszcząca od wewnątrz współczesną kulturę.

„Smutek tego świata” wiąże się z utratą smaku duchowego, smaku życia, zabijanego trucizną – miksturą goryczy, okrucieństwa (leniwego okrucieństwa drapieżnika) i cynizmu. Podsyca acedię fałszywa pokora: Bóg nie może być ani blisko, ani miłosierdziem i wszechmocą, a sam człowiek uważa się za wroga wszelkich stworzeń… Wolno go, kalekiego, abortować, a zarazem trzeba ocalić rzadki gatunek komara nad Amazonką.

Człowiekowi grozi jedno tylko prawdziwe niebezpieczeństwo: utrata poczucia sensu, projektu i celu życia. Czyli utrata Boga. Każdy fałsz w tej Sprawie pozostawia w duchowym organizmie pierwiastek wewnętrznego zatrucia. Wydaje się ono początkowo nieszkodliwe, aż do momentu, gdy stanie się czymś na kształt sepsy. Organizm ludzki tak reaguje na zakażenie: gnije krew – tak o sepsis pisał wielki Awicenna – aż w rozpacz, aż w śmierć.

• • •

Nadzieja w pięknie, w pięknie muzyki.

Ale właśnie piękno nie jest dziś bezpieczne; może zresztą nigdy bezpieczne nie było. Oto dwa główne czyhające nań niebezpieczeństwa.

Pierwsze polega na deprecjacji piękna. Pogarda i lekceważenie piękna płynie dziś ze strony technokratycznej i biurokratycznej, stalowo zimnej. Niebezpieczeństwo tego typu myślenia i postawy (nieufnej wobec kategorii piękna, niedoceniającej epistemologicznej potencji tego, co „nieuchwytne” technicznie w muzyce czy poezji) polega głównie na tym, że „po cichu” (nieświadomie?) wspierają one tendencje nieludzkie w myśleniu i postrzeganiu rzeczywistości, przechodząc na antyczłowieczą „stronę maszyny”, odległą od serdeczności, tajemnicy i pełni człowieczeństwa. Rozejście się dróg piękna i techne okazuje się jednym z największych dramatów nowożytności, a ponowne scalenie sztuki i rozumu – najpilniejszym bodaj zadaniem epoki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg