Czyli entuzjastą gatunku nie jestem, ale…
W weekend na naszych kinowych ekranach pojawił się wyreżyserowany przez Macieja Bochniaka film „Disco Polo”. Film jak się patrzy! Pomysłowy, odjechany, wariacki i surrealistyczny.
Czegoś takiego się nie spodziewałem. Idąc w niedzielne popołudnie do kina, obawiałem się, że twórcy zaserwują mi najpewniej powtórkę z przeciętnego „Kochaj i rób co chcesz” z 1997 roku. Historia przecież ta sama: młody zdolny muzyk z prowincji próbuje zrobić karierę w branży disco polo, wdając się przy tym w romans z największą gwiazdą tej sceny.
Historia jak wiadomo lubi się powtarzać. Powtarzają się także historie filmowe. Cała sztuka w tym, by przy kolejnym podejściu do znanego, sfilmowanego już wcześniej tematu, opowiedzieć go inaczej, a najlepiej ciekawiej i niesamowicie(j).
Gliński w „Kochaj i rób co chcesz” postawił na realizm i wyszedł mu zwykły, niczym się niewyróżniający, obyczajowy film. Bochniak wybrał inną drogę. Zdecydował się bowiem na… sen.
Kino jest snem. Hollywood – fabryką snów. Często używa się tych określeń, ale, co ciekawe, filmowi twórcy niezbyt często sięgają po oniryzm (poetykę snu). W genialny sposób wykorzystał ją przed laty Alain Resnais, kręcąc niesamowite „Zeszłego roku w Marienbadzie”. Jednym, wielkim, przedziwnym snem był „Zawrót głowy” Hitchcocka. Podobnie „Rękopis znaleziony w Saragossie” Wojciecha Hasa. Tym większe moje zdumienie, że twórcy „Disco Polo” sięgnęli po taką konwencję i na dodatek zrobili to z powodzeniem!
W tym filmie wszystko jest możliwe. Polska prowincja przypomina westernową pustynię, bohaterowie spotykają postacie z filmów Hanekego, braci Coen, Felliniego, czy Spielberga, czas można cofnąć, a ekskluzywny jacht płynie przez piaski Sahary.
Rozdziawiona gęba i oczy szeroko otwarte. Niedowierzanie, zaskoczenie, zdumienie i wielka kinofilska frajda.
Świadomość kina Maciej Bochniak i Mateusz Kościukiewicz (gwiazdor i współscenarzysta tego filmu) mają niesamowitą. Potrafią się bawić konwencjami, dowolnie nimi żonglować, a przy tym stworzyć widowisko, jakiego od czasu surrealistycznego „Upału” Kazimierza Kutza w polskim kinie nie było.
„Disco Polo” jest odjechane niczym „Grand Budapest Hotel” Wesa Andersona! Kto by pomyślał, że kiedykolwiek napiszę coś takiego… :)
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Loteria "Picasso za 100 euro", organizowana od 2013 roku, odbyła się po raz trzeci.
Od wczesnej młodości miewał objawienia religijne. Nowa książka "Gogol. Zagadka".
120 tys. zł na naprawę Kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Kaliszu.
W dniach 16–19 kwietnia w Warszawie odbędą̨ się̨ 31. Targi Wydawców Katolickich.
Odznaczona Orderem Orla Białego, tytułem Sprawiedliwy wśród narodów świata...