W odległej galaktyce

„Gwiezdne wojny. Przebudzenie mocy” J.J. Abramsa wracają do korzeni, czyli do pierwszego filmu cyklu, reżyserowanego osobiście przez George’a Lucasa.

Podobnie jak w „Gwiezdnych wojnach” z 1977 roku, grafika komputerowa jest tu tylko niezbędnym uzupełnieniem. A przecież to dzięki Lucasowi możemy teraz na ekranie oglądać sceny wcześniej w kinie niewyobrażalne. To dzięki niemu, jego pomysłom i zespołowi otaczających go współpracowników najbardziej wymyślne efekty specjalne z czasem stały się codziennością kina. Niestety, czasem okazują się nawet ważniejsze od scenariusza i samej akcji.

Powrót do przeszłości

Po sukcesie „Gwiezdnych wojen” Hollywood doszło do wniosku, że gwarancją powodzenia filmu są efekty specjalne, a producenci zlecali zajmującym się ich realizacją firmom, by wymyślali efekty pod scenariusz. Skutki były czasem katastrofalne, a z ekranu wiało nudą, bo jak długo można utrzymać uwagę widza, zmuszając go do oglądania na ekranie najbardziej nawet wymyślnych komputerowych fajerwerków.

Chociaż George Lucas dał wolną rękę Abramsowi, reżyserowi najnowszego epizodu sagi, czujemy w nim ducha twórcy galaktycznego imperium. Nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to swoisty powrót do przeszłości, a ci wszyscy, którzy przed ponad 30 lat z zapartym tchem śledzili perypetie Hana Solo, Luke’a Skywalkera i księżniczki Lei, nie zawiodą się i teraz. Wielu z widzów z pewnością poszło na film z sentymentu, by spotkać się z bohaterami swojej młodości.

Z kolei dla młodszych widzów, nawet tych, którzy do tej pory nie oglądali wszystkich części cyklu, „Gwiezdne wojny” funkcjonują jako stale obecny i do tego znakomicie się sprzedający element współczesnej popkultury. W filmie Abramsa najważniejszy okazał się scenariusz i bohaterowie, chociaż nie brakuje tu oczywiście także fantastycznie nakręconych scen z wykorzystaniem efektów specjalnych. Jednak to, co najważniejsze, rozgrywa się nie w czasie kosmicznych rejsów i pojedynków na galaktyczną skalę, ale na pokładach statków i twardym gruncie odwiedzanych przez bohaterów planet.

Liczą się przede wszystkim emocje i relacje między bohaterami, które dla widza stają się czytelne w miarę upływu akcji. „Przebudzenie mocy” rozpoczyna się od tajemniczego zniknięcia Luke’a Skywalkera. Nie wiemy, dlaczego i gdzie odszedł, nie wiedzą tego także jego przyjaciele i przeciwnicy. Do tych ostatnich należy złowroga organizacja Najwyższy Porządek, która 30 lat po bitwie o Endor, gdzie unicestwione zostało Imperium, usiłuje zniszczyć Republikę i za wszelką cenę dostać w swoje ręce Skywalkera, najpotężniejszego obecnie Jedi. Siostra Luke’a, generał Leia Organa, która kieruje tzw. Ruchem Oporu, chce za wszelką cenę go odszukać, by zapewnić sobie jego pomoc w walce z siłami Nowego Porządku. W tym celu wysyła swego najlepszego pilota na planetę Jakku, gdzie znaleziono wskazówki dotyczące miejsca pobytu Skywalkera. To punkt wyjścia filmu, w którym nie brakuje niespodzianek. Znajdziemy tu także wiele elementów charakterystycznego dla całej sagi humoru.

Dawno, dawno temu

Sformułowania „Niech moc będzie z tobą” czy „Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…” znalazły się w każdym filmie cyklu. Nawet ci, którzy nigdy nie oglądali żadnej części filmowej sagi, mogą cytować z pamięci pojawiające się w niej słowa i zwroty. Jej bohaterowie należą dzisiaj do najbardziej rozpoznawalnych postaci współczesnej popkultury. A przecież przedsięwzięciu Lucasa, które powstawało w bólach, wszyscy przepowiadali klęskę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg