Śląska niepamięć

O historii nie rozmawialiśmy. Ojciec nie opowiadał, ja nie pytałem. Jerzy Markowski, górnik, minister i senator z list SLD, opowiada o tym, dlaczego rozmowa o przeszłości tak często na Śląsku była tematem tabu.

Przez wiele lat pracował w górnictwie, także jako ratownik. Jako minister odpowiadał za restrukturyzację górnictwa. Udało mu się dokończyć budowę kopalni „Budryk”, jedynej oddanej do użytku w III Rzeczypospolitej. Dzisiaj jest poza polityką, prowadzi własną firmę, która ma siedzibę w Lipinach, nieopodal terenów, gdzie kiedyś była kopalnia „Matylda”. Jako ekspert pracuje m.in. w Indiach, gdzie górnictwo rozwija się błyskawicznie. Rozmawiamy o jego ojcu, którego niezwykła historia może być przyczynkiem do zagmatwanych dziejów Śląska w poprzednim stuleciu.

– Staję się starszy, a wtedy potrzeba odkrycia własnych korzeni jest coraz ważniejsza. Dlatego zacząłem wracać do przeszłości. Mam do siebie pretensje, że kiedy rodzice żyli, nie rozmawiałem z nimi o ich wyborach z przeszłości. Nie było czasu, aby wspominać okres przedwojenny, wojnę i czasy po 1945 roku. Ale oni także za bardzo nie chcieli o tym rozmawiać. Dlatego na wiele pytań nie znam odpowiedzi. Ojciec Jerzego Markowskiego nazywał się Eryk Steuer. Pochodził ze Śląska Opolskiego, z okolic Prudnika. Rodzina była zaangażowana w polską akcję plebiscytową i jak wiele innych po podziale Górnego Śląska w 1921 r. musiała opuścić teren, który przyznano Niemcom.

Steuerowie zamieszkali w Bielszowicach, (dzisiaj to dzielnica Rudy Śląskiej). W 1938 r. Eryk ukończył w Przemyślu szkołę podoficerską w 22. pułku artylerii lekkiej w randze bombardiera. Nie został jednak w wojsku. W marcu 1939 r. przyjęto go jako szeregowego do służby w Policji Województwa Śląskiego. Podobnie jak wszyscy jego koledzy został we wrześniu 1939 r. ewakuowany z terenów Śląska. Nie wiadomo, jak wyglądała jego droga na Wschód. Markowski zapamiętał jedynie, jak ojciec wspominał, że znalazł się w końcu we Lwowie, gdzie zastała ich agresja Związku Sowieckiego. Wiadomo, że policjanci brali udział w obronie miasta, które 22 września zostało poddane Armii Czerwonej. – Ojciec później wspominał – mówi Markowski – że zgromadzono ich na jednym z lwowskich stadionów, skąd już jako jeńcy Armii Czerwonej pojechali dalej na Wschód.

W przedsionku do śmierci

Najpierw trafili do obozu przejściowego, a w październiku znalazł się w pobliżu Ostaszkowa. Tam w zabudowaniach byłego prawosławnego klasztoru na wyspie Stołbnyj na jeziorze Seliger powstał największy z obozów dla polskich jeńców wojennych. Od listopada 1939 r. osadzono w nim 8397 jeńców. Gdy wiosną 1940 r. rozpoczęła się jego likwidacja, przebywało tam ok. 6570 osób. Znaczną część z uwięzionych stanowili funkcjonariusze Policji Państwowej i Policji Województwa Śląskiego, Żandarmerii Wojskowej, Straży Granicznej, Straży Więziennej i wymiaru sprawiedliwości II RP, a także żołnierze Korpusu Ochrony Pogranicza oraz Wywiadu i Kontrwywiadu. Większość z tych, którzy trafili do Ostaszkowa, do domów nie wróciła. Zostali zamordowani wiosną 1940 r. na mocy zbrodniczej decyzji sowieckiego kierownictwa z 4 marca 1940 r., podobnie jak jeńcy z obozów w Kozielsku i Starobielsku. Dlaczego Erykowi Stuerowi udało się przeżyć, pytam prof. Wojciecha Materskiego, najlepszego w Polsce znawcę problematyki zbrodni katyńskiej, współautora głównej edycji źródeł na ten temat.

– Nie ma w tym nic nadzwyczajnego – przekonuje profesor. – Uratowanych w ten sposób było wielu, bo od 24 października do 23 listopada 1939 r. Sowieci z Niemcami dokonali wymiany jeńców według przynależności terytorialnej. Sowieci przekazali do III Rzeszy ponad 42 tys. jeńców, pochodzących z centralnych i zachodnich rejonów Polski. Wśród nich mógł być pan Steuer – wyjaśnia. Dlaczego jednak nie zwolniono pozostałych śląskich policjantów uwięzionych w Ostaszkowie? – Kryterium było polityczne – tłumaczy prof. Materski. – Sowieci bez względu na pochodzenie zatrzymali u siebie wszystkich oficerów i funkcjonariuszy policji, których uznali za część aparatu represji II Rzeczypospolitej. Skoro pan Steuer służył w policji od marca 1939 r., z pewnością nie osiągnął wyższego stopnia, a więc jako szeregowiec został zakwalifikowany do przekazania Niemcom – dodaje.

W Ostaszkowie przebywał prawdopodobnie tylko przez krótki czas, dlatego ocalał. Ci, których nie wymieniono, leżą dzisiaj w dołach śmierci w Miednoje pod Twerem. Zostali zamordowani przez majora NKWD Wasilija Błochina i jego komando w połowie kwietnia 1940 r., w gmachu NKWD w Kalininie (dzisiaj Twer). – Ojciec zmarł w 1990 roku. O tym, że siedział w Ostaszkowie, po raz pierwszy wspomniał w latach 80. ub. wieku. Wtedy oficjalnie zaczęło się mówić o Katyniu i miejscach zagłady polskich jeńców w Związku Sowieckim – wspomina Markowski. – Jak blisko był śmierci, uświadomiłem sobie, już kiedy umarł. Gdy w katedrze katowickiej zawisła tablica poświęcona śląskim policjantom, którzy trafili do Ostaszkowa i spoczywają obecnie w Miednoje. Ojciec mógł być wśród nich, pomyślałem wtedy – dodaje. Prawdopodobnie zimą 1939 r. Eryk Steuer przez Czechy wrócił do domu, gdzie został przez Niemców zatrzymany i wysłany do obozu jenieckiego.

Łambinowice razy dwa

Trafił do stalagu w Lamsdorfie (dzisiaj Łambinowice). Był to duży obóz dla jeńców wojennych zorganizowany na obszarze byłego poligonu, gdzie przetrzymywano jeńców już w czasie I wojny światowej. We wrześniu 1939 r. w Lamsdorfie powstał Stalag VIII B. Umieszczono tam wielu polskich jeńców, głównie wziętych do niewoli w bitwie nad Bzurą. Steuer nie przebywał tam długo, został wypuszczony w połowie 1940 roku. Powrócił do Bielszowic i podjął pracę w miejscowej kopalni. Pracował na dole jako wozak, czyli obsługiwał wózki z urobkiem. W styczniu 1945 r. na Górny Śląsk wkroczyła Armia Czerwona, wypierając Wehrmacht na zachód. Miesiąc później zaczęły się masowe deportacje Ślązaków do Związku Sowieckiego. Wywożono bardzo często górników, którzy później pracowali w kopalniach Donbasu albo w innych ośrodkach przemysłowych.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama