Bez ostatniego słowa

Dokładnie 15 lat temu samoloty uprowadzone przez terrorystów uderzyły w nowojorskie wieże World Trade Center. Jak zareagowała
na to wydarzenie
polska poezja?

Tuż po ataku na łamach „New Yorkera” ukazał się wiersz Adama Zagajewskiego „Spróbuj opiewać okaleczony świat”. Wśród nowojorczyków zdobył on niezwykłą popularność – kolportowali go wśród przyjaciół i naklejali na samochody. Nie był jednak napisany specjalnie na tę okoliczność. Znalazł się w numerze, bo w USA przygotowywano właśnie wydanie wierszy wybranych Zagajewskiego. Osoba prowadząca dział poezji dostała szczotki książki w momencie, kiedy przygotowywano ów historyczny numer „New Yorkera”, z zarysem dwóch wież na okładce. „Doszła do wniosku, że to jest wiersz, który wytrzyma napięcie żałoby” – wspomina autor w jednym z wywiadów.

Spróbuj opiewać

Okazało się, że w obliczu tragedii tylko poezja ma słowa, które mogą nieść ukojenie. I nie ma to nic wspólnego z łatwym pocieszeniem. W tekście, w którym przeważają jasne i czyste obrazy, niosące pozytywne skojarzenia (krople wina, jachty i okręty, delikatne światło), słowa „Spróbuj opiewać okaleczony świat”, przetwarzane na różne sposoby, powracają jak refren, przypominając o tym, że ów świat ma i ciemną stronę:

Musisz opiewać okaleczony świat. Patrzyłeś na eleganckie jachty i okręty; jeden z nich miał przed sobą długą podróż, na inny czekała tylko słona nicość. Widziałeś uchodźców, którzy szli donikąd, słyszałeś oprawców, którzy radośnie śpiewali. Powinieneś opiewać okaleczony świat.

W „opiewaniu okaleczonego świata” nie chodzi więc o redukcję tego, co boli, lecz raczej o mężne trwanie po stronie dobra – mimo wszystko. Znamienne, że wspomniany wiersz nie mówi nam wprost, na czym owo okaleczenie ma polegać. Otrzymujemy wprawdzie pewne sygnały we fragmencie o „uchodźcach” i „oprawcach”, jednak istotną rolę w odbiorze tekstu odgrywa niedopowiedzenie – rodzaj tabu, którego używamy, mówiąc o czyimś dramacie.

Jeszcze całość

Balansowanie między nazwaniem rzeczy po imieniu a ciszą, która jest wyrazem pokory wobec tajemnicy, stało się istotą poezji inspirowanej wydarzeniami z 11 września 2001 r. W polskiej literaturze najciekawsze z tych wierszy stworzyły kobiety. Do najbardziej przejmujących należy np. ten napisany przez Wisławę Szymborską. „Fotografia z 11 września” przywołuje prasowe obrazy, na których uwiecznione zostały sylwetki ludzi z płonącego wieżowca. Spośród dostępnych zapisów dramatu poetka wybiera jako temat właśnie fotografię ze względu na jej specyficzną zdolność zatrzymywania czasu:

Fotografia powstrzymała ich przy życiu, a teraz przechowuje nad ziemią ku ziemi. Każdy to jeszcze całość z osobistą twarzą i krwią dobrze ukrytą. Jest dosyć czasu, żeby rozwiały się włosy, a z kieszeni wypadły klucze, drobne pieniądze.

Owo zatrzymanie czasu jest tu czymś więcej niż tylko zapisem chwili. Jak słusznie zauważa na łamach „Pamiętnika Literackiego” Katarzyna Wądolna-Tatar, takiej konstrukcji towarzyszy „złudna nadzieja, że fotografia »zapobiegnie« upadkowi”. Mamy tu do czynienia z paradoksem: z jednej strony poezja „ocala” swoich bohaterów, bo pozwala nam zapamiętać ich „jeszcze” żywymi. Z drugiej – pokazuje naszą bezsilność wobec tragedii, bo czytamy przecież wiersz ze świadomością upadku, który ma nastąpić już za chwilę. Słowa: „Jest dosyć czasu” – stają się w tym kontekście wyjątkowo gorzką ironią. Bezsilność wyraża też zakończenie wiersza:

 

Poetka wie, że swoimi słowami nie przywróci życia bohaterom. Mimo wszystko jednak „nie dodaje ostatniego słowa”, w którym zawiera się śmierć. Tu również mamy do czynienia z owym tabu, które – z szacunku dla zmarłych – każe zatrzymać się w pół zdania.

Precyzyjna biżuteria

Nie zawsze jednak potrafimy być tak dyskretni wobec czyjejś tragedii. Mówi o tym Ewa Lipska w wierszu zatytułowanym po prostu „11 września 2001”:

Poeci wywiadowcy świątobliwi podatnicy pieśniarze jubilerzy ogłaszać będą rysopisy zbrodni. Czasami nawet wiersze. Czasami nawet pieśni. Jubilerzy starannie będą szlifować fakty. Odpowiedni kształt. Odpowiedni połysk. Precyzyjna biżuteria katastrofy. Naturalnie wszyscy poddawać się będą do druku. (...)

To wiersz nie tyle o tragedii, co raczej o tym, jak funkcjonuje ona w masowym obiegu. Gorzką refleksją jest to, że ludzie często wykorzystują czyjś dramat do własnych celów. Ostrze ironii autorka wiersza kieruje także ku sobie, wszak na pierwszym miejscu wyliczanki tych, którzy „ogłaszają rysopisy zbrodni”, znajdują się poeci. Jest coś niestosownego w tym, że tworzy się kunsztowne wiersze („precyzyjna biżuteria katastrofy”) o zamachu, w którym zginęli ludzie – zdaje się mówić Lipska. Może dlatego sama tworzy wiersz niemal beznamiętny, oszczędny w doborze środków literackich, którego związek z konkretnym wydarzeniem sugeruje wyłącznie zawarta w tytule data.

Dwie wieże, dwie bluzki

Wiersz Ewy Lipskiej to rodzaj poetyckiego rachunku sumienia, literatura, która bada własne granice – okazuje się, że milczenie w poezji waży czasem więcej niż słowo. W ten nurt, nazwijmy go etycznym, wpisuje się także – paradoksalnie – tryptyk Barbary Gruszki-Zych, napisany po zamachu z 11 września. Z pozoru wydaje się on pod każdym względem przeciwieństwem skondensowanego utworu Lipskiej. W wierszach „w dzień ataku na World Trade Center”, „kilka godzin później” i „12 września dzień po ataku”, będących swoistym pamiętnikiem tamtych dni, dramat dociera do nas zaledwie w strzępach wypowiedzi spikera w samochodowym radiu albo spada na bohaterów ze „spadzistej ściany/ wznoszącego się naprzeciw telewizora”. Zaś większość obszernego, jakby celowo „przegadanego” lirycznego monologu wypełniają sprawy prywatne, które w zderzeniu z katastrofą wydają się niepokojąco błahe:

i wtedy pomyślałam nie o ludziach którzy zginęli roztrzaskani przez gorący wiatr nisko sunącą chmurę przez inne wystrzelone jak pociski ciała w nagłej lawinie ale o dwóch kupionych dzisiejszego dnia różowych bluzkach dwóch bluzkach leżących ze złożonymi rękawami w ciasnej szufladzie bluzkach w których byś nigdy mnie nie zobaczył gdybym tam była

Właśnie z tego zderzenia, podkreślonego przez zestawienie dwóch wież World Trade Center z dwiema bluzkami, bierze się siła wiersza Gruszki-Zych. Bo przecież mówi do nas osoba świadoma tej niestosowności, która stała się jej udziałem. Dlatego trzykrotnie, w kolejnych wersach, powtarza słowo „bluzkach”, jakby chciała uwypuklić swoje zażenowanie. Jednak to również jest prawda o nas, ludziach – że w obliczu tragedii zwykle nadal żyjemy swoim życiem, często nawet tak, jakby nic się nie stało. Dopiero zapisanie tego w wierszu, niejako obnażenie tej sytuacji, zapisane bez zbędnego, oceniającego komentarza – okazuje się gestem niezgody na własną obojętność. Temu również służy poezja, która – szczególnie w obliczu doniosłych wydarzeń – staje się głosem sumienia. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.