Z ciemności

Po śmierci s. Małgorzaty, bohaterki „Historii Marii”, katolicki magazyn napisał, że „sam fakt jej egzystencji jest dowodem na istnienie Boga”.

Nie byłoby tego filmu, gdyby reżyser Jean-Pierre Améris nie zainteresował się postacią Helen Keller, która mając 19 miesięcy, ciężko zachorowała. Straciła wzrok i słuch, a także umiejętność mówienia. Dzięki ciężkiej pracy nad sobą, niesamowicie inteligentna i zdeterminowana dziewczynka nauczyła się czytać i pisać alfabetem Braille a, potrafiła także odczytywać mowę z ust za pomocą opuszków palców. Zdobyła wykształcenie, napisała kilka książek, angażowała się w wiele inicjatyw społecznych na rzecz głuchoniemych. Stała się przykładem dla wielu innych osób w podobnej sytuacji. To, do czego doszła, zawdzięczała w ogromnej mierze swojej nauczycielce i przyjaciółce Annie Sullivan. W 1962 r. jej losy stały się tematem filmu „Cudotwórczyni” w reżyserii Arthura Penna.

Francuski reżyser Jean-Pierre Améris zbierał właśnie dokumentację na temat Helen Keller, kiedy przez przypadek odkrył podobną historię rozgrywającą się w tym samym mniej więcej czasie. Maria Heurtin, 5 lat młodsza od Helen, urodziła się w 1885 r. w małym miasteczku Vertou w Bretanii. Jako dziecko znajdowała się w o wiele gorszej sytuacji niż słynna Amerykanka. Maria miała ośmioro rodzeństwa, z czego tylko dwie siostry nie były dotknięte upośledzeniem. Pozostałe dzieci urodziły się głuche lub głuchonieme. Rodzice kochali dzieci, ale nie mogli poświęcać im zbyt wiele uwagi ani zapewnić edukacji.

Przez dotyk

Los takich dzieci w tamtych latach nie był łatwy. Tylko nieliczne, najczęściej prowadzone przez Kościół, ośrodki zapewniały im opiekę i wykształcenie, przygotowując do w miarę samodzielnego życia. Zdarzało się, że głuchonieme, niewidzące dzieci uważano za chore psychicznie. I oddawano do zakładów psychiatrycznych. Groziło to również bohaterce filmu Amérisa. Maria Heurtin była głuchoniema i niewidoma od urodzenia, miała ogromne trudności w komunikowaniu się ze światem zewnętrznym. Zachowywała się jak dzikie zwierzątko, które boi się świata, bo nie może go zobaczyć. Reżysera historia dziewczynki z Vertou zainteresowała na tyle, że pojechał do Instytutu Larnaya w Poitiers, dokąd w 1895 r. trafiła Maria.

Katolicki ośrodek został założony w XIX wieku. Początkowo była to mała kongregacja, która na szerszą skalę rozwinęła się dzięki o. Charles Chaubier de Larnay. Swój rodzinny zamek oddał on na potrzeby instytutu dla niewidomych i głuchych. Od tego czasu instytut nieustannie się rozwijał. Pod koniec XIX w. siostry prowadzące go wzięły pod opiekę grupę głuchych i niemych dziewcząt, by zapewnić im edukację, a także nauczyć komunikacji ze światem zewnętrznym za pomocą języka migowego. Instytut zdobył międzynarodowe uznanie po publikacji książki „Dusza w więzieniu” Louisa Arnolda, w której autor przedstawił dokładnie metody stosowane przez s. Małgorzatę w pracy z Marią Heurtin.

– Trudno opisać, jak się czułem, kiedy spotkałem dzieci, które komunikują się tylko przez dotyk. Chciały poznać moje dłonie i twarz, a ja czułem się bezsilny, próbując się z nimi porozumieć – wspominał reżyser swoje spotkanie z dziećmi po przyjeździe do Larnay. – Poznałem ich rodziców, którzy tłumaczyli mi, na czym polega wyzwanie, z którym musieli się zmierzyć. Podobnie jak 100 lat temu ojcu Marii Huertin także im lekarze wmawiali, że dzieci są upośledzone umysłowo i nigdy nie będą w stanie komunikować się ze światem. Ich rozpacz skończyła się w momencie, kiedy spotkali się z nauczycielami z Larnay – dodał.

Jean-Pierre Améris pisał scenariusz „Historii Marii” z myślą o Isabelle Carré w roli s. Małgorzaty, dzięki której Maria Heurtin ostatecznie została przyjęta do ośrodka. Najprawdopodobniej bez jej zaangażowania dziewczyna trafiłaby do szpitala psychiatrycznego. Siostra Małgorzata należała do Zgromadzenia Córek Bożego Miłosierdzia, które zajmowało się takimi dziećmi. Trudno przecenić jej zasługi w pokonywaniu ograniczeń, jakie narzucała im tak głęboka niepełnosprawność. Siostra i jej towarzyszki pomagały im wyjść ze świata ciszy, w którym żyły dotychczas. Po jej śmierci katolicki magazyn „The Sacred Heart Review” napisał, że „sam fakt jej egzystencji jest dowodem na istnienie Boga”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg