Disco polo na salonach

Promując disco polo, TVP przestaje się różnić czymkolwiek od komercyjnych stacji. Zamiast kształtować gusty, ulega guścikom.

Sylwestrowa noc w Telewizji Polskiej. Na scenie króluje Zenon Martyniuk. Z głośników płynie: „Przez twe oczy, te oczy zielone oszalałem”, a siedzący na widowni prezes Jacek Kurski ochoczo przytupuje w takt muzyki i śpiewa wraz z wokalistą. – Tak się cieszę! Wszędzie mówię, że dosyć z tą hipokryzją, z tym udawaniem, że to jest jakiś gorszy gatunek. Absolutnie. Ludzie to kochają i pan zawsze ma otwarte miejsce w Telewizji Polskiej, dopóki ja jestem prezesem – zadeklarował Kurski w rozmowie z Martyniukiem, nagranej przez jeden z portali plotkarskich. A potem panowie jeszcze wspólnie wyśpiewali: „Taką cię wyśniłem, taką ciebie wymarzyłem,/ Moja najpiękniejsza, czy cię spotkam, czy też nie, ooo”. A widz przeciera oczy i uszy: to na tym ma polegać misja TVP?

Dyktatura słupków

Ktoś powie: o co chodzi? Czego tu się czepiać? To przecież sylwester, wszyscy się bawią, nie warto do tego dorabiać ideologii. Biesiadność jest częścią naszego życia, więc pozwólmy sobie na trochę luzu, nawet w telewizji publicznej. Problem jednak w tym, że granice tego luzu coraz bardziej się przesuwają, tak jakby jedynym wyznacznikiem standardów medialnych były słupki oglądalności. Nie wątpię, że jednym z powodów, dla których aż 4,2 mln widzów wznosiło noworoczny toast z Dwójką, był właśnie występ Zenona Martyniuka. Cóż, kasa się zgadza, TVP idzie więc za ciosem, a prezes Kurski spełnia swoją obietnicę: w czerwcu zobaczymy w publicznej telewizji wielką galę „25 lat disco polo w Polsce”. I tak oto TVP przestaje się różnić czymkolwiek od komercyjnych stacji. Zamiast kształtować gusty, ulega guścikom.

Być może Jacek Kurski ciągle ma w pamięci historię z 1995 r., kiedy to Aleksander Kwaśniewski przy wtórze piosenki Top One „Ole, Olek” wygrał wybory. Ale dziś czasy są zupełnie inne, kanałów telewizyjnych grających disco polo mamy całkiem sporo i ciągle powstają nowe. Polo TV jest obecnie liderem (!) oglądalności wśród kanałów muzycznych, a Disco Polo Music znajduje się w tej klasyfikacji na czwartym miejscu. Disco polo króluje także w dużych stacjach radiowych, takich jak VOX FM, czy nawet Radio WAWA, choć w tej drugiej było to jeszcze niedawno nie do pomyślenia. Także inne, niegdyś szanujące się stacje zmieniają swój format w tym kierunku, bo okazuje się, że to zwiększa słuchalność. Znamienna jest historia sprzed kilku lat, kiedy to Radio Plus, zaraz po przeformatowaniu się z łagodnych przebojów na disco (w tym właśnie disco polo), podniosło swoją słuchalność niemal czterokrotnie.

Marzenia polskiego przełomu

Trudna do wytłumaczenia jest nie tyle sama popularność disco polo, ile jej skala. Bo przecież nurt ludyczny, zabawowy, zawsze w polskiej muzyce istniał. Korzeni disco polo należałoby szukać w działalności kapel weselnych i biesiadnych. To właśnie w tej grupie wykonawców dokonała się pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku prawdziwa rewolucja. Coraz bardziej dostępny keyboard wypierał instrumenty akustyczne. Wyposażony w liczne automaty, mógł zastąpić całą orkiestrę, a w dodatku nie wymagał od muzyka dużych umiejętności. Tuż po 1989 r., gdy każdy mógł już nagrać płytę, a kwitnące piractwo wprowadzało ją na bazary w całej Polsce, pojawiła się „muzyka chodnikowa”. Jej niekwestionowanym liderem stał się wspomniany zespół Top One, którego wydawnictwa sprzedawały się w ponadmilionowym nakładzie. Ta grupa miała w repertuarze zarówno własne piosenki, jak i nieśmiertelne szlagiery weselne typu „Biały miś”, „Granica” czy „Złoty krążek”.

Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, bo to właśnie telewizja publiczna zaczęła w 1992 r. transmitować Gale Piosenki Chodnikowej i Popularnej. Sam termin „disco polo” pojawił się nieco później. Nazwę, nawiązującą do stylu italo disco, wymyślił w 1993 r. Sławomir Skręta, szef wytwórni Blue Star. W ciągu sześciu lat istnienia ta firma, założona przez piłkarza z Piastowa, wypuściła na rynek ok. 400 tytułów, które sprzedały się w łącznym nakładzie ponad stu milionów egzemplarzy. Wydawali tu m.in. Shazza, Bayer Full, Milano, Akcent czy Boys – czyli najbardziej wówczas znani wykonawcy nurtu disco polo. Wszystkich można było oglądać w „Disco Relaksie”, który ruszył w Polsacie w połowie lat dziewięćdziesiątych. Trzeba przyznać, że ten program był fenomenem. Wszyscy uśmiechali się ironicznie, słuchając prezentowanych tam piosenek, ale nikt nie zmieniał kanału. Mówiliśmy: „obciach”, bacznie obserwując to, co działo się na ekranie. Nawet jeśli ktoś nie cierpiał takiej muzyki, mógł dostrzec w niej ciekawe zjawisko socjologiczne. Bo ta chałupniczo realizowana muzyka, nieudolnie naśladująca zachodnie produkcje, sporo mówiła o polskich marzeniach w czasie, gdy PRL już się skończył, a „nowe” jeszcze na dobre się nie zaczęło. Klip Shazzy „Bierz, co chcesz”, w którym klient – macho przemienia sprzedawczynię z piekarni w księżniczkę, był dobrym tych marzeń odzwierciedleniem.

Nobilitacja kiczu

O ile jednak popularność disco polo w połowie lat dziewięćdziesiątych można dość łatwo wytłumaczyć względami socjologicznymi, o tyle jego „drugą falę”, która narasta od dobrych kilku lat, zrozumieć znacznie trudniej. Zwłaszcza że zmienił się modelowy odbiorca tego nurtu, dawniej postrzeganego jako muzyka ludzi niewykształconych. Dziś bawią się przy niej także studenci, choć jeszcze piętnaście lat temu byłoby to niemałym obciachem. Co zatem się zmieniło? Może disco polo nam wydoroślało?

Chyba nie za bardzo. Trochę się zmieniło, to fakt. Chwilami zacierają się granice między disco polo a muzyką dance czy pop. Ale choć instrumenty brzmią nowocześniej, a teledyski mają często spory budżet, to istota nurtu pozostała ta sama. Teksty kręcą się najczęściej wokół kobiecego ciała, dobrej zabawy i nieszczęśliwej miłości. A w muzyce... Cóż... Ciągle tych samych kilka akordów serwowanych w kółko przez elektroniczne automaty. I jeszcze ten śpiew – niby męski, ale jakoś tak nieprzesadnie – tak jakby we wszystkich zespołach występował ten sam wokalista.

Więc może po prostu oswoiliśmy się z istnieniem tego nurtu? Dziś mało kogo już dziwi, że po solidnym popowym utworze pojawia się w radiu piosenka zespołu Weekend „Ona tańczy dla mnie”. A może jednak dziwić powinno? Może to brak dobrej edukacji muzycznej jest powodem, że godzimy się na taką nobilitację kiczu? Jeśli tak, to rola mediów jest tu nie do przecenienia. Oczywiście trudno wymagać od wszystkich mediów, by edukowały, ale od telewizji publicznej – trzeba. Niech pokazuje sztukę najlepszego gatunku, którą tak trudno dziś znaleźć na telewizyjnym ekranie. Dosyć z tym podlizywaniem się Polakom, wymagajmy od siebie. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg