Bez państwowego mecenatu

Nowa ewangelizacja, a na tym przecież najbardziej zależy twórcom „Zerwanego kłosa”, może być skuteczna tylko wtedy, kiedy będzie miała szeroki zasięg.

Film „Zerwany kłos” Witolda Ludwiga nie tylko odważnie podejmuje pomijany we współczesnym kinie temat. Daje nadzieję, że doczekamy się wkrótce innych produkcji, które podejmą tematy związane z wiarą. Powstał – podobnie jak kilka innych zrealizowanych ostatnio filmów o tematyce religijnej i historycznej – bez wsparcia państwowego mecenatu.

W rozmowie z „Gościem Niedzielnym” reżyser przyznał, że zanim zrodził się pomysł filmu, niewiele wiedział i o bł. Karolinie, i o filmowym rzemiośle. Jednak miał już za sobą pewne doświadczenia teatralne. Ludwig dorastał w środowisku Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, gdzie kwitło ożywione studenckie życie kulturalne. Był jednym z jego animatorów, organizował wraz z zespołem wieczory klasyki polskiej literatury, poezji i dramatu. Z czasem zmieniała się ich koncepcja, coraz częściej spektakle wykorzystywały konwencję sztuk teatralno-filmowych. Aktorzy schodzili ze sceny i wydarzenia przenosiły się w przestrzeń filmową. Na ekranie pojawiały się etiudy filmowe wpisane w akcję przedstawienia. Z okazji 30. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego zespół wystawił „Przesłuchanie”, później „Brata naszego Boga” na podstawie dramatu Wojtyły, a z czasem obecność filmu w tych spektaklach była coraz większa. Wkrótce reżyser wraz z całym zespołem doszedł do wniosku, że nowa ewangelizacja, a na tym przecież najbardziej im zależało, może być skuteczna tylko wtedy, kiedy będzie miała szeroki zasięg. Zdaniem reżysera taką szansę daje film na dużym ekranie.

Pomysł nakręcenia filmu o bł. Karolinie Kózce narodził się w momencie kanonizacji Jana Pawła II. Z okazji Światowych Dni Młodzieży Ludwig wraz z zespołem realizował różne etiudy czy spektakle teatralno-filmowe dla Telewizji Trwam. Reżyser rozpoczął studia nad historią błogosławionej i jednocześnie poznawał tajniki sztuki filmowej. Prace przygotowawcze, kompletowanie obsady i szukanie lokalizacji trwały około pół roku. Pierwsze zdjęcia rozpoczęły się w czerwcu 2015 roku, a zakończyły w kwietniu 2016 roku.

Od początku najlepszym przyjacielem przedsięwzięcia był o. Tadeusz Rydzyk, założyciel Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej, który – jak wspomina Ludwig – tak naprawdę więcej o filmie dowiedział się po przybyciu na pierwszy plan zdjęciowy. Później, pomimo nawału obowiązków, o. Rydzyk był obecny na prawie każdym planie. Widząc w zespole filmowym ogromny zapał i żar, dostrzegł w swoich studentach wielką nadzieję.

Ofiary wojny

W filmie Witolda Ludwiga wątek męczeństwa Karoliny jest najważniejszy, ale nie jedyny. W zamiarach realizatorów „Zerwany kłos” miał być opowieścią o życiu błogosławionej, ale nie tylko. Szukali oni wątków bardziej uniwersalnych. Przez wszystkie te motywy, czyli męczeństwo Karoliny, dramat jej ojca i matki, wątek Teresy, starego Kozaka i księdza, chcieli zaakcentować ich aktualność i odniesienia do świata współczesnego. Stąd temat obrony godności kobiety, prześladowania za wiarę czy wątek antyklerykalizmu.

Wydaje mi się, że motyw starego Kozaka został nadmiernie wyeksponowany. Witold Ludwig wyjaśnia, że nie wynikało to z jakiejś fascynacji złem. Twórcy chcieli po prostu spojrzeć na zabójcę oczami wiary, bo on także był trybikiem i ofiarą tej bezdusznej wojny. Rozmowa z księdzem w zamiarze realizatorów miała być czymś w rodzaju spowiedzi, bo Kozak został wychowany w cywilizacji, która uczy zabijania. Reżyser chciał nadać tej postaci niemalże szekspirowski wymiar, by miała ciemną i jasną stronę. Pokazał ją z punktu widzenia adwokata, próbując w niej znaleźć jakiś ludzki pierwiastek.

O zabójcy Karoliny Kózkówny tak naprawdę niewiele wiadomo. Wiemy tylko, że był carskim żołnierzem; można więc przyjąć, że powinien posługiwać się językiem, jaki obowiązywał w tej właśnie armii, czyli rosyjskim. W wyrazistej interpretacji Pawła Tchórzewskiego Kozak przypomina raczej komisarza z czasów rewolucji bolszewickiej, a przecież akcja filmu rozgrywa się w 1914 r., kiedy armia rosyjska nie była jeszcze zdemoralizowana. Reżyser Witold Ludwig w rozmowie ze mną tłumaczył, że do dziś nie wiadomo, czy oprawca Karoliny był Rosjaninem, czy Ukraińcem. Armia carska była wielonarodowościowa i służyli w niej także Ukraińcy. Twórcy filmu postanowili wpleść w akcję wątek Teresy, sugerując, że w oddziale znajdują się zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy. Żołnierze rozmawiają ze sobą po ukraińsku, a stary Kozak używa rosyjskiego tylko w scenie z księdzem, kiedy recytuje rosyjską piosnkę ludową „Nie dla mienia”.

Nie przekonuje mnie to do końca, bo jak uczy historia, Ukraińcy z terenów, na których rozgrywa się akcja, służyli w armii Austro-Węgier. W wojsku rosyjskim żołnierzy innych narodowości wysyłano raczej na tereny oddalone od ich miejsca zamieszkania, by w miarę możliwości nie dochodziło do starć bratobójczych. Z kolei Kozacy z centralnej i wschodniej części Ukrainy mówili po rosyjsku. Oczywiście mogły się zdarzyć jakieś wyjątki, ale z filmu wynika, że gwałciciel dowodził oddziałem, więc jako oficer musiał używać rosyjskiego.

Przesłanie nadziei

Ważny wątek Teresy, ofiary gwałtu, wydaje się fikcyjny, ale miał źródło w rzeczywistości. W czasie prac nad scenariuszem reżyser studiował m.in. monografię dokumentującą żywot bł. Karoliny autorstwa ks. Jana Białoboka. Znalazł tam informację o gwałcie dokonanym na Marii Kuligowej, sąsiadce Kózków. Twórców filmu zaciekawił fakt, że historię życia ludzkiego streszczono w jednym zdaniu. Wydało się im paradoksem, że z jednej strony uprowadzono i zamordowano nastolatkę, która została błogosławioną, a z drugiej – jej sąsiadka żyła z piętnem gwałtu. To właśnie stało się inspiracją do przedstawienia równolegle rozwijającej się historii. Twórcom chodziło o zaakcentowanie przesłania nadziei.

Reżyser „Złotego kłosa” podzielił film na rozdziały, by nadać mu konwencję hagiograficznej opowieści. Uważał, że grafiki i animacje z jednej strony uporządkują akcję, a z drugiej nadadzą jej właśnie taki baśniowy rytm. Pomysł wzbudził opór członków zespołu, których część uważała, że jest zbyt pretensjonalny i zwalania akcję.

Atutem filmu jest ekspresywna ścieżka muzyczna skomponowana przez Krzysztofa Aleksandra Janczaka, młodego, ale wielokrotnie już nagradzanego w Polsce i za granicą kompozytora. Jako 22-latek zadebiutował Symfonią Powstańców Warszawskich, nagrodzoną Srebrnym Krzyżem Zasługi przez prezydenta Kaczyńskiego. Był m.in. dwukrotnym stypendystą rządu francuskiego. „Zerwany kłos” jest pierwszym dużym filmem fabularnym, do którego napisał muzykę. Początkowo miał ją skomponować Michał Lorenz. Ponieważ kończył prace nad innymi filmami i nie mógł podjąć się tego zadania, polecił realizatorom Krzysztofa Janczaka.

Na uwagę z pewnością zasługują także zdjęcia Juliana Kucaja. Doskonale poradzili sobie również młodzi, debiutujący aktorzy, a szczególnie Aleksandra Hejda w roli Karoliny i Magdalena Michalik jako Teresa.

Reżyser Witold Ludwig nie ustrzegł się pewnych błędów, a jego film nie jest dziełem doskonałym. Swoim debiutem udowodnił jednak, że dysponuje dużym filmowym potencjałem. Można mieć nadzieję, że doczekamy się wkrótce kolejnych, stworzonych z większym rozmachem i profesjonalizmem produkcji filmowego zespołu z Torunia. 

Zerwany kłos, reż. Witold Ludwig, wyk.: Aleksandra Hejda, Magdalena Michalik, Dariusz Kowalski, Witold Bieliński, Paweł Tchórzewski, Zuzanna Lipiec, Piotr Zajączkowski, Polska, 2017

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg