Nie tylko o komiksie

100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości to okazja, aby zastanowić się, jak opowiadać o ojczystej historii. „Historia Polski w komiksie” skłania do pytań, jak to robić.

Ta wersja historii ma jednak pewien zasadniczy pozytywny walor. Prezentuje nie tylko dzieje narodu, który stale musi walczyć o swoją wolność, mierząc się z ościennymi potęgami, ale także narodu chrześcijańskiego. W wierze znajdującego dopełnienie swej tożsamości. Święci występujący na kartach tej opowieści są nie tylko dodatkiem do niej, ale także przewodnikami duchowymi. Towarzyszą na drogach i bezdrożach polskiego wędrowania przez dzieje. Szczególnie udana jest sekwencja poświęcona św. Faustynie Kowalskiej i kultowi Miłosierdzia Bożego. Jest w tym zamyśle coś z niezapomnianego dzieła Feliksa Konecznego, który poprzez losy świętych starał się przybliżyć dzieje Polski. Świetnym pomysłem jest ostatnia sekwencja komiksu, gdzie wśród postaci z naszej historii pozostawiono puste miejsce. Tak aby młody czytelnik mógł wkleić tam swoje zdjęcie. To dobra, personalistyczna puenta, przypominająca o naszej odpowiedzialności za ciąg dalszy tej epopei.

Solidna łyżka dziegciu

Generalnie chwaląc, trudno nie zauważyć kilku niebłahych wątpliwości, pojawiających się przy lekturze tego bardzo starannie wydanego dzieła. Szkoda, że w tekstach o czasach glorii i chwały I Rzeczypospolitej nie ma chociaż jednej wzmianki, że było to państwo wielonarodowe. Etniczni Polacy stanowili w nim mniejszość, a wiernymi synami ojczyzny byli także Litwini, Białorusini, Ukraińcy czy Żydzi. A więc nie tylko katolicy, ale także prawosławni, grekokatolicy, muzułmanie oraz wyznawcy judaizmu. Pominięcie tego elementu nie tylko fałszuje historię, ale jest także zmarnowaną okazją, aby zobaczyć na kartach naszej historii tych innych, z którymi stale obcujemy w narodowej literaturze i kulturze.

Cała uwaga autorów koncentruje się na relacjach z Rosją, z wyraźną szkodą dla zachodnich i północnych obszarów Polski. Praktycznie nie ma nawet wzmianki o dziejach zaborów pruskiego czy austriackiego, zupełnie odmiennych od historii zaboru rosyjskiego. Górny Śląsk także w tej narracji się nie zmieścił. Mamy jedynie, niezbyt udany, portret Wojciecha Korfantego wśród twórców niepodległości. Ta nieobecność Górnego Śląska w komiksowej opowieści o historii Polski ma jednak poważniejszy wymiar i nie dotyczy tylko tego wydawnictwa. Niedawno w Muzeum Narodowym w Krakowie była prezentowana, skądinąd arcyciekawa, wystawa #Dziedzictwo, mająca być głosem w dyskusji o dziedzictwie narodowym. Wśród setek eksponatów i plansz praktycznie nie było ani jednego dotyczącego Górnego Śląska. Jakby ta ziemia nie była integralną częścią Rzeczypospolitej i nic nie wniosła do jej dziedzictwa. Także w komiksie nie ma nawet wzmianki o tym, że Polacy próbowali wybić się na niepodległość nie tylko walką zbrojną. Czy praca organiczna, budowanie społeczeństwa obywatelskiego oraz praca nad rozwojem gospodarczym kraju nie są dobrym wzorem dla pokolenia wychowanego już w wolnej Polsce? Czy Polak patriota nieodłącznie musi stać z bronią w ręku?

Nie bardzo rozumiem, dlaczego autorzy, obszernie relacjonując powstania listopadowe i styczniowe, zakończone strasznymi klęskami, pomijają jedyne zwycięskie zrywy – powstanie wielkopolskie i powstania śląskie. W sekwencji o II wojnie światowej zastanawia brak jakiejkolwiek wzmianki o żołnierzach polskich walczących po wschodniej stronie frontu, zdobywających Kołobrzeg, forsujących Odrę, zatykających polski sztandar w Berlinie. Czyżby ich krew przelana za wolność ojczyzny nie zasługiwała już na pamięć? Nawet w komiksie nie powinny się zdarzać takie błędy, jak w przypadku podpisu pod rysunkiem o zbrodni katyńskiej. Stwierdzono tam, że w lesie pod Katyniem Sowieci zamordowali ponad 20 tys. polskich żołnierzy i policjantów. W Katyniu zamordowano ponad 4000 polskich jeńców wojennych, pozostali zginęli w Charkowie i Kalininie (dzisiaj Twer).

Także podmiot zbiorowy, czyli naród, kurczy się w tej opowieści wyłącznie do jednej grupy – szlachty. Nie ma więc polskiego chłopa, poza Racławicami, czy robotnika, poza strajkami na Wybrzeżu. Te uwagi wskazują na głębsze zjawisko, skłonność prawicowych środowisk do opowiadania historii zastygłej wyłącznie w romantycznych, często anachronicznych pozach.

Ten komiks jest ciekawą propozycją ideową, w sporej części udaną, w niektórych partiach znacznie mniej. Bawi, uczy, skłania do refleksji. Jak na lekką formułę komiksu to wcale nie mało.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja