Jasna strona Pragi

Hope 4 Street to coś więcej niż zespół. Tutaj wielu z nich uleczyło swoje rany, nauczyło się wybaczać, odkryło swoje talenty, rozwinęło pasje. Teraz przekazują to dalej, dają ulicy nadzieję.

Praga – nie czeska, tylko ta warszawska. Gdy- by spytać kogoś z zewnątrz o pierwsze skojarzenia z tą dzielnicą, najczęściej usłyszymy o odrapanych kamienicach, zaniedbanych podwórkach. I o zaułkach, w które lepiej nie zapuszczać się samemu po zmroku. Stereotyp? Zapewne, ale nie bez umocowania w faktach. – Można tu spotkać bardzo życzliwych ludzi, którzy zawsze chętnie spytają, czy masz jakiś problem – żartuje Łukasz. Wie, co mówi, mieszka tu od dziecka. – Widzę, że ludzie się boją, kiedy mówię, skąd jestem – dodaje Weronika. Na szczęście oboje poznali też jasną stronę Pragi.

Dajmy dziecku dom

Do Qlubu Dobre Flow, mieszczącego się w kamienicy przy Kawęczyńskiej 16, tuż przy tramwajowej pętli, wchodzi się jak do innego świata. Przykuwają uwagę ściany, kolorowe od twórczości młodych ludzi – ich rysunków, zdjęć, a nawet zegarów zaprojektowanych przez nich na powierzchni winylowych płyt. W centralnym pomieszczeniu ścianą jest jednak wielkie lustro. To przed nim ćwiczą taneczne figury członkowie zespołu Hope 4 Street. Choć słowo „zespół” nie jest tu chyba do końca adekwatne, bo Hope 4 Street to coś więcej: metoda pracy, wspólnota młodych ludzi, może nawet styl życia.

Przychodzą tu z różnymi historiami. Alkohol, przemoc w rodzinie, dom dziecka – wielu z nich aż nazbyt dobrze zna znaczenie tych słów. Dlatego brzmią autentycznie, kiedy rapują: „Wszystkie dzieci chcą być kochane, chcą mieć tatę i mamę, chcą budzić się przy nich nad ranem. Dajmy dziecku dom prawdziwy, nie sierocińca zimną ścianę”.

W Qlubie Dobre Flow mogą poczuć się jak w domu. Jest „kącik luzu”, gdzie można po prostu posiedzieć i odpocząć, albo pograć na instrumentach. Jest kuchnia, w której dziewczyny właśnie upichciły pyszny żurek. I biuro pani Ani, opiekunki grupy, do której zawsze można przyjść na rozmowę. Nazwa Hope 4 Street oznacza „nadzieję dla ulicy”, i to miejsce faktycznie daje nadzieję. – Zanim przyszłam tutaj, w ogóle się nie uczyłam, byłam agresywna, w gimnazjum dręczyłam inne dziewczyny – opowiada Weronika Pietrzak. – Miałam chłopaka, który brnął w jeszcze gorsze zło, i to spowodowało, że postanowiłam coś w życiu zmienić. Na jakimś koncercie zobaczyłam ludzi z Hope 4 Street i pomyślałam, że super by było do nich dołączyć. Tutaj zaczęłam walczyć ze swoimi wadami. Nie było łatwo, bo spotkałam tu dziewczyny, z którymi w szkole wręcz nienawidziłyśmy się.

– Weronika była w stanie mnie pobić – potwierdza Karolina Litwińska. – Gdy się dowiedziałam, że ona tu przyjdzie, stwierdziłam, że odchodzę. A teraz? Idziemy razem do opery – śmieje się.

Krajobraz za górką

Pomysł stworzenia takiej grupy pojawił się najpierw w głowie Anny Schmidt – terapeutki, pedagoga i, jak mówi Weronika, anioła stróża tej grupy. – Zrodził się z moich pragnień – zwierza się Ania. – Kiedy byłam nastolatką, nie umiałam się odnaleźć w propozycjach, które przedstawiały mi szkoła i domy kultury. Było we mnie głębokie, niezaspokojone pragnienie tworzenia. Uważam, że sztuka ma niesamowitą moc terapeutyczną, i tutaj cały czas to odkrywam. Patrzę na to, co młody człowiek pisze albo jak tańczy, i od razu wiem, jak się czuje. Widzę też, jak zmienia się tożsamość tych młodych ludzi. Przychodzą tutaj pełni lęku, bez wiary w siebie, swoje talenty. A potem przekraczają kolejne granice.

Na dowód tych słów pokazuje film, na którym widać, jak rok po roku jej podopieczni zmieniają się. Łukasz, który w 2012 roku nieśmiało próbował coś wyrapować na jednym z praskich podwórek, w scenie nakręconej zaledwie rok później jest już prawdziwym showmanem. W kolejnym roku zachwyca publiczność brawurowym tańcem. Wielu dzieli się dziś z innymi tym, czego nauczyli się tutaj. Adrian i Łukasz prowadzą zajęcia z tańca, a Kinga, zafascynowana sportem, dodatkowo szkoli jeszcze młodych adeptów piłkarskiego rzemiosła. „Bo każdy z nas talent ma, bo każdy chce na czymś się znać, bo każdy pragnie radę dać, być kochanym i kochać” – rapują członkowie Hope 4 Street. Teksty pisze zwykle pani Ania, która zresztą występuje z nimi na scenie, ale wiele pomysłów czy nawet gotowych fraz przynoszą na skrawkach papieru jej podopieczni.

Ania Schmidt przyznaje, że to, co dzieje się z grupą, przerosło jej oczekiwania. Zespół, który powstał w marcu 2012 r. na świetlicy socjoterapeutycznej „Mały Książę”, działającej w ramach Stowarzyszenia „Otwarte Drzwi”, początkowo miał być formą arteterapii i twórczej socjalizacji. Ale pierwszy koncert podczas Nocy Pragi na jednym z podwórek przy ulicy Ząbkowskiej spotkał się z takim zainteresowaniem, że trzeba było zrobić kolejny krok. – Zrozumiałam, że Bóg oczekuje czegoś więcej; że to tylko pierwsza górka, za którą rozciąga się piękny krajobraz – zwierza się Ania.

Podaj dalej

Dalej poszło bardzo szybko: pierwszy teledysk, profesjonalna płyta z bitami Darka Łasia i skreczami Piotra Schmidta – brata Ani. Potem kolejne koncerty, występy ze znanymi raperami, zainteresowanie mediów. – W pewnym momencie musieliśmy trochę przystopować, żeby dzieciakom nie odbiło – mówi opiekunka grupy.

Dziś Hope 4 Street to nie tylko rap, ale także taniec, teatr, fotografia, nauka gry na instrumentach (właśnie ruszyły warsztaty gitarowe pod kierunkiem Dominiki Szcześniak z zespołu Soul Eyes). Raz w miesiącu jest też Msza Święta. – Nie naciskamy na nikogo, żeby się modlił. Młodzi ludzie często trafiają tu jako niewierzący, ale pociągnięci przykładem innych zaczynają wierzyć – cieszy się Ania Schmidt.

Co ich zmienia? – Miłość, prawda, nazwanie cierpienia po imieniu – twierdzi terapeutka. – W wielu z nich gdzieś po drodze w miejsce miłości pojawił się lęk, który nie pozwala realizować tego, do czego Pan Bóg nas stworzył. Tutaj pozbywają się lęku, odkrywają, że warto mieć inicjatywę, warto być sobą. Jesteśmy dla siebie nawzajem grupą wsparcia, ale też pomocą dla innych, zgodnie z zasadą, że to, co dostałem, oddaję dalej. Marzy mi się, żeby powstała z nich taka grupa apostołów. Chciałabym im zostawić ten klub, żeby to było takie centrum, z którego będzie rozchodzić się dobro.

„Ewangelia ulic: podążaj za mną, weź mnie za rękę, przyjrzyj się wszystkim krwawiącym ranom” – zachęcają młodzi raperzy z Hope 4 Street w utworze „Nie chciałbym tak po prostu przeminąć”. Wielu z nich tutaj uleczyło swoje rany, nauczyło się wybaczać, odkryło swoje talenty, rozwinęło pasje. Teraz przekazują to dalej, dają ulicy nadzieję. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.