Przeżyłem taki atak kilka razy

O przesłaniu filmu „Atak paniki” i pracy nad nim opowiada Paweł Maślona, reżyser.

Edward Kabiesz: Nakręcił Pan film składający się z wielu wątków, które w różny sposób łączą się ze sobą. Jest on również pewną szaradą, którą widz musi poskładać. Skąd taki pomysł?

Paweł Maślona: Kiedy cztery lata temu rozpoczęliśmy wraz z Olą Pisulą i Bartkiem Kotschedoffem pracę nad filmem, mieliśmy pomysł, by akcja działa się w Neapolu podczas kryzysu śmieciowego. Ten kryzys miał być symbolem czegoś, co odpychamy na bok, odpowiedzialności, którą z siebie zrzucamy. Takich śmieci, których się pozbywamy, a później one do nas wracają w spotęgowanej formie.

W Polsce nie mamy kryzysu śmieciowego...

Nie ma i byłoby to po prostu pretensjonalne, zbyt symboliczne. Trzeba było wymyślić nową formę i wówczas przyszedł mi do głowy „Atak paniki”, czyli etiuda szkolna, której nigdy nie zrealizowałem. Postanowiłem użyć „Ataku paniki” jako hasła, które narzuca nie tylko temat opowiadania, ale także jego formę.

W filmie jest mnóstwo trafnych obserwacji obyczajowych, dużo humoru, ale te elementy podszyte są właściwie smutkiem, czasem nawet rozpaczą.

Myślę, że „czarna komedia” jest trafnym określeniem filmu. Jest on chwilami gorzki i być może dla wielu osób przygnębiający. W określeniu „czarna komedia” wyraża się smutek oraz pewien rodzaj lekkości. Ta czerń, obecna w tym filmie, sygnalizuje śmierć, ale jest ona jakby wzięta w cudzysłów. Mam nadzieję, że nie jest to film, po którym widz będzie miał kłopoty z dojściem do siebie, że nie jest to jakieś traumatyczne doświadczenie.

Bohaterowie wydają się zagubieni, samotni mimo otaczających ich znajomych czy rodziny…

To na pewno jest film o samotności, o czym w prologu mówi Witek. Bohaterowie są takimi planetami, które sobie gdzieś tam orbitują, ale nie potrafią wejść w relacje dające im oparcie i ukojenie w tej samotności. Mają problemy, by podzielić się swoją samotnością. Tak naprawdę atak paniki jest doświadczeniem bardzo samotnym. To także moje osobiste doświadczenie, przeżyłem taki atak kilka razy. Osobie, która go przeżywa, wydaje się, że umiera.

Czy taki atak paniki może przynieść jakąś zmianę?

Tak. Katastrofy, które dotykają bohaterów, niekoniecznie przynoszą coś negatywnego. I tak np. w wypadku uzależnionego od gry Miłosza ta katastrofa przerywa jakiś patologiczny stan. Czasami jest potrzebna, bo dopiero po niej może zajść jakaś zmiana. Pod koniec filmu rodzi się dziecko, a narodziny dziecka zawsze są wydarzeniem, które daje nadzieję.

W filmie światy rodziców i dzieci jakoś nie mogą się ze sobą skomunikować. Wydaje się, że to dwa odrębne byty.

Powiedzmy, że świat dzieci funkcjonuje w innej rzeczywistości niż świat rodziców. W przypadku matki Miłosza sytuacja zmusza ją do wejścia w świat syna i próby zrozumienia czegoś, co jest dla niej zupełnie obce. Ostatecznie dochodzi jednak do jakiegoś spotkania. Film nie pokazuje świata, w którym wszystko zostało stracone. Pokazuje ludzi pogubionych, ale zawsze jest dla nich nadzieja.

Mamy tu także wątek chłopców, z których jeden okazuje się oprawcą Miłosza w grze wirtualnej. Czy był on tu potrzebny?

Był niezbędny, by pokazać chłopaka, który niszczy wirtualną cywilizację Miłosza. Chciałem pokazać tego chłopca, który ulega atakowi paniki z powodu tego, co zrobił wcześniej pod wpływem używek. Wydaje mu się, że ten atak to kara za coś. Zgadzam się, że jest to wątek najmniej rozbudowany i przez to też dający najmniej satysfakcji. Traktuję go jako część opowieści o Miłoszu.

Wydaje mi się, że film może wywołać atak paniki u widzów z powodu języka, jaki płynie z ekranu. Takiego nagromadzenia mało parlamentarnego słownictwa, delikatnie to ujmując, jeszcze w naszym kinie nie słyszałem.

Ten język nie jest dla mnie narzędziem, którym staram się szokować. Próbuję opisać świat tak, jak go znam. Taki język słyszę zewsząd. Opisuję jednak sytuacje i stany, w których ludzie poddani są silniejszej presji i emocjom. Ludzie w emocjach używają przekleństw. Wydaje się, że pisząc senariusz, wstawiałem je tam, gdzie były potrzebne i wynikały z sytuacji. Mój film nie pokazuje świata gorszego ani lepszego, niż jest. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.