Felieton Poeta na trudne czasy

Ksiądz Twardowski przechowywał skarb w naczyniu glinianym.

Kiedy odchodzą wielcy tego świata, rzadko potrafimy zachować pogodę ducha. Na ich pogrzebach płaczą tłumy, kondukty żałobne suną po ekranach telewizorów, wprawiając nas w odrętwienie lub wywołując powierzchowną refleksję. Oto znika z powierzchni ziemi kolejna osobistość, która zasłużyła się dla ludzkości.

Wspomnienie o księdzu Twardowskim otwiera inną perspektywę. Jest szansą, by potraktować serio chrześcijańską postawę zawierzenia Bogu, pokory i cierpliwości. Jeśli przyjmiemy, że duchowa inwestycja księdza Jana miała sens, łatwiej nam będzie odczytać ukryte w przyrodzie biblijne znaki i oswoić umieranie. Także to codzienne, związane z utratą pracy, pieniędzy czy bliskiej osoby.

Dla autora „Niebieskich okularów” cierpienie to dopust Boży, któremu sens nadaje historia zbawienia. Zawsze czemuś służy, w bliższej lub dalszej perspektywie prowadzi do czegoś dobrego, a ponadto przygotowuje nas na spotkanie ze śmiercią:

„Biedna rozpaczy/ uczciwy potworze/ strasznie ci tu dokuczają (...)/ a przecież bez ciebie byłbym stale uśmiechnięty jak prosię w deszcz/ wpadałbym w cielęcy zachwyt/ nieludzki/ okropny jak sztuka bez człowieka/ niedorosły przed śmiercią/ sam obok siebie”. Nie chodzi jednak o to, żeby heroicznie znosić swój ból, lecz o to, by oddać go Chrystusowi, otrzymując w zamian pokój serca.

Na publiczne spotkania z księdzem Twardowskim ludzie walili drzwiami i oknami. Niektórzy mieli też okazję odwiedzić go w jego maleńkim warszawskim mieszkaniu. Przez wiele lat poeta pełnił obowiązki rektora kościoła sióstr wizytek przy Krakowskim Przedmieściu i mieszkał w budynku przylegającym do tej świątyni. Był człowiekiem niezwykle otwartym.

Przez jego pokój przewinęły się setki ludzi, głównie młodych. Odwiedzający przychodzili porozmawiać albo zdobyć autograf i często zostawiali prezenty. Nic dziwnego, że z czasem pokój zapełniły kolorowe figurki baranków, aniołków czy osiołków, w oknach zawisły witrażyki, a na kaflowym piecu – jak w pamiętniku – pojawiły się wpisy gości.

Obserwując panikę na światowych rynkach, zawsze myślę o tym skromnym mieszkaniu. Po śmierci księdza musi w nim być bardzo cicho. Nikt nie pali w piecu, przestała się odzywać zegarowa kukułka. Zło-dzieje bez problemu mogliby wejść przez okno. Tyle że nie obłowiliby się, bo skarbu w naczyniu glinianym już tam nie ma.

Ksiądz Twardowski zabrał go do nieba, a może raczej skarb utorował mu drogę w zaświaty. To największa różnica między inwestycją duchową a finansową. Co z tego, że uda się nam zabezpieczyć majątek przed skutkami wielkiego kryzysu, skoro w chwili śmierci stracimy wszystko? I przed wejściem do niebieskiej jadłodajni będziemy musieli szarpać za rękaw świętych, żeby nam dali na zupę. Może któryś się zlituje, ale trochę wstyd.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg