Zdezorientowani

Kiedy spotkają się trzy siódemki, kataklizm nadejdzie, wówczas i wilk się wody w Kłodzku napije, ale ostateczny potop nadejdzie, gdy trzy dziewiątki staną obok siebie, wówczas i lew kłodzki pysk w wodzie umoczy.

– Czasami nie chciał mówić, co widzi. Tak jakby prawda była straszniejsza od niepewności – dodaje jego sąsiadka, wiekowa kobieta, która naoglądała się przez całe dziesięciolecia pielgrzymek do jasnowidza. Bo Filipek od dziecka widział więcej niż inni. Wiadomo o tym, ponieważ Waliszów to jedna z tych wiosek, która w całości została zasiedlona przez repatriantów pochodzących z tej samej wioski zza Buga. Wszyscy znają się tu od pokoleń.

– A pani coś przepowiedział? – dopytuję.
– Tak – odpowiada sucho.
– I co sprawdziło się? – nie daję za wygraną.
– Na razie się sprawdza – znowu lakonicznie.

Nie ustępuję – To co pani przepowiedział?

– Że będę długo żyła.
– Ile ma pani lat?
– Osiemdziesiąt dziewięć.

Po drugie i po trzecie
W Krosnowicach dowiedziałem się, że jasnowidzenie to nie jedyna przypadłość Filipka. Potrafił także leczyć. Ale nie jakimiś energiami czy wahadełkami, ale ziołami. Był znachorem. – Kiedyś z moim sąsiadem, co lekarze nie wiedzieli, co mu jest, pojechali do Filipka – opowiada krosnowiczanka. – Ten namieszał jakichś ziółek, zrobił z tego miksturę i kazał pić. Pomogło. Innym razem z krewniakiem do niego pojechali. Tylko weszli Filipek wypalił: Wy mu szykujcie białą koszulę do trumny. Zmarł trzy dni później – dodaje.

Od sąsiadki Filipka słyszałem także inną historię. – Chłopy z Filipkiem to mieli dobrze – opowiadała. – Kiedy przez kilka dni lało, szli do niego z prośbą, żeby chmury rozgonił. Niekiedy miał trudności. Wtedy zdradzał, będę cytowała, bez obrazy proszę księdza: „Po drugiej stronie, w Czechach jest taki sam skurwysyn jak ja. I co ja mu wyślę chmury, to on mi odsyła je z powrotem”. Ale Filipek wygrał. Był lepszy – zakończyła z uśmiechem.

Ludzie pamiętają swojego Filipka jako bardzo skromnego, pobożnego ale i prostolinijnego człowieka. Był drobnej postury. Mówił mieszanką polskiego i ukraińskiego. Cieszył się szacunkiem sąsiadów i duszpasterzy pracujących w parafii. We wsi mieszkały jego siostry. Musiał się od nich wyprowadzić, bo kobiety nie mogły znieść nieustannego korowodu potrzebujących pomocy. On sam był samotny.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama