Przejazdem

Rafael Santandreu nie jest katolikiem, ale swoją książkę „Być szczęśliwym na Alasce” rozpoczyna od opisu chrześcijan ginących w rzymskim Koloseum. Podkreśla siłę ich spokoju, kiedy szli na śmierć bez lęku, z imieniem Jezus na ustach.

Na Alasce, którą często przypomina nasze życie, światła jest mało, jej mieszkańców przytłacza mrok. A jednak można tam czuć się szczęśliwym, kiedy czerpie się jasność z własnego wnętrza – podpowiada autor. Już na początku radzi, jakie trzy kroki warto wykonać, żeby poprawić sobie jakość życia.

Po pierwsze – trzeba poszukiwać dobrostanu w sobie samym, zaglądać do swojego wnętrza. Po drugie – warto nauczyć się żyć bez obciążeń, takich jak nadmierne bogactwa materialne, pragnienie bycia docenianym przez innych. Silne osoby, niezależnie od tego, czy są biedne, czy bogate, potrafią ograniczyć swoje potrzeby, bo wiedzą, że do szczęścia nie potrzebują rezydencji czy popłatnej pracy. Po trzecie – dobrze jest nieustannie starać się doceniać to, co nas otacza, czyli po prostu być uważnym na świat i cieszyć się nim.

Realizując te kroki, warto robić to z oddaniem i konsekwentnie, stawiając wszystko na jedną kartę, bo przecież każdy dzień jest bezcenny. Nie bez powodu Santandreu przypomina historię rabina Hillela, mędrca, do którego przyszedł turysta. – Rabbi, gdzież są twoje meble? – zapytał. – A twoje? – odpowiedział pytaniem mędrzec. – Ja tu jestem przejazdem – odparł turysta. – A ja, jak myślisz? – zapytał Hillel.

Barbara Gruszka-Zych

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |