Ostatni z wielkich

Ermanno Olmi nigdy nie ukrywał, że w swej twórczości kieruje się Ewangelią.

Zmarły niedawno w wieku 86 lat Ermanno Olmi zasłużył sobie na miano najbardziej religijnego i jednocześnie jednego z największych współczesnych filmowych reżyserów. Wyznał kiedyś, że Chrystus jest dla niego nie tylko przyjacielem i punktem odniesienia, ale czuje też Jego oddech na plecach. – Często próbujemy uciec od wyborów, które podsuwa nam nasze sumienie. To już jest sposób, ażeby zdać sobie sprawę, że ten „oddech” nie anuluje naszej odpowiedzialności. Jednakże oddech Chrystusa na plecach przypomina mi, że moja własna słabość i moja uległość znajdują w Nim także swego rodzaju oparcie – mówił Olmi.

Był twórcą przynajmniej dwóch arcydzieł – „Drzewa na saboty” i „Legendy o świętym pijaku”. Nawet krytycy, którzy z dystansem podchodzili do sposobu, w jaki podejmował problemy wiary w swoich filmach, doceniali jego artystyczne mistrzostwo.

Genialne misterium

Urodził się w 1931 roku w Lombardii, w Bergamo, ale wychował się w pobliskim Treviglio. Ten północny region Włoch stał się również scenerią wielu jego filmów. Głęboką religijność wpoili mu rodzice. Młody Olmi pilnie zapisywał wspomnienia swojej babci, która opowiadała mu o życiu wieśniaków na przełomie XIX i XX w. Na tych m.in. opowieściach oparł scenariusz „Drzewa na saboty”.

Po II wojnie światowej Olmi, po obejrzeniu „Paisy” Rosselliniego, zafascynował się kinem neorealistycznym, którego wpływ można dostrzec w całej jego twórczości. Po realizacji wielu dokumentów w 1951 roku zadebiutował w fabule filmem „Czas się zatrzymał”. Kolejny, „Posada”, opowiadał o młodym człowieku, który stara się o pracę urzędnika i w związku z tym musi przejść szereg obowiązkowych, czasem kuriozalnych testów. I dzisiaj, po wielu latach od premiery, tę satyryczną momentami opowieść ogląda się znakomicie. Zrealizowana w naturalnych wnętrzach i z udziałem niezawodowych aktorów tchnie prostotą i autentyzmem.

Jego kolejne filmy również spotkały się z dobrym przyjęciem. Niespodziewanie w 1964 roku zwrócił się do niego z propozycją realizacji filmu o papieżu Janie XXIII Harry Saltz­man, producent cyklu o Jamesie Bondzie. „I przyszedł człowiek” miał premierę w 1965 roku. Scenariusz bazował na pismach samego Angelo Roncallego, przyszłego papieża, przede wszystkim na „Dzienniku duszy”. Olmi przedstawia dzieciństwo i rodzinę Roncallego oraz ludzi, wśród których dojrzewało jego powołanie. Śledzimy też kolejne etapy jego posługi kapłańskiej, od momentu wstąpienia do seminarium w Bergamo. Olmi łączy w filmie elementy dokumentalne z parateatralnymi, a amerykański aktor Rod Steiger pełni w nim funkcję swoistego mediatora. Komentuje wydarzenia z życia papieża, staje się świadkiem jego dzieciństwa, a także gra postać dorosłego bohatera filmu. Szkoda, że ten oryginalny filmowy hołd złożony Janowi XXIII (chociaż sam reżyser nie był z niego specjalnie zadowolony) do tej pory nie został u nas wydany.

W latach 70. ub. wieku Olmi realizował filmy dla telewizji. Niektóre z nich trafiły również do kin. W 1978 roku nakręcił swoje sztandarowe dzieło, „Drzewo na saboty”. Początkowo miał to być trzyodcinkowy miniserial telewizyjny, ale po zdobyciu Złotej Palmy w Cannes film trafił do kin. Olmi opowiadał o dawnym życiu wsi w Lombardii, które dobrze znał. Stamtąd pochodziła jego matka i jej rodzina. Przez kilka miesięcy przeprowadzał też wywiady z pracownikami farm z rodzinnych stron, wykorzystując w scenariuszu ich wspomnienia. Prawie pięćdziesięciu z nich zagrało w filmie mieszkańców kilkurodzinnego wiejskiego domu należącego do właściciela ziemskiego. Oglądając film, mamy wrażenie, że ci amatorzy nie grają, ale po prostu są sobą.

„Drzewo na saboty” to genialne elegijne misterium filmowe, które przedstawia losy kilku chłopskich rodzin żyjących na małym folwarku w Lombardii na przełomie XIX i XX w. Rytm ich życia wyznaczają kolejne pory roku, a porządek ten uświęcony jest mocną wiarą i postępowaniem zgodnym z ewangelicznymi nakazami. Dbałość o każdy szczegół nadaje filmowi niesłychany autentyzm, a nastrój podkreśla ścieżka muzyczna wykorzystująca twórczość Jana Sebastiana Bacha. Zarzucano reżyserowi, że stworzył baśniowy obraz odchodzącej w przeszłość wsi, ale trudno zgodzić się z tym zarzutem. Olmi nie idealizuje wiejskiego życia. Przedstawia społeczną niesprawiedliwość, biedę, codzienny trud; znajdują się tu także sceny brutalne, a końcowe sekwencje związane z wyrzuconą przez ziemskiego posiadacza rodziną są przejmujące.

Widział Boga w cierpieniu

Po sukcesie „Drzewa na saboty” dotknięty przewlekłą infekcją wirusową Olmi zamilkł na kilka lat. Do pracy na planie wrócił pod koniec lat 80. Jego dwa kolejne filmy – „Niech żyje czcigodna pani!” (Lunga vita alla signora!) z 1987 roku i nakręcona rok później „Legenda o świętym pijaku” – odniosły wielki sukces na festiwalu w Wenecji, gdzie pierwszy zdobył Srebrne, a drugi Złote Lwy.

„Legenda…” jest filmem wyjątkowym w dotychczasowej karierze reżysera, którego dzieła najczęściej powstawały na podstawie jego własnych scenariuszy, a czasem nawet sam robił do nich zdjęcia. Tym razem scenariusz opierał się na opowiadaniu Josepha Rotha, a w filmie zagrali zawodowi aktorzy z Rutgerem Hauerem w roli tytułowego pijaka. Bohaterem jest Andreas Kartak, śląski górnik, który przyjechał do Francji w poszukiwaniu pracy, a okoliczności życiowe, które poznajemy w szeregu retrospekcji, sprawiły, że został bezdomnym. Pije i śpi pod mostem, wiedzie życie kloszarda, nie ma nadziei na odmianę losu. Niespodziewanie tajemniczy mężczyzna obdarowuje go pewną sumą pieniędzy. Andreas obiecuje, że zwróci je jako ofiarę w kościele pod figurą św. Teresy z Lisieux. Mimo dobrych chęci i nieustannie doświadczanej łaski, bo przepijane przez niego pieniądze ciągle się odnajdują, bohaterowi wciąż coś przeszkadza w spełnieniu obietnicy. Mimo wszystko, zawstydzony Bożą szczodrością, usiłuje walczyć z własnymi słabościami. Ten rozgrywający się w Paryżu, zrealizowany prostymi, wydawałoby się, środkami film można potraktować jako parabolę losu człowieka pełnego słabości i upadków, który może doświadczyć odkupienia dzięki interwencji Bożej łaski.

W 1994 roku reżyser wziął udział w realizacji gigantycznego międzynarodowego projektu telewizyjnych ekranizacji wybranych ksiąg Starego Testamentu. Nakręcił „Genesis”, najoryginalniejszą część cyklu, ekranizując tym samym najtrudniejszą do przełożenia na język filmu księgę biblijną. Było to jedyne dzieło Olmiego oparte bezpośrednio na Piśmie Świętym. Rozpoczynają go sceny stworzenia, a w następnych śledzimy historię Adama i Ewy, Kaina i Abla, aż do potopu i losów Noego. Dzieje człowieka obrazuje ciąg poetyckich obrazów wzbogaconych opowieścią starego koczownika, który przekazuje swoją wiedzę dziecku, oraz narracją spoza kadru. Olmi całkowicie zrezygnował z efektów specjalnych. Podobnie jak w wielu filmach tego reżysera zagrali w nim, z dwoma wyjątkami, aktorzy niezawodowi, mieszkańcy Maroka, gdzie kręcono zdjęcia. Fragmenty biblijnego tekstu czyta Paul Scofield, pamiętny Thomas Moore z filmu „Oto jest głowa zdrajcy” Freda Zinnemanna.

„Rzemiosło wojenne”, nakręcone w 2001 roku, jest chyba najbardziej religijnym filmem reżysera. To osadzona w XVI w. opowieść o Janie Medyceuszu, legendarnym dowódcy wojsk papieża Klemensa VII, który walczy z najazdem armii cesarza Karola V. Film rozpoczynają sceny pogrzebu Medyceusza, który zmarł w wyniku odniesionej rany. W pierwszej części poznajemy go jako znakomitego i odważnego żołnierza, natomiast w drugiej – jego postawę w obliczu cierpienia i nieuchronnej śmierci. To postawa człowieka, który dzięki niezachwianej wierze i odwadze przyjmuje je z godnością i pokorą.

Swój ostatni film fabularny nakręcił w 2014 roku. – Olmi znajduje Chrystusa, a ogólniej Boga, w cierpieniu, w naszych ograniczeniach, w upadku człowieka, jego śmiertelności, w sytuacjach najtrudniejszych – powiedział po śmierci reżysera kard. Gianfranco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady Kultury. Myślę, że bardzo trafnie oddają one przesłanie twórczości wielkiego włoskiego reżysera. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.