Diabelski mechanizm

W tej książce nie ma nazwisk agentów czy operacyjnych pseudonimów, a jednak wybór dokumentów Departamentu IV MSW oraz towarzysząca mu refleksja historyków skłaniają do wielu nowych pytań o kształt dziejów najnowszych.

Książka, która ukazała się pod nieatrakcyjnym tytułem „Instrukcje, wytyczne, pisma Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z lat 1962–1989”, to fundamentalne dzieło dla poznania logiki systemu walki z Kościołem w PRL. Pozwala zrozumieć istotę diabelskiego mechanizmu, jaki stworzyła peerelowska bezpieka, aby zniewolić, a w konsekwencji zniszczyć Kościół. Wprawdzie istnieje już ogromna literatura na ten temat, koncentruje się jednak na opisie aktywności Służby Bezpieczeństwa. Dokumenty zgromadzone w opisywanym tomie pozwalają natomiast poznać, jaki był zasadniczy cel tych działań.

Z 200 opublikowanych dokumentów wyłania się brutalna prawda o państwie policyjnym, jakim w istocie przez cały czas swego istnienia była PRL. Akty normatywne, okólniki i wytyczne pokazują, o co przede wszystkim bezpiece chodziło w ramach aktywności tzw. pionu czwartego. Departament IV miał bowiem swoje odpowiedniki – wydziały IV w poszczególnych Komendach Wojewódzkich MO, a później w Wojewódzkich Urzędach Spraw Wewnętrznych. Autorzy wyboru zaznaczają, że nie jest to wybór kompletny, gdyż skala zniszczeń, jakich dokonano w tej dokumentacji w latach 1989–1990, to uniemożliwia. Wystarczy przejrzeć spis publikowanych dokumentów, aby zorientować się, że przeważają w nim materiały z lat 60. i 70. ubiegłego wieku, a okres po wyborze Jana Pawła II oraz lata 80. reprezentowane są jedynie symbolicznie. Całość jest wydana bardzo starannie, z indeksem, obszerną bibliografią oraz licznymi zestawieniami tabelarycznymi i wykresami, pozwalającymi ukazać dynamikę ilustrowanych procesów. To profesjonalnie przygotowana edycja, która powinna się znaleźć w ręku każdego zainteresowanego historią Kościoła katolickiego w dziejach PRL.

Pion czwarty

Na odrębne omówienie w tej książce zasługuje poprzedzający wybór dokumentów szkic prof. Filipa Musiała pt. „Departament IV MSW w latach 1962–1989. Przyczynek do monografii”. To pierwsza próba opisu jednostki, która miała zasadnicze znaczenie w walce z Kościołem, zresztą nie tylko katolickim. Chociaż ze zrozumiałych względów większość uwagi Departamentu IV skoncentrowana była na Kościele katolickim, w podobny sposób rozpracowywano także inne Kościoły: prawosławny, ewangelicki czy obrządku wschodniego w Kościele katolickim. Interesujące jest spostrzeżenie, jak wiele uwagi bezpieka poświęcała rozpracowaniu Świadków Jehowy ze względu na ich międzynarodowe powiązania oraz negatywny stosunek do służby wojskowej. Prof. Musiał przedstawia zarówno specyfikę działań podejmowanych w pionie czwartym, jak również stosowane w nich metody. Interesujący jest także fragment próbujący nakreślić zbiorowy portret dyrektorów Departamentu IV oraz ich zastępców. Nie było ich wielu, zawsze należeli do elity peerelowskiej bezpieki, a ich wpływ na bieg wydarzeń był istotniejszy aniżeli instancji partyjnych bądź administracji państwowej.

Departamentem w latach 1962–1989 kierowało zaledwie siedmiu wyższych funkcjonariuszy, z dużym doświadczeniem pracy operacyjnej, a często także z dobrymi koneksjami na Wschodzie. Niektóre z tych nazwisk, jak płk. Zenona Płatka czy jego zastępcy Adama Pietruszki, opinia publiczna poznała przy okazji procesu morderców ks. Jerzego Popiełuszki. Inni, jak pułkownicy Konrad Straszewski czy Józefa Siemaszkiewicz, chociaż decydowali o funkcjonowaniu pionu czwartego, znani są jedynie wąskiej grupie specjalistów. Wszyscy byli ludźmi zaangażowanymi w walkę z Kościołem i osiągali na tym polu niemałe sukcesy.

Przede wszystkim agentura

Zarówno analiza prof. Musiała, jak również treści publikowanych dokumentów wskazują, że podstawowym instrumentem w walce z Kościołem katolickim, a także Kościołami innych wyznań oraz grup religijnych była agentura. Zdaniem kierownictwa Departamentu IV sprawnie działająca sieć agenturalna pozwalała na dostateczny wgląd w sprawy Kościołów i związków wyznaniowych działających w Polsce. W typologii używanej w Departamencie IV osobowe źródła informacyjne (OZI) od 1970 r. klasyfikowano według następujących kategorii: tajny współpracownik, rezydent, kontakt operacyjny, kontakt służbowy, konsultant oraz dysponent lokalu konspiracyjnego. Ewidencję prowadzono w stosunku do każdego duchownego (Teczka Ewidencji Operacyjnej na Księdza), parafii, wreszcie każdego biskupa (Teczka Ewidencji Operacyjnej na Biskupa). Zbierano w nich wszystkie informacje na temat rozpracowywanej osoby, jej stanu majątkowego i kontaktów. Stosowano zarówno obserwację, kontrolę korespondencji, jak i podsłuchy telefoniczne. W przypadku biskupów interesowano się ich stosunkiem do władz państwowych, sposobem zarządzania diecezją, a także życiem osobistym. Najważniejszym źródłem informacji była jednak umieszczona wokół tych osób agentura, wywodząca się najczęściej z tego samego środowiska. W ten sam sposób rozpracowywane były kurie biskupie, władze zgromadzeń zakonnych, środowisko Klubów Inteligencji Katolickiej bądź organizacje katolików świeckich, jak PAX, ODiSS czy ChSS.

Z opracowania prof. Musiała wynika, że agentura pionu czwartego była systematycznie rozbudowywana. Jeśli w 1962 r. w całym pionie czwartym, obejmującym nie tylko Kościół katolicki, ale także inne związki wyznaniowe, było zarejestrowanych 2594 tajnych współpracowników, to w latach następnych te liczby systematycznie rosną. W 1969 r. jest ich już 3574, a w 1979 r. – 55 784. Lawinowy przyrost następuje w stanie wojennym. Siatka agenturalna pionu czwartego w 1982 r. liczy już 13 038 tajnych współpracowników, a w 1983 r. – 15 370. Wbrew obiegowym opiniom przy jej tworzeniu zasadniczego znaczenia nie miały materiały kompromitujące. Doświadczenie lat poprzednich nauczyło funkcjonariuszy bezpieki, że współpracownicy zwerbowani za pomocą szantażu są mało przydatni, uchylają się od współpracy i nie przekazują istotnych informacji. W latach 80. nie można było także stosować wobec duchowieństwa represji nagminnie używanych w latach 50. Pozostawały więc bardziej finezyjne metody werbunku, częściej w nich używano „marchewki” aniżeli „kija”. Posiadanie paszportu lub zgoda na zagraniczny wyjazd były ważnym argumentem podczas spotkań poprzedzających werbunek, kiedy starano się prowadzić tzw. rozmowy operacyjne, będące wstępem do bliższego wiązania danej osoby z bezpieką. Mitem w świetle zgromadzonych w tym tomie dokumentów jest twierdzenie, że funkcjonariusze starali się rejestrować każdego, z kim mieli nawet incydentalny kontakt. Bezpieka starała się precyzyjnie budować siatkę współpracowników. Co pewien czas dokonywano ich oceny i selekcji. Skutkowało to eliminacją współpracowników, których uznano za nieprzydatnych w dalszej pracy operacyjnej. W aktach normatywnych podkreślana jest konieczność uzasadnienia każdego werbunku. Bezpieka nie potrzebowała zbyt wielu współpracowników, gdyż obciążało to nadmiernie pracą funkcjonariuszy oraz budżet przeznaczony na działania operacyjne. Zasada generalna była więc taka, że werbunek dotyczył wyłącznie osób, z którymi funkcjonariusze pionu czwartego wiązali nadzieje na pozyskanie ważnych informacji bądź liczyli na ich awans w przyszłości. Dlatego do werbunku typowano najczęściej osoby wybijające się w środowisku, o których sądzono, że zrobią karierę naukową bądź awansują. Preferowano przy tym tzw. miękki werbunek, często odstępując od pozyskania pisemnej zgody na współpracę.

Zniszczone czy sprywatyzowane?

Ostatnie dokumenty z tego tomu dotyczą zniszczenia tego ogromnego zasobu archiwalnego. Decyzję w tej sprawie podjął ostatni szef Departamentu IV gen. Tadeusz Szczygieł. 26 sierpnia 1989 r. nakazał zaprzestania dalszej ewidencji duchowieństwa oraz polecił wyrejestrować i zniszczyć wszystkie teczki operacyjne. Rozkaz dotyczył nie tylko materiałów bieżących, ale także przechowywanych w archiwach. Jak napisał w raporcie gen. Szczygieł, w obecnej sytuacji udoskonalenie bazy ewidencji komputerowej daje wystarczający „obraz stanu osobowego kleru”. 1 września 1989 r. w całym kraju rozpoczęło się systematyczne niszczenie ogromnej dokumentacji zgromadzonej w latach poprzednich przez Departament IV oraz jego odpowiedniki terenowe. Niszczono nie tylko materiały o tajnych współpracownikach, ale także teczki ewidencyjne prowadzone wobec każdego księdza, biskupa, parafii oraz zgromadzenia zakonnego. Nie wiemy, jak obszerny był to zespół akt, gdyż zachowały się nieliczne protokoły zniszczeń, także mało precyzyjne. Z całą pewnością chodziło o tysiące teczek. Zniszczono także znaczną część materiałów operacyjnych z lat 70. i 80. Jak jednak pisze prof. Musiał, część tych materiałów została w oryginałach lub mikrofilmach przejęta przez wysokich funkcjonariuszy MSZ i może jeszcze trafić w ręce historyków. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.