Przebojowa alternatywa

„Małomiasteczkowy”, „Początek”, „Weź nie pytaj”… Kim są wykonawcy największych polskich hitów ubiegłego roku? Czy pod względem artystycznym mają nam do zaproponowania coś nowego?

Piosenkę o „małomiasteczkowym gościu” w minione wakacje nucili wszyscy. Prosty bit, kojarzący się trochę z „Take on Me” zespołu A-ha, chwytliwa melodia z inteligentnym tekstem i nieustanne powtarzanie kawałka w największych stacjach radiowych – wszystko to sprawiło, że otrzymaliśmy murowany przebój. Dla niektórych ta gigantyczna popularność utworu może być zaskoczeniem, bo przecież Dawid Podsiadło – wykonawca, autor tekstu i współautor muzyki do „Małomiasteczkowego” – z pozoru nie ma wielkich zadatków na gwiazdę. Trochę nieśmiały, z chaotycznym ruchem scenicznym i wizerunkiem sugerującym spory dystans do własnego udziału w świecie show-biznesu (śmieszny wąs, rozczochranie, roztargnione spojrzenie), budzi sympatię, ale raczej jako „chłopak z sąsiedztwa”, a nie ktoś z piedestału, pociągający tłumy. Ale czy „małomiasteczkowość” Podsiadły jest faktycznie wyrazem niezależności artysty wobec scenicznych trendów? Może to po prostu starannie wystudiowana kreacja?

Małomiasteczkowy król

Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto przyjrzeć się karierze Dawida Podsiadły, który na muzycznej scenie nie jest bynajmniej nowicjuszem. Rok po zwycięstwie w 2012 r. drugiej edycji TVN-owskiego talent show „X Factor” nagrał album „Comfort and Happiness”, całkiem dojrzały jak na dwudziestoletniego wówczas artystę. Ciepła barwa głosu wokalisty dobrze sprawdzała się w utworach intymnych, balladowych, ale na krążku znalazły się też utwory bardziej dynamiczne, nowocześnie zaaranżowane, jak chociażby przebój „Trójkąty i kwadraty” z poetyckim tekstem Karoliny Kozak. Dużym przebojem stała się też piosenka „W dobrą stronę” z kolejnego albumu artysty „Annoyance and Disappointment”, z zaczepnym, nawet nieco niegrzecznym tekstem samego Podsiadły. Jednak dopiero single z „Małomiasteczkowego” – utwór tytułowy i „Nie ma fal” – wywindowały piosenkarza na szczyt popularności.

Przypadek? Bynajmniej! Te piosenki faktycznie są przebojowe, ale trzeba pamiętać, że wspierała je niezwykle pomysłowa kampania promocyjna. Teledysk o „przesadzaniu drzew”, żartobliwą metaforą nawiązujący do kariery chłopaka z Dąbrowy Górniczej, okazał się zaledwie jej początkiem. Cotygodniowe wizyty w programie Kuby Wojewódzkiego w charakterze niby to „zagubionego” gościa podgrzewały atmosferę do czasu wydania albumu. To, co nastąpiło później, było już prawdziwym marketingowym majstersztykiem. W dniu premiery pod Pałacem Kultury i Nauki stanął kiosk z napisem „Muzyka / Prasa / Bilety / Podsiadło”. Piosenkarz sam sprzedawał w nim nie tylko swoje płyty, ale i zwykły kioskowy asortyment: gazety, napoje czy papier toaletowy. A przecież był jeszcze mural z „małomiasteczkową” krzyżówką w centrum Warszawy, do której hasła trzeba było odnaleźć na 40 billboardach w 40 polskich miastach i miasteczkach. Czy wreszcie klip do kolejnego singla, „Nie ma fal”, opatrzony na wstępie komentarzem: „Do tego utworu będzie teledysk. Taki prawdziwy. Ale to dopiero za jakiś czas, więc teraz, żebyście nauczyli się słów na koncerty, zrobiliśmy tzw. lyrics video, czyli muzykę z tekstem, jak zespoły zza granicy”. Zestawienie zieleni, różu i wyszczerzonych fotek artysty – wszystko to jest tak tandetne, że… trudno się nie uśmiechnąć. „Małomiasteczkowość” znów okazała się dobrze sprzedającym się towarem. Od strony muzycznej to też żadna wielka alternatywa – po prostu inteligentny, nowoczesny pop. Za to w dziedzinie promocji – to już czysta awangarda. I w sumie nie ma większego znaczenia, czy to kreacja, jak u bohatera zupełnie innej muzycznej bajki – Sławomira, czy umiejętne przekucie własnych słabości w atut. Podsiadło okazał się dla Polaków na tyle wiarygodny, że może nawet reklamować bank. Co zresztą czyni.

Nie chcę iść pod wiatr

Co ciekawe, Dawid Podsiadło jest też współwykonawcą drugiej z najczęściej odtwarzanych w zeszłym roku w radiu piosenek. Chodzi o „Początek” – utwór promujący zeszłoroczną edycję trasy koncertowej Męskie Granie. Jeśli ktoś nie kojarzy – to ta piosenka, w której refrenie pojawiają się słowa: „Ja nie chcę iść pod wiatr, gdy wieje w dobrą stronę”.

Męskie Granie to impreza z założenia alternatywna, więc i muzyka jest w tym wypadku ostrzejsza, rockowo-funkowa, i nawet może zaskakiwać fakt, że w dzisiejszym, tak mocno skomercjalizowanym radiu karierę robią również takie utwory. Choć z drugiej strony cytowany fragment refrenu zdaje się łamać stereotyp rocka postrzeganego jako muzyka buntu. Przez krytyków bywał zresztą odczytywany jako manifest konformizmu. Niektórzy przypisywali mu nawet kontekst polityczny i wmawiali muzykom uległość wobec obecnej władzy. To oczywiście nadinterpretacja – chodzi tu raczej o umiejętność cieszenia się chwilą – ale nie da się ukryć, że protest song to nie jest. Tylko czy rockowa piosenka naprawdę musi nim być? Może wystarczy, że tekst będzie pomysłowy, a muzyka – intrygująca?

Za jedno i drugie odpowiada w „Początku” Krzysztof Zalewski, który w tym utworze nie tylko zaśpiewał, ale i zagrał na basie i perkusji. Szef muzyczny Męskiego Grania Orkiestry to muzyk ze sporym doświadczeniem – zwycięzca „Idola” z 2004 r., współpracujący z wieloma wykonawcami, mający na koncie cztery solowe płyty. Najnowsza z nich, „Zalewski śpiewa Niemena”, jest szczególnie warta uwagi. Okazuje się tu, że możliwości wokalne Zalewskiego są ogromne – chwilami trudno oprzeć się wrażeniu, że śpiewa sam Niemen.

Trzeci z wykonawców „Początku” – Kortez, czyli Łukasz Federkiewicz, nie ma za sobą sukcesów w talent show, lecz jedynie nieudany występ w precastingu do „Must Be the Music”. Choć jury go wówczas nie doceniło, został dostrzeżony przez swojego przyszłego wydawcę, u którego opublikował już trzy albumy. Kortez faktycznie przykuwa uwagę, ale w inny sposób, niż czyni to większość współczesnych artystów. Na tle krzykliwych projektów jego twórczość wyróżnia się skupieniem, wyciszeniem. Nagle okazało się, że można – bez przeładowanych elektronicznymi bitami aranżacji, bez mizdrzenia się do kamer – trafić na anteny radiowe i telewizyjne. Bo znaleźli się słuchacze takiej właśnie muzyki. Kortez okazał się więc świetnym antidotum na zmęczenie ogłupiającą sieczką płynącą z mediów głównego nurtu.

Weź nie pytaj

O tym, że media te często nie doceniają swoich słuchaczy, świadczy fakt, iż na największy z zeszłorocznych polskich hitów nie chciała początkowo postawić żadna radiowa rozgłośnia. Radiowcy obudzili się dopiero, gdy „Weź nie pytaj” zaczęło robić furorę w internecie. Dziś oficjalny klip do tego utworu ma prawie 80 mln odsłon na YouTubie, został on również przebojem roku w radiu RMF. Bo i tym razem okazało się, że ludzie chcą słuchać zwyczajnej piosenki. Zahaczającej nieco o bluesa, z mądrym, choć lekkim, żartobliwym tekstem. Oczywiście, i tu odezwały się oburzone głosy tropicieli konformizmu u młodego pokolenia, bo jakże to: „Nie chcę żyć polityką/ Kiedy tłumy na mieście, ja córkom zrobię jeść”? A właśnie że tak! Ten tekst jest bardzo pod prąd, bo to największa pochwała wierności, jaką stworzono w polskiej muzyce rozrywkowej od wielu lat. Kto dziś jeszcze śpiewa o tym, że „nie chce wolności, chce miłości”? Że lepiej jest się zestarzeć razem niż „młodnieć” i szukać przygód? Że żona jest „największą przygodą, jaką zesłał Pan”?

Paweł Domagała, śpiewający tę piosenkę, jest również współautorem muzyki i autorem tekstu. O wierności wypowiedział się też pięknie w show Kuby Wojewódzkiego. Zagadnięty przez prowadzącego o to, czy zna jakieś małżeństwo aktorów, które wytrzymało ze sobą do śmierci, odparł wprost: „Myślę, że nasze takie będzie. (…) I jak za dwadzieścia lat na rozmowę z panem przyjadę motorem, a obok będzie czekała moja dwudziestoletnia dziewczyna, to proszę mnie z tego publicznie rozliczyć. (…) Dla mnie wierność jest najważniejszym atrybutem męskości i naprawdę tego chciałbym się trzymać. Bo co mnie określa bardziej jako mężczyznę niż wierność przysiędze, którą się złożyło?”. Jeśli dodać do tego fakt, że aktor w wywiadach otwarcie mówi o swojej wierze i rozeznawaniu trudnych wyborów po chrześcijańsku, to jego popularność jawi się dziś rzeczywiście jako pewien fenomen. Jednak wszystkie trzy wymienione tu ubiegłoroczne hity na miano fenomenu z całą pewnością zasługują. W świecie, w którym media przestały wierzyć w inteligencję odbiorcy, dobre piosenki tę wiarę przywracają.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • CSOG
    24.02.2019 13:44
    Paweł Domagała. Wiara wyznawana życiem. Życiową postawą. Głoszenie nie tylko wyznania ale i życiowych wartości. Odwaga w nonszalancji dla scenicznej zawodowej kariery przeciwstawiona chęci zrobienia kariery rodzinnym życiem. Wolność "od" a nie "do". To jest coś co lubię.
  • św Eufenia
    24.02.2019 15:21
    Można analizować polskie teksty. Zagraniczne gwiazdy mają się łatwiej, bo nie analizuje się dogłębnie ich tekstów przez trudności ze zrozumieniem. Jedynie nuci się melodię. A tekst jest często pustosłowiem.
    Powinien istnieć obowiązek 50% utworów polskojęzycznych w radiu bo starych amerykańskich hitów nie da się już słychać. Polakowi zawsze wiatr w oczy.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.