Chłopiec, którego nie było

„Kafarnaum” jest filmem o potrzebie miłości, jaka należy się najbardziej bezbronnym – dzieciom.

Nie chodzi tu o biblijną miejscowość z czasów Jezusa. Według Nadine Labaki, reżyserki „Kafarnaum” (Capharnaüm), tytuł oznacza bałagan czy nadmiar rzeczy, co zresztą później wyjaśnia się w filmie.

Głośne wołanie dziecka

Film porusza wiele wątków, m.in. temat losu nielegalnych imigrantów, wykorzystywania nieletnich przez pracodawców, a przede wszystkim obojętności wobec losu dzieci. Ten ostatni wątek wydaje się najważniejszy. Zainspirowało go wydarzenie, do jakiego doszło w Bejrucie, które, jak wspomina reżyserka, złamało jej serce. – Wracałam z przyjęcia gdzieś o pierwszej w nocy i kiedy stałam na światłach, zobaczyłam przez okno samochodu żebrzącą na ulicy kobietę, a w jej ramionach wpółśpiące dziecko. Najmocniej uderzyło mnie to, że dziecko nie płakało, chciało po prostu spać. Obraz jego zamykających się oczu nie chciał mnie opuścić… Dzieciństwo stało się punktem wyjścia, bo to jest ten moment, który kształtuje całą resztę naszego życia – mówiła Labaki w jednym z wywiadów.

Początek historii, której akcja rozgrywa się w stolicy Libanu, może zszokować widza. Najpierw oglądamy Zejna, pierwszoplanowego bohatera filmu, w gabinecie lekarskim. Lekarz stara się ustalić wiek chłopca, który nie wie, kiedy się urodził. W kolejnym ujęciu grupa imigrantek przesłuchiwana jest przez urzędnika biura imigracyjnego, by stwierdzić ich tożsamość. W następnych scenach Zejn zostaje doprowadzony z więzienia w kajdankach na salę sądu, gdzie rozpoczyna się rozprawa. Nie wiemy, dlaczego znalazł się w więzieniu, wyjaśnia się to później. Okazuje się, że chłopiec pozywa do sądu własnych rodziców, bo… nie byli w stanie zapewnić mu godnego życia. Oczywiście ten nieprawdopodobny pozew z krainy fantazji jest tylko pretekstem, głośnym wołaniem dziecka rzuconego na pastwę losu, z którego dobrem mało kto się liczy. W posiedzeniu biorą udział wszyscy bohaterowie dramatu, który poznajemy w cyklu retrospekcji przeplatanych obrazami z sali sądowej.

Wstrząsające sceny

Zejn wraz z rodzicami i licznym rodzeństwem mieszkał w nędznej klitce w jednej z najbiedniejszych dzielnic Bejrutu. Ani on, ani żadna z sióstr nie mieli nawet własnego łóżka i spali pokotem na materacach położonych na podłodze. Z jedzeniem było krucho, żadne z dzieci nie chodziło do szkoły. Zejn opiekuje się Sahar, swoją ukochaną młodszą siostrą, z którą w ruchliwym punkcie miasta sprzedaje napoje, by pomóc rodzinie. Dorabia również w sklepie Assada, dostarczając klientom zakupione przez nich towary. Mimo tego, co robi dla rodziny, w domu spotyka się wyłącznie z agresją i wyzwiskami. Zejn jest chłopcem inteligentnym, chciałby się uczyć, z zazdrością patrzy na dzieci, które chodzą do szkoły. Matka nawet zgodziłaby się, by poszedł do szkoły, bo dzieci otrzymują tam jedzenie i stamtąd przynoszą do domu różne rzeczy z darów. Jednak ojciec zgłasza weto. Boi się, że ucząc się w szkole, chłopiec nie będzie mógł pracować i zarabiać. On sam nie pracuje ani nawet nie szuka pracy. Całe dni spędza bezczynnie w domu, najczęściej widzimy go, jak wyleguje się na łóżku albo popija kawę. Uznał, że jest nikim i nie jest w stanie nic zrobić. Nie wyrobił nawet świadectw urodzenia dzieciom, więc formalnie Zejn i jego siostry nie istnieją. Domem, na tyle, ile to możliwe, zajmuje się wyłącznie żona. Z całej rodziny tylko Zejn wydaje się jedynym, który chce coś zmienić, ale jest przecież tylko bezbronnym, wrażliwym, przedwcześnie dojrzałym dzieckiem.

Nie wiadomo, jak długo trwałaby podobna sytuacja, gdyby nie wydarzenie, które zmienia wszystko. Sahar, 11-letnia siostra Zejna, zostaje wydana za mąż za starszego o wiele lat Assada, pracodawcę Zejna. W Libanie, gdzie około 70 procent ludności stanowią muzułmanie, to możliwe. Wbrew swojej woli i rozpaczliwym wysiłkom brata, który starał się zapobiec małżeństwu, dochodzi do transakcji, bo tak właściwie można nazwać te „zaślubiny” dziecka potraktowanego jak towar. Sceny owych tradycyjnych, muzułmańskich swatów, a później wyprowadzenia panny młodej z rodzinnego domu należą do najbardziej wstrząsających w filmie. Można sobie wyobrazić, co odczuwa Zejn w sytuacji, kiedy zdaje sobie sprawę ze swojej bezsilności. To wydarzenie sprawia, że Zejn podejmuje decyzję o ucieczce z domu będącej głównym wątkiem filmu.

Rozpoczyna się prawdziwa odyseja chłopca, który mimo trudności i wbrew przeciwnościom losu nie poddaje się. Spotyka różnych ludzi, w tym takich, którzy znajdują się w równie beznadziejnym położeniu, jak np. Rahil, emigrantka z Etiopii, a którzy potrafią okazać mu serce. W najtrudniejszych chwilach, w sytuacjach, zdawałoby się, bez wyjścia Zejn okazuje najlepsze cechy swego charakteru, dobroć i nieustępliwość. Zdany wyłącznie na siebie, potrafi zaopiekować się jeszcze kimś słabszym i całkowicie bezbronnym.

O potrzebie miłości

W tym filmie właściwie nie grają zawodowi aktorzy. Tylko w roli pani adwokat wystąpiła Labaki, która nie tylko jest reżyserką, ale także aktorką. Rola obrończyni, w jakiej pojawia się na ekranie, ma tu charakter symboliczny. W pozostałych wystąpili naturszczycy. To dzięki nim historia przedstawiona na ekranie nabrała nieprawdopodobnej wprost autentyczności. Każdy z nich ma za sobą bagaż doświadczeń, przynajmniej częściowo zbliżonych do przeżyć kreowanych przez siebie filmowych bohaterów. Dotyczy to przede wszystkim Zaina Al Rafeea, który zagrał Zejna. Wraz z rodziną musiał uciekać z Syrii, gdy doszło do walk w pobliżu miejsca ich zamieszkania. Dotarli do Bejrutu, tam jednak chłopak nie chodził do szkoły, uczył się w domu. Gdy skończył dziesięć lat, imał się różnych dorywczych zajęć. W roku 2016 został odkryty przez kierowniczkę castingu „Kafarnaum”, która wypatrzyła go w grupie dzieci. Również Yordanos Shiferaw występująca w roli Rahil rzeczywiście mieszkała w Etiopii, w obozie dla uchodźców z Erytrei. Zajmowała się różnymi rzeczami, a do Bejrutu trafiła śladem swoich sióstr pracujących w stolicy Libanu w charakterze służących. W trakcie zdjęć do filmu, podobnie jak odtwarzana przez nią bohaterka, została aresztowana jako nielegalna imigrantka. Dzięki reżyserce została zwolniona.

Z pewnością „Kafarnaum” nie jest optymistyczną opowiastką. Jej bohaterowie poświęcają się dla innych i cierpią zdani wyłącznie na samych siebie. Reżyserka nie pozbawia nas jednak nadziei, bo mimo przeciwności losu wysiłki tych postaci nie idą na marne. Pod koniec filmu pojawia się światełko w tunelu. Wydaje się, że produkcja ta jest nie tylko krzykiem przeciwko niesprawiedliwości, zarówno w sferze społecznej, jak i czysto ludzkiej, ale przede wszystkim apelem o miłość, jaka należy się najbardziej bezbronnym, czyli dzieciom. To one padają ofiarami konfliktów wszelkiego rodzaju. I nie chodzi tu wyłącznie o konflikty wojenne, ale również o te, które toczą się w społecznościach i rodzinie. W jednej ze scen na sali sądowej słyszymy rodziców chłopca, którzy tłumaczą swoją postawę wobec dzieci tragicznymi doświadczeniami wojennymi. Nie można zaprzeczyć, że to, co przeżyli, wpłynęło na ich postawę, ale jednocześnie trudno usprawiedliwić fakt, że dziecko nigdy nie usłyszało z ich strony prostego zdania: „Kocham cię”. Film pokazuje, jak tragiczne mogą być tego konsekwencje.

„Kafarnaum” doceniło jury MFF w Cannes, przyznając mu swoją nagrodę. Obraz otrzymał także Nagrodę Jury Ekumenicznego, którego decyzje czasem budzą wątpliwości. Tym razem był to wybór jak najbardziej właściwy. •

Kafarnaum, reż. Nadine Labaki, wyk.: Zain Al Rafeea, Yordanos Shiferaw, Boluwatife Treasure Bankole, Kawthar Al Haddad, Haita Izzam, USA/Liban 2018.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg