Architekt II RP

To Adolf Szyszko-Bohusz stworzył Wawel w takim kształcie, jaki dzisiaj oglądamy.

O jednym ze znanych współczesnych polityków opowiadano, że na pytanie taksówkarza: „Dokąd jedziemy”, odpowiadał: „Obojętnie gdzie, wszędzie mnie potrzebują”. Anegdota jak ulał pasuje do prawdopodobnie najwybitniejszego architekta i restauratora zabytków w II RP. Nieprzypadkowo mówiono o nim Adolf „Wszystko” Bohusz. Projektował domy, kościoły i zamki, siedziby muzeów, banków, hoteli i sanatoriów, miał wpływ na kształt największych polskich miast. Ale ważniejsze od tego, ile budynków wyrosłych w czasach międzywojennych nosi jego stempel, jest to, że w sposób oryginalny połączył w nich tradycję z nowoczesnością. Określenie „architekt II RP” w swej wieloznaczności doskonale oddaje więc geniusz Szyszko-Bohusza. Był bowiem nie tylko projektantem najważniejszych budynków, ale też współtwórcą narodowej mitologii tamtych czasów.

Dusza polska

– Chciał pokazać, że II RP z jednej strony jest krajem z tysiącletnią historią, zakorzenionym w kulturze europejskiej, z drugiej państwem nowoczesnym, stawiającym szklane domy – mówi prof. Michał Wiśniewski, architekt, autor głośnej wystawy w Muzeum Narodowym poświęconej Szyszko-Bohuszowi. Jego zdaniem najlepszym przykładem takiego rozwarcia między nowoczesnością i polskim dziedzictwem jest zamek prezydencki w Wiśle, z kamienną elewacją, ale równocześnie płaskim dachem (potem przerobionym) i pasmowymi oknami. Zamek, który architekt zaprojektował pro bono.

Złośliwi dodadzą, że mógł sobie na taki gest pozwolić, był bowiem człowiekiem bardzo zamożnym. Świadczy o tym choćby jego prywatna rezydencja w podkrakowskich Przegorzałach – niezwykłe połączenie średniowiecznej baszty i nowoczesnej willi. Z własnym basenem i tarasem, skąd roztacza się przepiękny widok na Wisłę, Wawel i Tyniec. Rezydencja niewątpliwie świadczyła o pozycji społecznej byłego żołnierza legionów, przyjaciela najważniejszych osób w państwie. Wpływy, jakie posiadał, wykorzystywał jednak nie dla spełniania prywatnych zachcianek, ale dla realizacji w kamieniu i szkle niezwykłej wizji odrodzonej Rzeczpospolitej. Pasjonowała go architektura podkreślająca dziedzictwo, ale jednocześnie aspiracje i dynamikę młodego państwa.

„Dążyć musimy do tego, by nasze nowe budowle miały wszystkie dodatnie cechy dawnych – miały duszę swojską, prostotę, logikę kompozycji, czasem bogactwo ornamentacji, czasem spokojną grę płaszczyzn, lecz zawsze duszę polską! Stwarzajmy formy, których ze znanych okazów naszej architektury żaden nie posiada, lecz które równie dobrze mogłyby być przez naszych przodków budowane” – pisał Adolf Szyszko-Bohusz. I według tej właśnie recepty powstały tak ikoniczne budowle tamtych czasów jak siedziba banku PKO w Krakowie, Poczty Głównej w Częstochowie czy niezwykły Dom Zdrojowy w Żegiestowie, łączący modernistyczną elewację z klasycyzującym wnętrzem.

Przestrzeń państwowa

Architekt pochodził ze starej szlacheckiej rodziny herbu Odyniec. Do Galicji przyjechał via Petersburg (gdzie studiował) z terenów dawnego Księstwa Litewskiego. Jego bliskimi krewnymi byli sławni generałowie Jakub i Zygmunt Szyszko-Bohuszowie. Sam Adolf pokochał Kraków i całkowicie zmienił oblicze tego miasta. Po I wojnie światowej liczyło ono 100 tys. mieszkańców i sięgało zaledwie Błoni, ale wciąż miało wielkie znaczenie symboliczne. Adolf Szyszko-Bohusz wiedział, jak je wydobyć spod wojennego kurzu. Rozumiał, że odbudowę prestiżu Rzeczpospolitej trzeba zacząć od góry, a konkretnie – od wzgórza wawelskiego. Już w 1916 roku objął kierownictwo prac renowacyjnych na Zamku Królewskim. Na stanowisku tym pozostał aż do wybuchu II wojny światowej. Mało tego, nawet po wkroczeniu Niemców postanowił trwać na posterunku. Od prac na Wawelu został odsunięty dopiero przez komunistów. Oskarżono go o kolaborację – bezpodstawnie, bo pracował jako rysownik w prywatnym biurze niemieckim za zgodą polskich władz podziemnych, działając jednocześnie w tajnym Komitecie Wawelskim.

– Zaryzykowałbym tezę, że to Adolf Szyszko-Bohusz stworzył Wawel w takim kształcie, jaki dzisiaj oglądamy – mówi prof. Jacek Purchla. Założyciel i wieloletni dyrektor Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie wskazuje zarówno na odkrycia archeologiczne i rekonstrukcje, jak i międzywojenne realizacje architekta w tym miejscu.

– Jego Wawel jest raczej pewnego rodzaju kreacją, opowieścią o renesansie w Polsce, niż próbą dociekania, co rzeczywiście zostało tam z XVI wieku – ocenia z kolei prof. Wiśniewski. Szyszko-Bohusz odkrył i zrekonstruował świadectwo naszych chrześcijańskich korzeni, Rotundę św. Feliksa i Adaukta. Zbudował Bramę Herbową i przywrócił blask komnatom wawelskim, zdegradowanym w XIX wieku do funkcji austriackich koszar. – Spacerując po nich, nie uświadamiamy sobie, że jest to wizja Szyszko-Bohusza. Znalazło się tam też miejsce dla współczesnych mu artystów, takich jak Zbigniew Pronaszko, Jan Cybis czy Zygmunt Waliszewski – wylicza prof. Purchla.

Łuk tryumfalny z widokiem na kopiec

Adolf Szyszko-Bohusz, jako konserwator i kreator, stworzył przestrzeń państwową dla odrodzonej Polski. Także na Zamku Królewskim w Warszawie, który przebudowywał. Ale to dzięki jego wysiłkom od 1923 r. Wawel stał się oficjalną rezydencją Prezydenta RP. Można powiedzieć, że Szyszko-Bohusz nie chciał rozstawać się z Wawelem nawet we śnie, skoro własną rezydencję zaprojektował na wzór odkrytej przez siebie wczesnośredniowiecznej rotundy. W państwowotwórczym duchu myślał też o nowych realizacjach. Szkoda, że w realny kształt nie przerodziła się jego najbardziej śmiała wizja – Muzeum Narodowego. W latach 20. XX wieku architekt wyszedł z pomysłem zbudowania dwóch pawilonów po obu stronach dzisiejszej alei Focha, z łukiem tryumfalnym na osi ulicy łączącym gmach w całość, dokładnie w miejscu, którym maszerowały legiony, z widokiem na kopiec Kościuszki. – To miała być klamra wpisująca Kraków w nowy mit odrodzonej Rzeczpospolitej – przypomina prof. Wiśniewski.

Obecny, modernistyczny gmach Muzeum Narodowego, stojący nieopodal planowanej wcześniej lokalizacji, choć nie jest formalnie dziełem Szyszko-Bohusza, powstał według jego wskazówek. Podobnie jak cały ciąg budynków wzdłuż alei Trzech Wieszczów. Architekt II RP może nie był urbanistą, ale na pewno wizjonerem… z potężną mocą sprawczą w tamtych czasach. Zaś jego realizacje nieuchronnie wpływały na kształt Krakowa, zmieniając go w metropolię. I narzucając nowoczesny sposób myślenia o tkance miejskiej. Tak było w przypadku banku PKO. W sąsiedztwie klasycystycznej budowli przy ul. Zyblikiewicza Szyszko-Bohusz stworzył podobnie monumentalny zespół mieszkaniowy dla pracowników banku.

Demonstracją siły architekta był budynek Domu Towarzystwa Ubezpieczeniowego „Feniks” przy Rynku Głównym, ze słynną przez kolejne dekady salą dansingową. Awangardowy budynek o wielkich oknach z aluminiową stolarką i z szokującą attyką na dachu wywołał prawdziwy skandal. Konserwatorzy i historycy sztuki za wszelką cenę starali się zablokować tę budowę. Ale w starciu z projektantem prezydenckiego zamku nie mieli większych szans.

Ślad na Jasnej Górze

Oczywiście nie w każdych zawodach Szyszko-Bohusz wygrywał. Przegrał sporo konkursów architektonicznych, m.in. ten z 1925 roku na projekt katedry w Katowicach. Drugą lokatę uzyskał także w konkursie na warszawską Świątynię Opatrzności Bożej (1931). Kto chce zobaczyć kościół wybudowany według pomysłu architekta, powinien się wybrać do Poznania. Klasztor ojców dominikanów, o którym mowa, powstał dopiero po wojnie (podobnie jak trzy inne kościoły według projektów Szyszko-Bohusza). Dwie wieże nawiązują do architektury romańskiej, a wejście do świątyni zbudowane jest w formie portyku wspartego na pięciu jońskich kolumnach. Praktycznie identyczny projekt zrealizowano w 1923 roku w Trembowli.

Szyszko-Bohusz zostawił swój ślad także na Jasnej Górze. Chodzi o wieczernik z kaplicą oraz spowiednicę. Realizacji neobarokowego projektu wzniesionego w latach 20. XX wieku w miejscu dawnego cmentarza architekt doglądał osobiście. Nie tylko ze względu na rangę miejsca. Podobnie jak na Wawelu chodziło mu o pokazanie nowemu pokoleniu architektów, jak można czerpać z polskiej tradycji sakralnej.

Zdaniem prof. Michała Wiśniewskiego, niedocenianą dziś zasługą polskiego architekta jest właśnie wychowanie całej rzeszy następców. Po wojnie, gdy okazało się, że architekt II RP nie może wrócić ani na Wawel, ani do swojej baszty w Przegorzałach, całą energię zaangażował w stworzenie własnej szkoły. Nazwano ją wówczas Wydziałem Politechnicznym przy AGH. Szyszko-Bohusz był jego dziekanem. Na pierwszy rok zapisało się 300 chętnych. Stąd wyszli ludzie, którzy odegrali ogromną rolę w budowaniu powojennego Krakowa, Katowic, Łodzi, Warszawy.

Wybitny architekt był już wtedy chodzącą legendą… a jednocześnie wciąż prorokiem nowoczesności. Jedni patrzyli na niego przez pryzmat „Feniksa” na rynku, inni widzieli twórcę krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów i zamku w Wiśle. Wszyscy jednak patrzyli na niego jak na geniusza. Szyszko-Bohusz czasem inspirował się duchem miejsca, jak na Jasnej Górze, czasem szedł pod prąd. Zawsze jednak w tym, co robił, zostawiał osobisty znak firmowy: „polska dusza”.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.