Wyjść z płonącego lasu

O muzyce w czasach pandemii, tęsknocie za publicznością i ważnych tekstach opowiada duet Kwiat Jabłoni.

Szymon Babuchowski: Siedzicie w domu?

Jacek Sienkiewicz: Oj, tak, oczywiście.

Kasia Sienkiewicz: Trzymamy się bardzo ściśle wszystkich zaleceń.

J.S.: Odkąd skończyliśmy grać koncerty, przenieśliśmy się na domową kwarantannę. Zagraliśmy pięć z zaplanowanych dwudziestu i zakończyliśmy trasę.

I jak sobie radzą muzycy w czasie epidemii?

K.S.: Na pewno mamy więcej czasu na ćwiczenie. Granie na scenie też uczy, ale to nie jest to samo. Oboje zabraliśmy się też za pisanie zaległych prac magisterskich: Jacek z filozofii, ja – z muzykologii.

Na co dzień Wasza publiczność wypełnia duże sale koncertowe. Brakuje Wam tego kontaktu z ludźmi?

J.S.: Bardzo. Przez styczeń i luty zrobiliśmy sobie specjalnie przerwę od koncertów, żeby lepiej przygotować się do trasy i nagrań w studiu. Bo chociaż mocno jeszcze siedzimy w pierwszej płycie, to tworzymy już materiał na drugą. Więc przez te dwa miesiące czekaliśmy na powrót do koncertowania i do spotkań z ludźmi. A to się bardzo szybko skończyło.

K.S.: Teraz co drugą noc śni mi się jakiś koncert. I zawsze coś z nim jest nie tak: ludzie nie przychodzą albo wychodzą w trakcie. ({body:BBC}śmiech{/body:BBC})

Szykujecie koncerty online?

J.S.: Tak, już się zaczęły. W zeszły weekend zostaliśmy częścią akcji „Koncert dla bohaterów”, wspierającej pracowników służb medycznych. W tym miesiącu planujemy też dłuższy koncert, ale o tym będziemy dawać znać na naszym profilu na Facebooku.

A nowa płyta? Jaka ona będzie?

J.S.: W warstwie elektronicznej będziemy współpracować ze wspaniałym producentem Wojtkiem Urbańskim. On pomoże nam, by ta muzyka zabrzmiała pełniej i bardziej magicznie. Instrumentarium zostanie poszerzone o żywy bas (Grzegorz Kowalski) i perkusję (Marcin Ścierański), bo na pierwszej płycie te partie były generowane z komputera. Nad ostatecznym kształtem jeszcze pracujemy, ale na pewno będzie to zaskoczenie dla naszych słuchaczy.

K.S.: Ale też nie jakieś ogromne. Pozostajemy ciągle w podobnym nurcie i nie chodzi nam o to, by na siłę zaskakiwać stylistyką czy treścią piosenek.

Wasz najpopularniejszy dotąd klip, „Dziś późno pójdę spać”, ma na YouTubie aż 15 mln wyświetleń, a emisje pozostałych też liczy się w milionach. To niezwykłe, bo Wasza muzyka wydaje się dość niszowa. Potraficie wytłumaczyć ten fenomen?

K.S.: Nam również na etapie tworzenia utworów wydawało się, że będziemy zespołem niszowym. Na samym początku myśleliśmy, że będziemy tak zwaną muzyką tła w restauracjach i knajpach.

J.S.: Szczególnie zaskoczony jestem popularnością nowej wersji piosenki „Wodymidaj”. Nie ma w niej perkusji, a tempo jest wolniejsze niż w oryginale. To raczej wersja do skupienia, a nie do tańczenia, więc było dla nas zaskoczeniem, że pierwszy milion wyświetleń uzbierał się w tydzień. To też zasługa gościnnego udziału Ralpha Kamińskiego, który pięknie zaśpiewał swoją partię.

K.S.: Z instrumentów słychać tam wyłącznie kwartet smyczkowy i mandolinę. Oczywiście wiele zespołów dodaje kwartet do swoich nagrań, ale zwykle jako akcent kolorystyczny. Natomiast tutaj odgrywa on, razem z mandoliną, główną rolę. Na pewno taki skład nie kojarzyłby mi się z utworem radiowym – myśleliśmy raczej, że wstawiamy do internetu alternatywę dla największych fanów – a tymczasem ta piosenka pojawia się w radiu.

Zwracacie uwagę wykorzystaniem nietypowych, akustycznych brzmień, zwłaszcza mandoliny. Skąd się wziął ten instrument w Waszym zespole?

J.S.: Faktycznie jest to obecnie instrument nietypowy, choć jeszcze 50 lat temu w Polsce bardzo popularne były całe orkiestry mandolinowe, np. słynna Orkiestra Mandolinistów Edwarda Ciukszy. Wielu moich znajomych do dziś ma na strychu mandolinę np. po dziadku. Ale prawie nikt na niej nie gra. Do tego, żeby wziąć się za ten instrument, skłonił mnie nasz wujek Jarek, który gra na mandolinie, bandżo, akordeonie i innych folkowych instrumentach. Bardzo mocno wpłynął na mnie też mój ojciec chrzestny, Jacek, który jest gitarzystą sesyjnym i na mandolinie również świetnie gra.

K.S.: Oni obaj zainteresowali nas folkiem amerykańskim. Bardzo dużo takiej muzyki jak bluegrass czy country słuchaliśmy przez całe życie.

Jesteście też oboje po szkołach muzycznych. Czy klasyczna edukacja muzyczna miała ważny wpływ na to, co robicie teraz?

J.S.: Uważam, że tak. Edukacja daje np. podstawy harmonii czy kontrapunktu. Ale jeżeli chce się grać muzykę rozrywkową, to trzeba zachować zdrowy balans i podchodzić do muzyki twórczo. Bywa tak, że klasycznym muzykom, którzy ukończyli wszystkie stopnie edukacji, bardzo trudno zająć się improwizacją. Świetnie wychodzi im muzyka grana z nut, natomiast jeżeli trzeba zagrać cokolwiek innego, np. ­bluesa, zaczyna się problem. Ważne jest to, żeby samemu też grać, np. uczestnicząc w jam session.

K.S.: Na początku naszej edukacji byliśmy bardziej skupieni na muzyce klasycznej. To, poza poznaniem zasad harmonii, dało nam także sprawność techniczną – dzięki ćwiczeniu etiud i wprawek. Ale bardzo szybko przeszliśmy też do edukacji w kierunku muzyki rozrywkowej. Już pod koniec gimnazjum zaczęliśmy się uczyć bluesa, improwizacji, popowego akompaniamentu – bez tych rzeczy pewnie nie bylibyśmy w stanie tworzyć tak jak teraz.

Wymagało to od Was przestawienia się czy weszliście w to płynnie?

K.S.: Muzyka rozrywkowa to zawsze była moja pasja. Od III, IV klasy szkoły podstawowej oglądałam teledyski i zasłuchiwałam się w Norah Jones, Michaelu Jacksonie. Już wtedy marzyłam, żeby kiedyś też tak grać.

J.S.: W naszej rodzinie bardzo często odbywały się jam session, dlatego że wujek grał w zespole country przez 25 lat. Rodzinne spotkania polegały głównie na graniu muzyki. Więc od początku byliśmy otwarci na to, żeby grać nie tylko klasykę.

Czy jako rodzeństwo macie podobną wizję Waszej muzyki, czy też to, co słyszymy, to raczej owoc ścierania się?

J.S.: Ja myślę, że to bardziej jest ścieranie się. Oczywiście gdybyśmy nie mieli podobnej wizji muzyki, to ten duet kompletnie by nie wyszedł. Proces twórczy wygląda u nas tak, że chociaż jedno z nas zawsze przychodzi z wizją danego utworu, to jednak później oboje siedzimy nad aranżacją, sprzeczamy się na temat melodii czy użycia konkretnych słów.

K.S.: Każdy utwór ostatecznie zawiera elementy wymyślone przez Jacka i przeze mnie. Natomiast nie piszemy piosenek we dwoje. Raz próbowaliśmy i to źle się skończyło. ({body:BBC}śmiech{/body:BBC}) Jacek jest jedną z niewielu osób na świecie, które czują muzykę tak jak ja. Zaczynamy grać i od razu myślę: tak sobie to wyobrażałam.

Wyróżniają Was też niebanalne, poetyckie teksty, które sami piszecie. Jest jeszcze we współczesnym świecie miejsce dla poezji?

K.S.: Okazuje się, że jest, choć myślę o naszych utworach po prostu jako o tekstach piosenek. Ale bardzo dużo czytam poezji i inspiruję się nią. Poetyckie są na pewno teksty Jacka Kleyffa, którego jeden z utworów, „Huśtawki”, nagraliśmy podczas koncertu i umieściliśmy w internecie. I chociaż uważam ten tekst za głęboko poetycki i niebanalny, okazało się, że piosenka chwyciła, ma ogromną liczbę wyświetleń. Ludzie ją bardzo lubią i śpiewają razem z nami na koncertach. Widownia nawet się jej domaga.

J.S.: Na pewno jest miejsce na to, żeby się zastanowić nad warstwą tekstową w polskiej muzyce. Widzimy po reakcjach naszych słuchaczy, że dla nich naprawdę słowa piosenek są ważne. Często do nas o tym piszą, interpretują teksty, bardzo mocno się na nich skupiają podczas koncertów.

K.S.: Mam wrażenie, że jakiś czas temu był pod tym względem przestój w polskiej muzyce rozrywkowej. Można było śpiewać kompletnie o niczym, a i tak to leciało w radiu. Bardzo często brakowało mi tekstów z przekazem. Mam wrażenie, że obecnie piosenek poruszających i nasyconych przekazem jest w mediach coraz więcej.

Słuchacze dostrzegają w Waszych tekstach poezję, a nawet metafizykę. Sam mam wrażenie, że np. tekst „Wodymidaj” da się odczytać jako modlitwę… A może to nadinterpretacja?

J.S.: Ja też uważam, że można go tak czytać. Kiedy go pisałem, chciałem w nim zawrzeć wołanie o pomoc; pokazać, że każdy człowiek potrzebuje kogoś, kto by go wziął za rękę i poprowadził. Może to być Bóg, który nam pomoże przejść przez ten płonący las z piosenki, ale równie dobrze może to być po prostu bliska osoba, której wsparcia bardzo potrzebujemy. Ilu słuchaczy, tyle interpretacji – i w tym wypadku wszystkie będą trafne.

Śpiewacie: „Więc przez płonący las przeprowadź mnie/ Jak wielka rzeka wpłyń, uratuj mnie”. Te słowa stały się teraz dodatkowo aktualne, bo w czasie pandemii wszyscy kroczymy przez taki płonący las. Gdzie chcielibyście się znaleźć, kiedy już z niego wyjdziemy?

K.S.: Na pewno z powrotem na koncertach. Mocno odczuwam ten brak spotykania się z ludźmi. Kiedyś miewałam takie momenty, że myślałam: o rany, chciałabym mieć więcej spokoju, posiedzieć w domu. A tu się nagle okazuje, że życie między ludźmi jest czymś podstawowym, co sprawia, że życie jest radosne. Oczywiście bardzo radośnie jest mi też w domu z rodziną, ale są momenty, kiedy chciałabym wrócić do publiczności, do spotkań, do spędzania czasu z całym naszym składem. Oby się odbyły letnie festiwale, bo to są piękne przeżycia. •

Kwiat Jabłoni

Duet folkowo-popowy stworzony przez rodzeństwo Kasię i Jacka Sienkiewiczów. Łączą fortepian, mandolinę i śpiew z brzmieniami elektronicznymi. W zeszłym roku wydali debiutancką płytę „Niemożliwe” oraz album koncertowy „Kwiat Jabłoni – Live Pol’and’Rock Festival 2019”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg