Serce już bije

O zbudzonej wierze, zwykłym cudzie poczęcia i Bogu odbijającym się w oczach dziecka opowiada Jacek „Mezo” Mejer.

Szymon Babuchowski: Ci, którzy pamiętają Cię z wczesnych, bardziej „imprezowych” kawałków, jak np. „Aniele”, mogą być trochę zaskoczeni szczerym, wyrażonym wprost wyznaniem wiary w piosence „Credo”. To ciągle ten sam Mezo?

Jacek „Mezo” Mejer: Oczywiście, że ten sam. Zresztą nawet w tym samym czasie co „Aniele” nagrywałem takie piosenki jak „Żeby nie było”, które mówiły o poważniejszych sprawach. Po drodze miałem też numer „Modlitwa”, który przeszedł zupełnie bez echa, a dotykał już troszeczkę potrzeby duchowości. Ale nie ukrywam, że to, co przekazałem w piosence „Credo”, to jednak absolutny przełom, bo kwestie wiary wydawały się u mnie w ostatnich latach raczej uśpione. Nigdy nie byłem przeciwnikiem wiary, ale byłem chyba nieświadomy tych wszystkich dóbr, które z niej płyną.

W Twoich wcześniejszych utworach faktycznie widać poszukiwanie istotnych wartości. Myślisz, że piosenki takie jak „Ważne” czy „Sacrum” były kolejnymi krokami, które prowadziły Cię w stronę „Credo”?

Tak, chociaż nie był to rozwój liniowy, tylko raczej sinusoida. Po drodze było sporo upadków; gorszych i lepszych momentów. Po „Sacrum” był „Kryzys” – i w moim życiu też nastąpiły kryzysy, o których nie boję się mówić: rozwód i różne zwątpienia. A po tym wszystkim przyszła refleksja. Pewne rzeczy przewartościował także wiek. Hedonizm, który kieruje nami w wieku nastu czy dwudziestu paru lat, w końcu przemija i człowiek zdaje sobie sprawę, że z przyjemnością wiąże się też wiele niebezpieczeństw. Po trzydziestce często dochodzi do takiego przesilenia – nazwałbym to dojrzałością. Dzisiaj nie muszę nikomu imponować. Nie powiem, że jestem zupełnie wolny od potrzeby sławy czy pieniędzy, ale potrafię stanąć w opozycji wobec tych przyziemnych wartości i szukać w życiu czegoś głębszego: sensu, duchowości.

Na czym to przesilenie u Ciebie polegało?

Przede wszystkim przełomem było dla mnie to, że zacząłem się modlić. Uświadomiłem sobie w końcu, że to podstawa. Jak ja w ogóle mogłem mieć jakiekolwiek nadzieje, że rozwinie się we mnie relacja z Bogiem, skoro się nie modliłem? To tak, jakbym chciał dobrze rapować, ale zapomniałbym, że trzeba pisać teksty i wykonywać je potem na scenie. Teraz buduję tę relację przez uczestnictwo we Mszy Świętej i przez modlitwę właśnie. To mój świadomy ruch, który prowadzi mnie, wydaje mi się, w dobrą stronę. Choć nie jest łatwe wyzbywanie się różnych przyzwyczajeń i nadstawianie drugiego policzka.

W „Credo” wspominasz o znaku, po którym „stałeś się bardziej dojrzały”. Co to był za znak?

Dla mnie znakiem był „zwykły cud” poczęcia mojej młodszej córki. W tym czasie intensywnie rozmyślałem nad własnym życiem. I nagle dostałem taki „klik” w postaci tej wiadomości. Nabrałem wtedy mocnego przekonania, że jest to dla mnie znak z góry; że chodzi o to, żebym na nowo się narodził i zadbał o kolejną osobę w moim życiu, która stanie się dla mnie najważniejsza. Tak jakbym usłyszał: „Proszę, zmierz się z tym. Czego jeszcze bardziej potrzebujesz, żeby uwierzyć, niż tego?”.

W refrenie „Błogostanu”, czyli drugiego singla zapowiadającego płytę „Credo”, powracają Twoje słowa z „Sacrum”: „To błogostan, Panie, pobłogosław/ chwilę, gdy każdy problem to błahostka”. Gdzie teraz odnajdujesz źródło tego błogostanu?

W bardzo prostych momentach dnia. Dzisiaj obudziłem się o siódmej i oglądałem sobie moją córeczkę leżącą przy mamie. Spoglądałem na tę czteromiesięczną kruszynę i to był największy błogostan, jaki mógł mnie spotkać. Teraz – troszeczkę z przymusu, jako że mamy pandemię – siedzimy więcej w domu. Czerpię z tego i cieszę się tym, bo być może nigdy nie będę w stanie aż tak czasowo się angażować jak teraz.

Rzeczywiście jest tak, jak śpiewasz – że czujesz się, jakbyś sam był dzieckiem?

Tak. W oczach córki widzę Boga i widzę siebie małego. Te momenty są naprawdę dla mnie bardzo podniosłe, metafizyczne. To jest chyba największy dar i największa miłość, jaką możesz przekazać. Dziecko, oczywiście, daje ci wiele radości, ale wymaga też twojego zaangażowania. Ono samo jest zupełnie bezradne i ty przekazujesz mu tę bezwarunkową miłość. Budujesz w nim te same wartości, które ono potem będzie chciało przekazać swojemu dziecku i bliźnim w relacjach.

W klipie do „Błogostanu” odkrywasz przed nami kawałek prywatnego życia. Nie bałeś się takiej odsłony?

Miałem trochę obaw. Ale premiera płyty się zbliżała, nie mogłem wychodzić z domu, a skoro mam na płycie piosenkę, która mówi o wartościach rodzinnych, pomyślałem, że jest to jednak dobry moment, żeby to zrobić. Poza tym chyba fajnie pochwalić się dobrą, mocną, wartościową rodziną – jako przykładem godnym naśladowania. Czy to nie jest lepszy obraz niż pozowanie rapera z alkoholem i pięknymi, roznegliżowanymi dziewczynami? To też się przerabiało, po części, w jakimś tam momencie życia, ale dzisiaj to już są dla mnie zupełnie obce rzeczy. Do tego znaleźliśmy wspólny mianownik z wokalistą Adamem Stachowiakiem, który zaśpiewał refren. Myślę nawet, że u niego ta religijność, duchowość, jest mocniejsza niż u mnie, bo jest bardziej trwała. Wyznajemy podobne wartości, on ma ośmiomiesięczne dziecko, więc wszystko się poskładało w całość. Dlatego uznaliśmy, że warto zaryzykować. Nawet jeśli ta piosenka niewiele komukolwiek pomoże, dla mnie jest to wspaniała rodzinna pamiątka.

Łatwiej jest Ci dzisiaj mówić: „Niech będzie wola Twoja”?

Oczywiście, że jest mi łatwiej. Jest to bardzo uwalniające od pogoni za perfekcjonizmem i za celami materialnymi, które nigdy cię nie zaspokoją. Przypuszczam, że gdyby nie wiara, byłoby mi strasznie trudno zaakceptować obecną ekstremalną sytuację. W końcu pierwszy raz od dwudziestu lat jakiś wirus odwołał mi cały sezon koncertowy. Miałem już wszystko zaplanowane, a w tej chwili zostałem z wydatkami na płytę i zupełnie niepewnym scenariuszem na przyszłość. A mimo wszystko potrafię zachować pogodę ducha.

Premiera nowej płyty już za chwilę. Na razie znamy dwa utwory. Czego jeszcze możemy się spodziewać po „Credo”?

Wątek duchowości pojawi się w kilku numerach, nie jest to jednak płyta w stu procentach na ten temat. Są tam też kolejne echa zainteresowań sportowych w myśl mojego hasła: „Muzyka. Sport. Motywacja”. Sporo ludzi obserwuje mnie właśnie pod tym kątem i wiem, że czekają na takie piosenki jak te, które pojawiły się na mojej poprzedniej płycie, „Życiówce”. Ale głównie jest to śledzenie mojego zmagania z rzeczywistością i budującą się duchowością. Jeden z numerów, zatytułowany „Serce już bije”, też jest trochę zainspirowany tacierzyństwem, jako momentem zwrotnym w moim życiu. Nie chcę występować z jakimiś bardzo mocnymi deklaracjami, bo moja wiara jest jak ziarnko. To serce dopiero zaczęło bić. Muszę wykonać jeszcze olbrzymią pracę i posiąść dużo wiedzy, żeby być autorytetem w tej dziedzinie. Ale najważniejsze, że serce już bije. •

Jacek „Mezo” Mejer

Urodził się w 1982 r. w Poznaniu. Raper obecny na scenie muzycznej od niemal dwudziestu lat, współpracował z wieloma gwiazdami polskiej estrady. Jego twórczość to połączenie hip-hopu z popem. Absolwent politologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ambitny biegacz z rekordem życiowym w maratonie: 2 godziny 48 minut. Ma na koncie dziewięć albumów solowych. Najnowszy z nich, zatytułowany „Credo”, ukaże się 22 maja.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg