Pierwszy skruszony

„Zdrajca” podejmuje problem winy i kary, odzierając mafię z przypisywanego jej często romantycznego blasku.

Czym jest mafia, wiemy prawie wszyscy. Najlepiej chyba scharakteryzował ją pisarz Leonardo Sciascia, który zdefiniował ją jako „organizację złoczyńców mającą na celu nielegalne bogacenie się jej członków i występującą jako pasożytniczy pośrednik, narzucony przemocą, między własnością a pracą, między obywatelem a państwem”. Jednak obraz Bellocchio nie jest filmem o historii sycylijskiej mafii.

Państwo w państwie

Reżyser daleko odchodzi od wizerunku utrwalonego w „Ojcu chrzestnym” Coppoli, opierając swój film na faktach. Nie koloryzuje i wiernie oddaje wydarzenia, które wstrząsnęły Włochami lat 80. W filmie pojawiają się także materiały archiwalne, które uwiarygodniają tę opowieść.

Fabuła „Zdrajcy” rozgrywa się na przestrzeni prawie pół wieku. Marco Bellocchio w filmie przedstawia historię człowieka, który przez jakiś czas był jedną z najbardziej wpływowych postaci przestępczej organizacji i który jednocześnie zadał jej najpoważniejszy cios. Bez jego zeznań nie doszłoby do aresztowania kilkuset najważniejszych bossów sycylijskiego podziemia. Konsekwencje działalności tytułowego zdrajcy można jedynie porównać do tego, co wydarzyło się na Sycylii w latach 20. XX wieku, kiedy Cesare Mori mianowany przez Mussoliniego prefektem Sycylii praktycznie zlikwidował działalność mafii. Z tym że było mu łatwiej, bo nie oglądając się na praworządność, posługiwał się wszystkimi środkami, jakimi dysponowało totalitarne państwo. Inaczej niż w kraju demokratycznym, gdzie bez dowodów nikogo nie można aresztować i skazać.

Sycylijczycy, wielokrotnie najeżdżani przez obcych, za których uważali również Włochów z północy, nie ufali żadnej narzuconej im władzy. Bardziej ufali wytworzonym na przestrzeni wieków nieformalnym strukturom lokalnym. Sycylia była państwem w państwie, co w filmie Marca Bellocchia zostało przedstawione znakomicie. Oczywiście zeznania Tommasa Buscetty nie doprowadziły do likwidacji mafii, ale znacznie ograniczyły jej wpływy.

Dlaczego to zrobił?

Marco Bellocchcio ma w swoim dorobku filmy kontrowersyjne, czego przykładem może być „Czas religii”, wyróżniony zresztą Nagrodą Specjalną Jury Ekumenicznego w Cannes. „Zdrajca” jest filmem innym niż dotychczasowe kameralne dramaty reżysera. To obraz zrealizowany z rozmachem, wystawny, a znakomita scenografia i kostiumy wiernie oddają klimat czasów, w jakich rozgrywa się akcja.

Jednym z powodów, dla których reżyser zainteresował się postacią Buscetty, był motyw zdrady, który zresztą pojawia się w kinie wielokrotnie. – Czy człowiek jest zdolny do głębokiej przemiany? Czy ta zmiana jest procesem, który ma nas uzdrowić? Czy Buscetta, który przez całe swoje życie nie pozwalał, by nazywać go „informatorem”, sam poddał się temu procesowi, aby stać się nowym człowiekiem? Czy tak naprawdę samodzielnie wymierzał sprawiedliwość? – pytał Bellocchio w jednym z wywiadów.

Film rozpoczyna się na początku lat 80., kiedy Sycylia była stolicą światowego handlu narkotykami, nad którym pieczę sprawowały dwie rodziny mafijne, jedna z Palermo, a druga z Corleone. Obie walczyły między sobą, chociaż na pozór były sobie przyjazne. W czasie przyjęcia w domu jednego z czołowych mafiosów Tommaso Buscetta orientuje się, że wkrótce może dojść do otwartej walki o wpływy, a on sam znajduje się w niebezpieczeństwie. Decyduje się wyjechać do Brazylii, by stamtąd czuwać nad swoimi interesami. Tam dochodzą do niego informacje o tragedii, jaka dotknęła jego najbliższą rodzinę. Wkrótce aresztowany przez brazylijską policję i poddany brutalnym przesłuchaniom zostaje wydany włoskim władzom, które zażądały jego ekstradycji. To prolog filmu, bo teraz reżysera interesują przede wszystkim wydarzenia związane z przejściem Buscetty na stronę prawa. Dlaczego to zrobił? Przecież wcześniej torturowany w Brazylii przez policję nie powiedział ani słowa na temat swoich interesów ani nikogo nie wydał.

W filmie nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie, ale reżyser podrzuca nam kilka tropów. Jednocześnie nie robi z byłego mafiosa wyidealizowanego bohatera, bo Buscetta z pewnością nim nie był. Jak zauważa w filmie jeden z prawników, Buscetta jest oskarżonym w sądzie, a „nie ojcem Pio z Pietrelciny”. Buscetta, co podkreślają sądzeni w Palermo zadenuncjowani przez niego prominentni członkowie cosa nostry, nie był człowiekiem, który przestrzegał zasad moralnych w swoim życiu. Był trzykrotnie żonaty, miał wiele kochanek, być może dopiero rodzinne tragedie, za które przecież moralnie był odpowiedzialny, w jakiś sposób zmieniły jego postrzeganie świata. W filmie znalazła się wstrząsająca scena, kiedy to jego zrozpaczona szwagierka po stracie męża w wywiadzie dla prasy powiedziała, że gdyby miała broń, zabiłaby Tommasa, i wyjaśniła dlaczego. – Nie w odwecie za dwóch nieboszczyków, ale po to, żeby zlikwidować przyczynę naszych nieszczęść… Nazywać się Buscetta to przekleństwo.

Ludzie honoru?

Z filmu niewiele dowiadujemy się o przeszłości tytułowego bohatera, jednak ze sposobu, w jaki traktują go inni mafiosi, domyślamy się, że należał do kręgu najbardziej zasłużonych dla organizacji postaci. Zresztą sam mówi, że przez 30 lat wiernie jej służył. Uważa siebie, podobnie jak inni członkowie mafii, za „człowieka honoru”, czyli kierującego się określonymi, w jego ujęciu honorowymi, zasadami. Oczywiście nie miało to nic wspólnego z rzeczywistością, bo przez lata uczestniczył w działaniach przestępczych, łącznie z zabójstwami.

Buscetta, składając zeznania przed sądem, nigdy nie używa słowa „mafia”, lecz nazwy „cosa nostra”. Wielokrotnie też podkreśla, że nie jest zdrajcą, bo zdradziła go cosa nostra, w której władzę przejęli ludzie naruszający dawny kodeks honorowy organizacji. Zdaniem „skruszonego”, bo tak nazywano członków mafii współpracujących z wymiarem sprawiedliwości, dawna cosa nostra nie mordowała kobiet i dzieci ani ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Oczywiście nie jest to zgodne z faktami, chociaż wojna, jaka w latach 1981–1983 wybuchła pomiędzy rywalizującymi mafijnymi rodzinami, była bezprecedensowa.

Znaczna część akcji rozgrywa się na sali sądowej w Palermo. Urządzono ją w specjalnie w tym celu wybudowanym futurystycznym gmachu przypominającym z zewnątrz bunkier. Była ogromna – musiała pomieścić m.in. 30 klatek dla kilkuset oskarżonych, przed którymi dla bezpieczeństwa stali w szeregu karabinierzy. Był to największy proces w historii przestępczości zorganizowanej we Włoszech.

W jakiś sposób film Bellocchia koresponduje z „Irlandczykiem” Martina Scorsese. Również podejmuje problem winy, kary i prawdy, a jednocześnie odziera mafię z przypisywanego jej romantycznego blasku. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg