Eliksir z Chopina

O przygodzie z muzyką wybitnego kompozytora uwieńczonej płytą opowiada Natalia Kukulska.

Szymon Babuchowski: Na okładce Pani płyty „Czułe struny” fragment popiersia Fryderyka Chopina pokrywa coś w rodzaju sieci naczyń krwionośnych. Czy taki był zamysł tego albumu: ożywić pomnik, zza posągowej postaci zobaczyć człowieka?

Natalia Kukulska: Bardzo ciekawa interpretacja. Mnie z kolei ten pomysł grafika Adama Żebrowskiego skojarzył się najpierw z topografią – wyżynami, nizinami... Tak jakby ten Chopin miał wiele warstw. Ale drugie skojarzenie to faktycznie krwiobieg. Trochę tak jest, że ta postać jest traktowana w sposób pomnikowy, jako rodzaj świętości, której nie wolno dotykać. A przecież muzyka to jest zawsze coś żywego, co cały czas w nas rezonuje. Dlatego wraz z wieloma twórcami, których zaprosiłam do pracy nad tym albumem, dodaliśmy do tej twórczości trochę własnej krwi, czyli nowego na nią spojrzenia, poprzez wprowadzenie nowych pomysłów – muzycznych i tekstowych.

Współcześni twórcy, zwłaszcza jazzmani, sięgali już po Chopina, przetwarzając go na swój sposób. Co takiego jest w tej muzyce, skomponowanej dwieście lat temu, że ciągle okazuje się inspirująca dla słuchaczy i muzyków?

Jest po prostu genialna. I nie chodzi tylko o to, że komponował ją wirtuoz i że do zagrania tych utworów trzeba mieć naprawdę świetny warsztat. Jest też w tej muzyce jakiś rodzaj uniwersalnej wrażliwości. Przecież Chopin jest ceniony nie tylko u nas, ale na całym świecie znajduje się w czołówce kompozytorów wszech czasów. Jego utwory wywołują emocje. To są piękne tematy, melodie, które zapadają w pamięć, łapią to, co siedzi w ludzkiej duszy. Mnie one po prostu wzruszają. Widzę w tej muzyce przede wszystkim wiele czułości, melancholii i bardzo inspirującego piękna.

W przypadku tej płyty mamy do czynienia z dodatkowym wyzwaniem, bo jest to Chopin w wersji śpiewanej. Czy ta muzyka naturalnie poddaje się głosowi, czy wymaga jednak pewnego „rzeźbienia”, dostosowania jej do reguł, którymi rządzi się utwór śpiewany?

Niektóre utwory mają taki rodzaj tematu pianistycznego, który łatwo się przekształca w linię melodyczną, kantylenę, czyli tę śpiewną frazę, do której później może powstać tekst. Starałam się właśnie takie utwory wybrać na tę płytę. Na przykład Etiuda E-dur, która na płycie nosi tytuł „Z wyjątkiem nas”, brzmi, jakby była gotowa do śpiewania. Ale są też takie dwa, może trzy utwory na płycie, przy których trzeba było trochę się nagimnastykować, żeby stworzyły jakąś logiczną całość wokalną. Jednym z nich jest Polonez As-dur, który wzięłam na warsztat trochę z przekory, bo wydawał mi się nie do zaśpiewania. Od strony wokalnej jest on wielkim wyzwaniem: ma bardzo szybkie podejścia do góry z krótkimi dźwiękami, które muszą być wręcz ze snajperską dokładnością zaśpiewane. Z kolei w Etiudzie As-dur melodia ma bardzo trudny podział rytmiczny. Musieliśmy ją, wraz z aranżerem Nikolą Kołodziejczykiem, jakoś okiełznać, czasami minimalnie uprościć, żeby nadawała się do zaśpiewania.

Stanęła za Panią piątka znakomitych aranżerów, świetni muzycy, orkiestra Sinfonia Varsovia. Cały projekt stał się megaprodukcją. Jak się ogarnia takie przedsięwzięcie?

Trzeba mieć pracowitą, wspaniałą menedżerkę. I ja taką mam! Nie wiem, jak się udało Monice zgrać te wszystkie terminy, próby, ekipy. Żeby coś takiego się powiodło, potrzebne są osoby, które nie tylko marzą, ale potrafią też po te marzenia iść, by je realizować. Logistyka, organizacja działań jest tutaj bardzo ważna. Zaczęło się od tego, że wybrałam aranżerów, którzy mają wielkie wyczucie, olbrzymi talent, wyobraźnię. Wiedziałam, że dotykanie Chopina z nimi będzie dla mnie bezpieczne, a z drugiej strony inspirujące. Bo każdy z nich ma nieco inne spojrzenie na tę muzykę. Ich kunszt, doświadczenie dały mi pewność, że nie będzie tutaj jakichś profanacji, czegoś niestosownego w podejściu do tej muzyki. Gdy już miałam aranżacje, nagrywałam demo z linią wokalną, która służyła do pisania tekstów. Część napisałam sama, a pozostałe rozdałam do wyboru artystkom, które zaprosiłam do tej warstwy lirycznej. Spotkania z tymi wszystkimi ludźmi – nie tylko artystyczne – były dla mnie bardzo inspirujące. Bo muzyka nie jest czymś formalnym – to są emocje, uczucia. Bardzo ważną osobą był też Leszek Kamiński, który odpowiadał za realizację nagrań i zdefiniował brzmienie tej płyty. Także sposób mojego śpiewania – bo to jest bardzo intymna praca.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg